Sprzyjają im ściany i sędziowie
Rozmowa z Mariuszem Barnakiem, byłym kapitanem Stali Mielec, od 2004 roku mieszkającym i pracującym w Ameryce
Znamy już kwartet półfinalistów mistrzostw świata. Zaskoczony jest pan jego składem?
- Z przebiegu turnieju można powiedzieć, że zaskoczeń nie ma. Bardzo wyrównany poziom, a o wszystkim decydują detale, drobiazgi czy szczęście. Patrząc na zestaw Francja, Hiszpania, Anglia, Argentyna, to myślę, że szkoda, że w tym gronie nie ma Szwajcarii, która pod względem taktycznym rozegrała świetne spotkanie z obrońcą tytułu, Argentyną. Gdyby nie głupia czerwona kartka pokazana Embolo w drugiej połowie, to nie wiadomo, jak to wszystko by się skończyło. A tak Argentyńczycy na farcie dojechali do półfinału…
Właśnie! To, co wyrabiają sędziowie w stosunku do Albicelestes, woła o pomstę do nieba, bo przecież wcześniej pokrzywdzony mocno został Egipt.
- Egipcjanie prowadzili 1:0, zdobyli wydaje się prawidłowo bramkę na 2:0, która nie została uznana. Gdyby sędzia w tym meczu był konsekwentny, to nie uznałby też jednego z goli dla Argentyńczyków. Można powiedzieć, że arbitrzy robią na tych mistrzostwach duży ukłon w stronę mistrzów świata, którzy, owszem, mają klasowych graczy, jak Messi, Alvarez, Lautaro Martinez, ale reszta dokooptowana jest trochę na doczepkę. Szacunek dla Egipcjan, jak i dla Szwajcarów w ćwierćfinale, którzy nie ulękli się Argentyny i gdyby nie takie czy inne decyzje sędziów, to obrońców tytułu mogłoby już nie być, a tak – jak mówię – na farcie doszli do półfinału.
Wyrzucenie z boiska w 72 minucie Breela Embolo?
- Sędzia wygłupił się z tą decyzją. Gdyby nie ta czerwona kartka i gra w osłabieniu, to nie wiem, jakby to się skończyło. Grając w dziesięciu, wiadomo, nadziewasz się na kontry, Argentyna w ten sposób przeszła już dwie, trzy rundy. Za bardzo sprzyjają jej sędziowie i przysłowiowe – jak się to w piłce potocznie mówi – „ściany”.
Portugalski arbiter Joao Pinheiro wyrzuca z boiska Braala Embolo (nr 7). Fot. Li Ming/Xinhua/PressFocus.pl
Dlaczego tak się dzieje?
- Popatrzymy na przyznawanie „Złotej Piłki”. Od lat było tak, że Messi, Ronaldo - Ronaldo, Messi. FIFA i UEFA to niewyraźny sposób postępowania. Często decyzje są dyktowane pod jednych czy drugich: Francuzów, Argentyńczyków.... Wiadomo, za tym idą pieniądze. Nie neguję - mają kilku klasowych graczy, ale można z nimi powalczyć, co pokazali i Egipcjanie i Szwajcarzy.
Pozostali półfinaliści mistrzostw świata: co o nich pan powie?
- Francja ma dobry zespół, na pewno na czwórkę. Anglicy po grupowej fazie nie przekonywali, ale w miarę rozkręcania się mistrzostw robią coraz lepsze wrażenie, rozbujali się. Mają dobrą i ambitną drużynę, w której nie brak dużych indywidualności. Zasłużenie są w czwórce.
Hiszpanie?
- Oczekiwałem po nich czegoś więcej, ale patrząc na ich potencjał w ofensywie, naprawdę mają niesamowicie kumatych, kreatywnych graczy. Bardzo podoba mi się to, co robi Olmo, jak czyta grę, jak wszystkim kieruje. Do tego Pedri. Grają niekonwencjonalny futbol.
W tym półfinałowym zestawie, we wtorek Francja – Hiszpania, a w środę Anglia – Argentyna: na kogo pan stawia?
- Cholernie trudno wybrać. Francja ma bardzo doświadczony zespół. To będzie mecz wyrównany, jak Hiszpanii z Portugalią, w którym o wszystkim zdecydował jeden moment. Teraz może być podobnie. Czasami łut szczęścia decyduje, kto wykorzysta swój moment, jedną kluczową sytuację i awansuje do wielkiego finału. W tym zestawieniu to takie fifty-fifty, może z lekką przewagą Hiszpanów. A w spotkaniu Anglia – Argentyna? Obstawiam Wyspiarzy. Bardzo dawno niczego nie zdobyli, są głodni wygrania czegoś. Mają odpowiednią jakość i graczy. Albiceleste nie przekonują i chyba ten ich fart się w końcu skończy. Więc obstawiam Anglię.
Mieszka pan w Stanach od 24 lata. Jak oceni pan ten mundial z amerykańskiej perspektywy?
- Amerykanie potrafią zrobić show, atmosferę, otoczkę wokół wszystkiego. Piłka, czyli soccer, nie jest tutaj sportem numer 1, ale jest jak w 1994 roku: stadiony są pełne, ludzie tłumnie przychodzą na mecze. Jest tutaj wiele nacji - obojętnie, kto by tutaj nie grał, ma swoich kibiców. Pod względem zainteresowania to wszystko dobrze wygląda, a co do poziomu sportowego, widzimy jak się wyrównał, co pokazały już mecze w fazie grupowej. Niby na papierze są faworyci, ale poziom jest wyrównany i często tym wielkim nie jest łatwo, a - jak widzieliśmy - kilka razy o wszystkim decydowały serie karnych.
Na koniec pytanie o Roberta Lewandowskiego, który przeszedł do MLS do Chicago Fire. Dobry ruch ze strony kapitana reprezentacji Polski?
- W Ameryce, a tym bardziej w Chicago, gdzie jest przecież wielkie skupisko Polonii, będzie popularny. To jest to samo, co zrobił Messi, przechodząc do Interu Miami. Robert ma już swoje lata, na europejskich boiskach byłoby mu coraz trudniej, bo i wysoki poziom, i zdrowie nie te. Pewnie jeszcze przez rok czy nawet dwa dałby radę, ale wiadomo jak jest w Barcelonie. Już ostatnio było widać, że różnie mu szło. MLS to wiele reklamy, Polonia. Słusznie wybrał, bo nie zawsze pieniądze – myślę tutaj o Arabii Saudyjskiej – są najważniejsze. Tam styl życia i jemu, i jego rodzinie na pewno by nie do końca odpowiadał, a tutaj - gdzie poziom jest jaki jest, na pewno jeszcze z kilka lat pogra. Do tego dochodzi kwestia rozpoznawalności, reklam. Dobry ruch z jego strony, że wybrał na koniec kariery Amerykę.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Mariusz Barnak - w latach 80. i 90. wystąpił w 211 meczach ekstraklasy w barwach Stali Mielec. Zdobył w nich 13 bramek. Fot. Michał Zichlarz
