Szczęście w nieszczęściu
Kontuzja Bartłomieja Lemańskiego nie okazała się tak groźna, jak początkowo sądzono.
Bartłomiej Lemański w Krakowie za wiele sobie nie pograł. Fot. Bartłomiej Woźnik/PressFocus
Nasz środkowy urazu nabawił się na początku piątkowego meczu ze Słowenią w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Źle stanął na prawej nodze i poczuł ból. Opuścił parkiet i meczu nie dokończył. Poczynania kolegów oglądał zza linii bocznej, mając nogę obłożoną lodem. Nie zagrał też w kolejnych spotkaniach, ze Stanami Zjednoczonymi i Francją. Na szczęście badania nie wykazały żadnych złamań i występ Lemańskiego w mistrzostwach Europy, które zaczynają się już 9 września, nie jest zagrożony.
- Nie jest tak źle, jak myślałem na początku. W hotelu na szybko zrobiliśmy z doktorem USG i coś tam się pojawiło. Trzeba było zobaczyć. Na szczęście to stary uraz, więc pozostała kwestia kilku dni, żebym wrócił do treningów - tłumaczył na antenie Polsatu Sport Bartłomiej Lemański. - Tak wygląda sportowa rywalizacja. Korzysta się z tego, że drugiego nie ma na parkiecie. Tak to wyglądało w moim przypadku, gdy nie było kilku podstawowych zawodników. Dzięki temu udało mi się zakręcić wokół kadry i grać bardzo dużo. Muszę przyznać, że z zazdrością patrzyłem zza boiska na ten memoriał. Chciałem po dłuższym czasie, zwłaszcza przed taką publicznością w pełnej hali w Krakowie, zagrać, ale niestety nie było mi dane. To się zdarza - dodał.
W najbliższą sobotę przed Polakami ostatni sprawdzian przed mistrzostwami Europy. W Ergo Arenie w Trójmieście ich formę sprawdzi Finlandia. W poniedziałek wylecą do Sofii, gdzie rozpoczną rywalizację w europejskim czempionacie.
(mic)
