„Skradziona” końcówka
Czy Piast uratowałby punkt, gdyby arbiter doliczył właściwą liczbę minut do regulaminowego czasu gry?
Cztery minuty... Właśnie tyle – lekko licząc – powinien Mateusz Jenda dorzucić do doliczonych przezeń 180 sekund w drugiej połowie meczu Piast – Wieczysta. Fot. Gleb Soboliev/ PressFocus
KONTROWERSJA KOLEJKI
Czy to już kariera? Jeszcze dwa sezony wstecz, choć miał już w CV kilka gier pierwszoligowych, Mateusz Jenda rozstrzygał mecze głównie w II i III lidze. W minionych rozgrywkach dominowały już u niego głównie spotkania w Betclic 1. Lidze. W minioną sobotę, niespełna dwa tygodnie po 34. urodzinach, zadebiutował zaś w ekstraklasie jako arbiter główny. I nie wzbudziłby tym faktem żadnych niezdrowych emocji, gdyby nie fakt niezwykłego przebudzenia Piasta w samej końcówce spotkania. Przy wyniku 0:4 trudno wykrzesać z siebie energię do odrabiania strat; Gliwiczanom się to udało, a sygnał do tego w 87 minucie dał najmniej doświadczony z nich, grający w ekstraklasie dopiero po raz drugi Oliwierz Maziarz. Potem było trafienie Jakuba Czerwińskiego w ostatniej minucie podstawowego czasu gry i... jednak zaskakująca decyzja arbitra-debiutanta o doliczeniu trzech minut. Tylko trzech minut – dodajmy od razu, choć nawet bez drobiazgowych wyliczeń mogło się wydawać, że powinno ich być dużo więcej. Tych wyliczeń podjęli się dziennikarze Canal+ Sport, montując filmik zawierający wszystkie dodatkowe przerwy w II połowie. Objął on m.in. minutowy „pit stop” na nawodnienie, dwuminutową konsultację z VAR-em w celu sprawdzenia prawidłowości trafienie Mikiego Villara, kilkudziesięciosekundową przerwę na udzielenie pomocy medycznej Matusowi Vojtko, późniejszą interwencję sztabu medycznego Piasta, no i wreszcie aż pięć „okienek” na dokonywanie zmian. Wszystkie te elementy trwały ponad siedem minut, a przecież nie ujęto w nich choćby świętowania przez gości każdej z trzech zdobytych w tej odsłonie bramek! Nie mówiąc już o tym, że przecież właśnie w doliczonym już czasie Leandro Sanca zdobył kontaktowego gola dla gospodarzy. I choć tu celebry zabierającej czas nie było, całkiem śmiało można było i za ten element dorzucić minutę. Kto wie zaś, czy dodatkowe 4-5 minut (ponad wspomniane 180 sekund wskazane przez rozjemcę) – jak najbardziej uzasadnionych merytorycznie – nie pozwoliłoby rozpędzonemu w tych fragmentach spotkania Piastowi na wyrównanie i zdobycie punktu!
(DaL)
