Stan wrzenia

Żaden inny klub obecnej 1. ligi nie przeszedł latem takiej rewolucji kadrowej, jak gdańszczanie. A do normalności finansowo-organizacyjnej wciąż daleko.

Rifetowi Kapiciowi trudno przyjąć połajanki z trybun. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

LECHIA GDAŃSK

Klauzule o wygaśnięciu kontraktów w razie degradacji z ekstraklasy zakończyły przygody z Lechią trenera Johna Carvera oraz znaczącej grupy „stranierich”. Ci, którzy ich nie mieli, nie kryli rozgoryczenia zaległościami w wypłatach oraz sytuacją organizacyjną. Tą ostatnią właściciel, Paul Urfer, ciut wyprostował (m.in. regulując część długów), dzięki czemu od piątku klub może uprawniać do gry nowych zawodników. Do normalności jednak wciąż daleko, a w cały proces włączyli się kibice.

Na cenzurowanym znalazł się u nich przede wszystkim Rifet Kapić, który dwa lata temu otrzymał zaufanie kolegów i kapitańskie szlify. Do gorących (i co nieco gorszących) scen doszło już podczas jednego ze sparingów; wywiązała się pyskówka między nim a fanami. Ci ostatni mieli (mają) mu za złe, że – wbrew deklarowanej po spadku chęci pozostania w klubie – u progu sezonu intensywnie poszukuje nowego pracodawcy.

Bośniak – podobnie jak Camilo Mena, zawrócony z drogi do ojczystej Kolumbii – zagrali w drugiej połowie piątkowego meczu z Wartą. Zagrali ani dobrze, ani źle; niewiele mogli zdziałać w otoczeniu kilku juniorów. A jednak to na Kapicia posypały się po meczu kolejne gromy z trybun. Co więcej – a to już sprawa poważna – usłyszał nakaz oddania kapitańskiej opaski (dostał ją po wejściu na murawę od Iwana Żelizko) „komuś z chłopaków z akademii”. W ten sposób mimowolnym uczestnikiem tych wydarzeń został 17-letni Szymon Danielewski, który... stał najbliżej, a w ręce którego trafiły kapitańskie insygnia.

Pomocnik z Bośni, znów zniesmaczony całą sytuacją, ponoć miał zadeklarować, że już dla biało-zielonych nie zagra. Być może – jak na Kacprze Sezonienko sprzedanym do Serie B, albo na Bohdanie Wjunnyku, zdrowiejącym i marzącym o odejściu po obniżeniu zarobków o połowę – Lechia coś na nim zarobi, bo Kapić ma kontrakt ważny jeszcze przez rok. Do normalności, nie tylko w tym przypadku, w Gdańsku jednak bardzo daleko...

(DaL)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się