Słoweniec znowu zdobył Bastylię

W Święto Narodowe Francji Tadej Pogacar nie dał szans rywalom i umocnił się na prowadzeniu w największym wyścigu świata.

Bez pracy kolegów z UAE Team Emirates-XRG nie byłoby kolejnego zwycięstwa lidera. Fot. PAP / EPA

KOLARSTWO

Mistrz świata lubi ten dzień – 14 lipca wygrywał już etapy Tour de France w 2021 i 2024 roku. Tym razem też od początku było wiadomo, że będzie chciał dołożyć trzecie zwycięstwo, bo jego koledzy z UAE Team Emirates-XRG nie pozwolili odjechać ucieczce dnia. Kosztowało ich to sporo wysiłku, gdyż trasa wtorkowego odcinka przebiegała przez wzniesienia Masywu Centralnego – na siedmiu wyznaczono premie górskie, a wszystkie znalazły się za półmetkiem. Zastanawiano się więc jedynie nad tym, kiedy zaatakuje Słoweniec.

Jako pierwszy zrobił to jednak Richard Carapaz (EF Education-Easy Post). Ekwadorczyk nie zagrażał zawodnikom z czołówki klasyfikacji generalnej, więc go odpuszczono, tyle że nie pozwolono odjechać za daleko. U podnóża Col du Pertus (1303 m n.p.m.), kluczowego – jak się okazało – dla losów rywalizacji podjazdu, miał ledwie minutę przewagi nad grupą faworytów. A w niej zaczęły się dziać... dziwne rzeczy. Pogacar stracił zmęczonych pracą pomocników, a mocne tempo zaczął dyktować Włoch Davide Piganzoli z grupy Visma-Lease a Bike, w której jeździ wicelider Jonas Vingegaard. Kilometr przed szczytem, a 15 kilometrów przed metą, przyspieszył jednak nie Duńczyk, a Słoweniec i... tyle go widzieli!

– To był niesamowity dzień. Zespół wykonał świetną robotę. Ten etap był naszym celem już dawno temu. Poza tym tak się złożyło, że Jonas [Vingegaard] mnie tu pokonał dwa lata temu – przypomniał Tadej Pogacar, który nad najgroźniejszym rywalem zyskał niecałą minutę. – Dziś obchodzimy francuskie święto, Dzień Bastylii, i chciałem oddać hołd żółtej koszulce. Atmosfera była wspaniała, mimo że niektórzy mnie wygwizdali. Wszystkim, którzy tak robią, mówię: „Dajecie nam tylko więcej sił” – dodał.

Pogacar do ponad trzech i pół minuty powiększył przewagę nad Vingegaardem, którego wczoraj w samej końcówce dopadła słabość. Kryzys, tyle że dłuższy, przeżywał także drużynowy kolega Słoweńca, Isaac del Toro. Meksykanin przyjechał blisko minutę za rywalami, z którymi walczy o podium, spadł z niego i stracił także białą koszulkę lidera klasyfikacji młodzieżowej. W tej dzisiaj pojedzie czwarty w klasyfikacji Hiszpan Juan Ayuso (Lidl-Trek), a na trzecie miejsce wskoczył drugi wczoraj Belg Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe).

Słoweniec, wygrywając trzeci etap podczas tegorocznej Wielkiej Pętli, zrobił kolejny krok w stronę piątego triumfu w tej imprezie. Byłoby to wyrównaniem rekordu Francuzów Jacques'a Anquetila i Bernarda Hinault, Belga Eddy'ego Merckxa i Hiszpana Miguela Induraina.

10. etap, Aurillac - Le Lioran (166,6 km): 

1. Tadej Pogacar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) 3:58.08 
2. Remco Evenepoel (Belgia, Red Bull-BORA-hansgrohe) strata 32 s. 

3. Paul Seixas (Francja, Decathlon CMA CGM) 34 ... 132. Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS) 37.29, 150. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 39.52.

Klasyfikacja generalna: 

1. Pogacar 36:15.02 
2. Jonas Vingegaard (Dania, Visma-Lease a Bike) 3.36 
3. Evenepoel 4.06 ... 128. Kwiatkowski 2:28.45, 174. Gradek 3:01.12.

(gak)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się