Sukcesy nie spadają nam z kosmosu

Rozmowa z Waldemarem Wspaniałym, byłym zawodnikiem Płomienia Milowice, później trenerem reprezentacji Polski, a od dwóch dekad odpowiedzialnym za Siatkarskie Ośrodki Szkolne

Wilfredo Leonowi (nr 9) początkowo nie szło w finale z USA, ale trener Nikola Grbić i tak znalazł dla niego odpowiednią rolę w zespole. Fot. Suo Xianglu/Xinhua/PressFocus

Reprezentanci znów nam dostarczyli emocji i radości - po raz drugi z rzędu wygrali rozgrywki Ligi Narodów!

- To pan jeszcze nie przyzwyczaił się do takich meczów? Gdy patrzymy na grę reprezentacji, to nie mamy prawa się nudzić. Nasi siatkarze zawsze dostarczają stosowną porcję emocji (śmiech). Najważniejszy jednak jest efekt finalny.

Zacznijmy właśnie od końca. W finale z USA przegrywaliśmy 1:2 w setach, ale odrobiliśmy straty i w tie-breaku już dominowaliśmy. Czy spodziewał się pan takiego przebiegu decydującej potyczki?

- Jeżeli ktoś oczekiwał tak łatwego meczu, jak półfinał ze Słowenią, to może czuć się rozczarowany. Amerykanie przez całą Ligę Narodów grali w najsilniejszym składzie, a to znak, że rozpoczęli przygotowania do igrzysk w Los Angeles. Postawili się naszej reprezentacji i ten mecz był podobny do półfinału igrzysk w Paryżu. Wówczas czwarty set zadecydował o naszym awansie do finału, zaś teraz o wygranej w Lidze Narodów. Proszę zauważyć, jak Amerykanie męczyli się z Japonią, choć siła fizyczna była po ich stronie. Oni już od wielu lat grają na wysokim poziomie, ale mają sporego pecha do naszej reprezentacji. Po raz kolejny przegrali z nami w dramatycznych okolicznościach. Wypada się tylko cieszyć, że mamy reprezentację na tak wysokim poziomie. Mamy ogromny potencjał. Kto wchodzi na boisko, ten dodaje nową, wysoką jakość gry. W meczu z USA trener dokonał zmiany w ustawieniu i graliśmy na trzech przyjmujących. Wilfredo Leon nie radził sobie z przyjęciem i został zmieniony przez Kamila Semeniuka, ale potem zastąpił Bartłomieja Bołądzia. To tylko świadczy o sile naszej drużyny.

No właśnie, to była nieoczekiwana zmiana miejsc. Czy był pan takim rozwiązaniem zaskoczony?

- To była niezwykle odważna decyzja. Trener jednak musiał dokonać jakiegoś niekonwencjonalnego ruchu. Najwyraźniej Kewin Sasak, drugi atakujący, nie jest do końca zdrowy, podobnie jak drugi rozgrywający Jan Firlej. Dla Leona takie rozwiązanie nie jest nowością, bo, jak sięgniemy pamięcią wstecz, to zespół z Lublina już takim systemem grał. Wówczas Leon pełnił tę rolę w zespole. Trener Nikola Grbić doszedł do wniosku, że zmiana jest konieczna i ona doskonale „wypaliła”. Poprawiła się skuteczność nie tylko w ataku, ale również w polu serwisowym. Szacunek dla trenera, jak i dla zespołu, który tak, a nie inaczej, zareagował po wejściu Leona na boisko.

Polscy kibice są przekonani, że nasi siatkarze muszą być w finałach i wygrywać. Jak pan patrzy na takie chciejstwo?

- Dla mnie słowo "muszą" nie istnieje! Przecież po drugiej stronie siatki są rywale o wysokich umiejętnościach i też chcą wygrywać. A swoją drogą chyba nasza reprezentacja jest przygotowana na takie scenariusze (śmiech). Graliśmy w optymalnym składzie, ale chciałbym zauważyć, że w nieco zmienionym, w porównaniu z poprzednimi dwoma sezonami. Kto przed tymi międzynarodowymi występami reprezentacji słyszał o Bartłomieju Lemańskim? Wielu fachowców już się pogodziło z faktem, że nie wykorzystał swoich ogromnych możliwości, a tymczasem po udanych występach ligowych otrzymał powołanie do kadry i w reprezentacji odgrywa pierwszoplanową rolę. A proszę pamiętać, że w zespole nie było kontuzjowanych trzech podstawowych środkowych: Mateusza Bieńka, Jakuba Kochanowskiego i Norberta Hubera. Czy był jakiś uszczerbek na tej pozycji? Nie, bo Lemański i Szymon Jakubiszak w pełni wypełnili tę lukę, a nie zapominajmy, że w kwadracie dla rezerwowych był jeszcze młody utalentowany Jakub Nowak, który ma za sobą niezwykle udane występy w reprezentacji. To wszystko nie spada nam z kosmosu, lecz świadczy o jakości szkolenia w naszym kraju. Właściwa praca u podstaw przynosi efekty. Przypomnę, że nie tak dawno reprezentacja Polski do lat 18 zdobyła mistrzostwo Europy, tak więc o następców obecnych reprezentantów nie musimy się bać! W siatkówce mamy system szkolenia, którego nam zazdroszczą inne nacje.

Był pan zaskoczony przebiegiem samego turnieju finałowego?

- Kiedyś wypowiedziałem takie zdanie: chciałbym dożyć takich czasów, by nasza reprezentacja wygrywała turnieje w podobnym stylu, jak swego czasu Brazylia. Canarinhos przed dekadę i chyba trochę więcej dominowali na parkietach. Nie tak dawno rozmawiałem z Mariuszem Sordylem (trener Trefla Gdańsk – przyp. red.) i obaj doszliśmy do wniosku, że mamy zespół na najwyższym poziomie i zdolny do wygrywania. Wiedziałem, że zagramy o podium, ale zwycięstwo nie przyszło łatwo. Niewiele brakowało, by w czwartym secie wszystko przechyliło się na stronę Amerykanów i rozmawialibyśmy w nieco innym tonie. Jednak potencjał naszej drużyny jest niewyobrażalny. Każdy z graczy w każdej chwili może wejść na boisko i nie będzie utraty jakości gry. To jednak nie oznacza, żeby wpaść w samouwielbienie. Nadal trzeba ciężko pracować, być czujnym, bo przecież konkurencja nie śpi i chce wygrywać z nami.

Wróćmy jeszcze do turniejów eliminacyjnych. Czy był pan zaskoczony postawą reprezentacji w Chicago, gdzie wygraliśmy wszystko?

- Nikola Grbić na początku dał szansę młodym zawodnikom, by mogli się zapoznać ze specyfiką tej imprezy, a do Chicago pojechaliśmy już w najsilniejszym składzie, bo jeszcze nie mieliśmy pewnego awansu. Przez tę imprezę przeszliśmy jak burza - wygrane z Francją, Bułgarią, Włochami czy USA miały swoją wymowę. To również świadczy o sile mentalnej zespołu. Chłopaki się skoncentrowali i pokazali rywalom gdzie ich miejsce i za to należy im się szacunek.

Jak pan ocenia tegoroczną Ligę Narodów?

- Na pewno rozczarowały reprezentacje Bułgarii (wicemistrzowie świata – przyp. red.), Brazylii, Francji i Włoch, okazuje się, że brakuje im zmienników. Jedna czy dwie absencje z różnych powodów sprawiają, że zespół traci na wartości. Natomiast mile zaskoczyła mnie debiutująca w tym turnieju Ukraina. Z dobrej strony pokazała się Japonia, choć w końcowym rozrachunku nie znalazła się na podium, mimo że w eliminacjach była najlepsza.

Za nami Liga Narodów, a przed nami mistrzostwa Europy. Pańskie prognozy?

- Jesteśmy faworytami! Zwycięstwo w tej imprezie zapewnia udział w igrzyskach olimpijskich, bo wreszcie zrezygnowano z idiotycznych turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk. Dajmy siatkarzom trochę odetchnąć, nacieszyć się sukcesem w gronie rodzinnym, a potem znów rozpoczną mozolną pracę przed mistrzostwami Europy. Jestem nadzwyczaj spokojny, że znów pokażą się z dobrej strony i będą walczyli w swoim stylu!

Rozmawiał

Włodzimierz Sowiński


NAJLEPSI I PIERWSI

Aktualny ranking FIVB po Lidze Narodów

1. POLSKA 407,56 pkt

2. Włochy 355,84

3. Rosja 352,10

4. Słowenia 344,53

5. USA 344,41

6. Japonia 333,33

7. Brazylia 312,13

8. Francja 302,59

9. Bułgaria 272,25

10. Turcja 268,49

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się