Smutny sprawca zdarzenia

Lukas Sadilek miał przy stałych fragmentach pilnować Milana Skriniara. Skończyło się na karnym dla Turków.

Lukas Sadilek w starciu z Brazylijczykiem Fredem. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus

GÓRNIK ZABRZE

To był jeden z najważniejszych momentów dwumeczu w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów pomiędzy Zabrzanami a Fenerbahce (0:1, 1:1). Na początku spotkania przy Roosevelta sędziowie VAR - bo nie niepewnie sędziujący i niepanujący nad boiskowymi wydarzeniami belgijski arbiter Lothar D’Hondt - dopatrzyli się przewinienia Lukasa Sadilka na Milanie Skriniarze w polu karnym gospodarzy.

Wziął odpowiedzialność

Powtórki były bezwzględne. To był prawie zapaśniczy chwyt i oczywiste przewinienie. Rzut karny dla wicemistrza Turcji został zamieniony na gola przez Andersona Taliscę i trzeba już było odrabiać dwa gole. Wyrównać udało się jeszcze do przerwy. Potem naprawdę niewiele brakowało, żeby zdobyć gola na 2:1, ale skończyło się na remisie i awansie Fenerbahce do III rundy Champions League, gdzie zagra ze Sturmem Graz Szymona Włodarczyka, który ponownie jest w podstawowej jedenastce austriackiego wicemistrza. 

Po meczu Sadilek był załamany… - Zagraliśmy dobre spotkanie, ale szkoda tego karnego. Trzymałem przeciwnika jedną ręką. Przewrócił się i „jedenastka". Potem było ciężko, ale zagraliśmy supermecz. Była szansa na doprowadzenie do dogrywki, ale nie wyszło, szkoda. Przed meczem gadaliśmy, żeby przy stałych fragmentach gry na Skriniara uważać, bo jest groźny. Za mocno do tego podszedłem… - tłumaczył doświadczony pomocnik Zabrzan, którego zapytaliśmy jeszcze czy to rzeczywiście on był odpowiedzialny za krycie Skriniara, który jest przecież o pół głowy wyższy. Sadilek ma 179 cm, kapitan Fenerbahce prawie 190 cm!

- Miałem pilnować Skriniara, a że jest wyższy? Bronimy takim systemem, że ci najwyżsi bronią strefy, a w sytuacji 1 na 1 jest nas tylko trzech i musimy kryć tych najwyższych. Jestem bardzo smutny… - wyjaśnił

Górniczy charakter

To przecież jeszcze nie koniec pucharowej przygody, bo wkrótce starcie z Ferencvarosem w III rundzie eliminacji Ligi Europy, a z taką grą i dyspozycją jak w ostatnich występach Górnik z czeskim pomocnikiem może zajść daleko. Górnicy w ostatnim czasie pokazują prawdziwy górniczy charakter. Ze Śląskiem Wrocław przed tygodniem dali radę odrobić bramkową stratę, a wcześniej nie pękli przed 50 tys. kibiców w Stambule. W Zabrzu w środę z mocną turecką ekipą było jeszcze lepiej.

- Czy takie mecze pomogą? Tak, graliśmy z bardzo mocnym zespołem. Wiele osób mówi, że to my wyglądaliśmy lepiej, ale ten wynik… Dalej idzie Fenerbahce – skwitował podłamany pomocnik zza południowej granicy.         

Michał Zichlarz

Brak profesjonalizmu

Tureccy dziennikarze jęczeli we wtorek rano na konferencji Górnika, że nie było tłumacza i nie mogli zrozumieć co mówią trener Michal Gasparik i kapitan Erik Janża. Potem jeden z ich dziennikarzy relacjonował w mediach społecznościowych, jak wszystko na Górniku jest... pozamykane i że drużyna do dyspozycji ma tylko jedno boisko treningowe. Biedaczysko nie zauważył chyba że brama na obiekt była otwarta… Potem „wykazali” się piłkarze Fenerbahce i ich rzecznik. Gracze proszeni o komentarz do meczu z Zabrzu kolejno odmawiali. Najpierw kapitan Milan Skriniar, potem Brazylijczyk Fred, Francuz Matteo Guendouzi i Holender Nathan Ake oraz jego rodak Jayden Oostervolde. O tyle było im łatwiej odmówić, że przy wyjściu z szatni do autokaru towarzyszył im… klubowy ochroniarz. Zero współpracy i pomocy także ze strony rzecznika tureckiego klubu. Tak Fenerbance traktuje dziennikarzy, z którymi - a wiemy to od przedstawicieli mediów znad Bosforu - nie rozmawiają też u siebie…

(zich)       

 


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się