Spełnione marzenie, śląska duma
W sobotę z hukiem obchodzone będzie 70-lecie Stadionu Śląskiego – obiektu, który zapisał się złotymi zgłoskami nie tylko w historii polskiego sportu.
Defilada z okazji otwarcia Stadionu Śląskiego w lipcu 1956 roku. Fot. „Sport”
Wprawdzie uroczyste otwarcie Stadionu Śląskiego miało miejsce 22 lipca 1956 roku, ale główne obchody zostały przesunięte przez wojewódzkie władze - z kilku względów - o kilka miesięcy. Nie obchodzimy już, na szczęście, „święta” komunistów, czyli 22 lipca - to data proklamowania Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, marionetkowego rządu pod nadzorem Stalina. Środek lata, kilka dni po mistrzostwach świata, nie był dobrym czasem na uroczystości. Zdecydowano, że wszystko odbędzie się na początku września. Clou całości jest sobotni mecz oldbojów Polska – Anglia. To nawiązanie do słynnego starcia z czerwca 1973 roku, kiedy Biało-czerwoni ograli mistrzów świata z 1966 roku 2:0 w chorzowskim „Kotle Czarownic”, zamykając ekipie z Wysp udział w X mistrzostwach świata w Niemczech Zachodnich. Do tego meczu w najbliższych dniach będziemy jeszcze wracać. Skupmy się teraz na początkach Stadionu Śląskiego…
Przedwojenne plany
Plany budowy dużego obiektu sportowego w polskiej części Górnego Śląska, z widownią na kilkadziesiąt tysięcy osób, powstały już w latach międzywojennych. W 1939 gotowy był projekt zlecony przez Adama Kocura – prezydenta Katowic i zarazem przewodniczącego komitetu budowy stadionu. Miał on przypominać Stadion Olimpijski w Berlinie, lecz w wyniku wybuchu II wojny światowej koncepcja upadła. Pod koniec lat 40. XX wieku w tzw. planie sześcioletnim przewidziano budowę dużego stadionu na 70 tys. dla jednego ze śląskich klubów piłkarskich, jednak ten pomysł również nie został zrealizowany.
Decyzja o budowie Stadionu Śląskiego na terenie tworzonego wówczas największego parku miejskiego w Europie (Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku) zapadła 20 grudnia 1950 roku, podczas posiedzenia Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. Zaprojektował go architekt Julian Brzuchowski, a kierownikiem robót był inż. Wiktor Pade. Prace rozpoczęły się w 1951 r., a ich część wykonywali fachowcy sprowadzeni z Czechosłowacji. Stadion zbudowano z czerwonego i białego piaskowca, granitu oraz betonu. Inwestycja pociągała za sobą duże koszty, dlatego kluby sportowe z okręgu katowickiego wpłaciły do kasy komitetu budowy ponad 100 tysięcy złotych. Szukano kibiców, którzy przy budowie obiektu pracowaliby nieodpłatnie. Społeczeństwo województwa przepracowało łącznie 589 938 roboczogodzin, wartość tej pracy szacuje się na 1,5 mln ówczesnych złotych.
Dumny Gustaw Morcinek
W końcu 100-tysięczny gigant latem 1956 roku został oddany do użytku. Był ósmym największym wtedy stadionem na świecie! „Spełniły się marzenia sportowców ze Śląska. 100.000 gigant w Chorzowie otwiera podwoje” – donosił na pierwszej stronie „Sport” w czwartek 19 lipca 1956. Chciałoby się napisać katowicki „Sport”, ale w winiecie figurowała wówczas nazwa… Stalinogród. Stało się tak po śmierci generalissimusa Stalina, winnego śmierci m.in. setek tysięcy jeżeli nie milionów Polaków. Stalin zmarł w marcu 1953. Tym, który wnioskował za nadaniem Katowicom takiej nazwy, był znany śląski pisarz Gustaw Morcinek. „Lud śląski pragnie, by Katowice stały się Stalinogrodem” - odczytywał z trybuny sejmowej. UB, czyli Urząd Bezpieczeństwa, miał na niego haki, przymusił go do haniebnej postawy...
W „Sporcie” z czwartku 19 lipca 1956 roku znajduje się tekst… Gustawa Morcinka. „Ślązak nie wie, z czego ma być bardziej dumny. Czy z mostu Śląsko-Dąbrowskiego nad Wisłą w Warszawie, czy z tego, że najbardziej świadczy na rzecz odbudowy Warszawy i na Polski Czerwony Krzyż, czy z tego, że z jego robotniczego grosza powstało sanatorium dla dzieci piersiowo chorych w Rabce, czy że również z jego robotniczego grosza wzniesiono Pałac Młodzieży w Stalinogrodzie, piękniejszy aniżeli gdziekolwiek w innym kraju środkowej i wschodniej Europy, czy też z Parku Kultury. Oczkiem w jego twardej i upartej głowie jest jednak Stadion Śląski” – pisał autor słynnego „Łyska z pokładu Idy” w artykule zatytułowanym „Nasz Stadion”.
Niespodzianki w 1956, niespodzianki w 2026
Jak teraz, tak i wtedy miały być i były niespodzianki. Teraz będzie występ zespołu Kortez, Wilki, będzie Paktofonika, a także mnóstwo atrakcji dla dzieci, bo dmuchane zamki, zjeżdżalnie, malowanie twarzy, konkursy z nagrodami, specjalne strefy sportu, a dla głodnych foodtrucki. Wtedy, w lipcu 1956 była moc atrakcji z… powietrza. Był przelot samolotu sportowego, który zrzucał kwiaty. Były wypuszczane balony czy helikopter, a także losy do wygrania za 5 złotych. Co można było wygrać za taki los kupiony w kioskach m.in. na rynku w Stalinogrodzie? Motocykl WFM, maszynę do szycia, radio „Stolica” czy „Noteć” czy nawet pralkę elektryczną! Wartość nagród wynosiła 80 tysięcy złotych. Ciekawe czy przygotowane na sobotę konkursy z nagrodami przebiją te z 1956 roku? Śmiem wątpić...
Idąc po linii propagandy, pierwszym wydarzeniem na Stadionie Śląskim był mecz z tak „ciekawym” rywalem jak piłkarska reprezentacja NRD, czyli reprezentacja Niemców Wschodnich, tych „dobrych”, bo ludowych. Oprócz futbolu także spotkanie lekkoatletów z obu krajów. „Sport” pisał wtedy, że pierwsza bramka będzie specjalnie nagrodzona. Ze względu na niespodziankę nie podano, co to było. Potem wyszło, że chodziło o puchar z węgla. Nikt go jednak nie otrzymał, bo pierwszą bramką na Śląskim był… samobój!
Samobójcze trafienie…
„Lothar Meyer wykorzystał dalekie wysunięcie do przodu Horsta Mashelliego, uciekł z piłką aż pod samą chorągiewkę i kiedy Roman Korynt usiłował go powstrzymać, oddał silną centrę. Ryszard Wyrobek zdołał wprawdzie odbić piłkę, ale zrobił to tak nieszczęśliwie, że nadbiegający Jerzy Woźniak skierował ją piersiami do własnej bramki” – pisał w meczowej relacji w „Sporcie” Stanisław Wojtek. Pięć minut po nieszczęśliwej stracie w 61 minucie bramkarza Ruchu Chorzów Ryszarda Wyrobka (drugi i ostatni mecz w kadrze) pokonał Horst Assmy z Vorwarts Berlin - odpowiednika CWKS Legia.
„Nasi piłkarze byli tak wzruszeni nowym obiektem sportowym, że strzelili sobie samobójczą bramkę, a gościnność posunęli tak daleko, że przegrali mecz 0:2” – cedził w szyderczy sposób narrator Polskiej Kroniki Filmowej z tamtego czasu...
Rozczarowanie grą naszej reprezentacji było tak wielkie, że kosztujący wtedy 14 groszy „Sport”, na pierwszej stronie wybił nazajutrz po spotkaniu wielki tytuł: „Najczarniejszy dzień naszego piłkarstwa. Przeciętna reprezentacja NRD wygrała z Polską w Chorzowie 2:0 (0:0)”.
Podziękowania od Teodora Wieczorka
Nie zawiodła publiczność. Pierwszy mecz na nowym stadionie oglądało 90 tys. widzów. Przed spotkaniem budowniczym podziękował Teodor Wieczorek, legenda AKS-u Chorzów, 10-krotny reprezentant Polski, który wtedy w kadrze już jednak nie grał, ale był wielką futbolową personą. Na maszt wciągnięto flagę Polską i olimpijską. Z NRD nie wyszło, ale potem w słynnym chorzowskim „Kotle Czarownic” Biało-czerwoni odnosili piękne sukcesy, o czym napiszemy w czwartkowym wydaniu „Sportu”!
Michał Zichlarz
Ósmy na świecie!
W chwili oddania do użytku Stadion Śląski był ósmym pod względem pojemności na świecie! Największa była Maracana w Rio de Janeiro, wtedy w 1956 roku licząca wciąż 220 tys. pojemności (tyle obejrzało finał z Urugwajem podczas czwartych MŚ w 1950 roku). Na kolejnym miejscu był znakomity Hampden Park w Glasgow na 180 tys. miejsc, a podium zamykał stadion River Plate w Buenos Aires – 130 tys.
Kolejne miejsca, to Soldier’s Field w Chicago - 125 tys., Estadio Chamartin w Madrycie – 120 tys., legendarne Wembley w Londynie 115 tys., Nepstadion w Budapeszcie i Śląski po 105 tys. Pojemność stu tysięcy miały jeszcze wtedy stadiony w Rzymie i Mediolanie (San Siro), Stadion Olimpijski w Berlinie i 23 sierpnia w Bukareszcie.
(zich)
Od… Stalinogrodu do Opola
Stadion Śląski oddany do użytku w 1956 budowano pięć lat. W III RP przebudowywano go przez prawie dekadę… Jak to wszystko wyglądało przed 70 laty? „Sport” w lipcu 1956 pisał tak:
- 6000 kg dynamitu zużyto przy rozsadzaniu kamienistego podłoża niecki stadionu;
- 37 kilometrów wynosiła łączna długość drewnianych ławek. Tyle mniej więcej, co połowa drogi ze Stalinogrodu do Krakowa;
- 110 km stanowił kilometraż potrójnie kładzionych listew drewnianych, mniej więcej tyle, ile odległość ze Stalinogrodu do Opola;
- 144 tys. metrów kw., to ilość wybrukowanych kostką dróg i ścieżek w parku – po części z nich chodzimy i teraz;
- gdyby zużyty do budowy stadionu cement załadować do wagonów, to utworzyłyby one pociąg sięgający ze stalinogrodzkiego rynku do Bogucic.
(zich)
CZY WIESZ, ŻE...
Strzelec drugiego gola dla NRD w pierwszym meczu na Śląskim Horst Assmy, we wrześniu 1959 roku, wraz z klubowym kolegą z wojskowego Vorwarts Rolfem Fritzschem uciekł do Berlina Zachodniego. Grał potem – z powodzeniem - w Tennis Borussia Berlin, a następnie w Schalke 04 i Hessen Kassel. Zmarł niespodziewanie w wieku zaledwie 38 lat na początku 1972 roku. Wschodni Niemcy traktowali go jak zdrajcę, bo grał w wojskowym Vorwarts Berlin. Do dziś nie wiadomo czy w jego śmierci nie maczała palców, owiana złą sławą polityczna policja Stasi…
W chwili oddania śląski gigant był ósmym największym stadionem na świecie!
