Sklep z promocjami
Szwedzka kolonia sprawdza się z Poznaniu, czemuż więc w stolicy Podlasia nie skorzystać z przetartych szlaków?
Jeremy Agbonifo – radość o poranku, uśmiech po zmierzchu. Jaga coraz chętniej sięga po Skandynawów. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
W pierwszym meczu fazy play off eliminacji Ligi Europy Jeremy Agbonifo zagrał tylko godzinę, ale i tak dał popis swej siły: fizycznej - gdy dał się przewrócić rywalowi z Nigerii dopiero po wtargnięciu w pole karne, a nie przed nim; ale też czysto piłkarskiej. - Czuję, że rosnę z meczu na mecz. Mam teraz więcej pewności siebie i czuję się lepiej fizycznie – zacierał ręce uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak rodem z Goeteborga, choć z familijnymi korzeniami daleko na południe od Morza Śródziemnego. Chłopak nie do złapania dla graczy na poziomie dotychczasowych pucharowych rywali swej nowej drużyny. W dwumeczu z Rangers wciąż się jeszcze aklimatyzował i przyzwyczajał do sposobu gry Białostoczan i wymagań taktycznych Adriana Siemieńca. Z Gruzinami był już postacią bez mała numer jeden ekipy w żółto-czerwonych barwach. Czas (błyskawicznie) robi swoje.
Jeszcze więcej goli!
- Chcę dawać liczby, więc tym bardziej się cieszę z tych z minionego czwartku – dodawał w rozmowie z klubowymi mediami. A my przypominamy, że nie tylko zdobył gola po błyskotliwej akcji indywidualnej, ale i wywalczył „jedenastkę”, z której Jesus Imaz „napoczął przeciwnika”. Nauka w akademii FC Porto nie poszła na marne, w Lens zaś – a we Francji przecież piłkarskie talenty z krwi własnej i obcej liczy się niemal w milionach – wiedzieli, że warto... miliony (6,5 konkretnie) w tego chłopaka zainwestować, nawet jeżeli doświadczenie zbierać ma jeszcze przez jakiś czas na wypożyczeniach do ojczystej Szwecji czy do Szwajcarii albo do polskiej ekstraklasy. - W rewanżu będziemy tacy, jak w pierwszym meczu: głodni gry i chcący strzelić jeszcze więcej goli – dodawał przed odlotem do Tbilisi na antenie Polsatu Sport.
Ruch poza Skandynawię
Jadze co prawda do tak licznej kolonii szwedzkiej (albo szerzej - skandynawskiej), jaką ma Lech, jeszcze daleko, ale jednak... ciut bliżej po ostatnich transferach. - Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Przeszedłem badania medyczne i dołączam do drużyny na wyjazd do Gruzji – mówił we wtorek pomocnik Hampus Finndell. 26-latek drogę na Podlasie miał równie zawiłą, co młodszy rodak; a to młodzieżowe granie w Holandii, a to 2. Bundesliga, to znowuż norweska Elitenserien. Najlepiej szło mu jednak „w domu”, czyli w Djurgaarden ze Sztokholmu. Wiosną 2023 dał się – wespół z kolegami – wyeliminować w 1/8 finału Ligi Konferencji, ale dwa lata później dotarł z nimi aż do półfinału tychże rozgrywek. - Pamiętam mecze przeciwko Lechowi. Przegraliśmy, ale to było dobre doświadczenie – podkreślał Szwed. Przyznał też, że od lipca był w kontakcie z trenerem Siemieńcem, zasięgał języka także u wspomnianego Agbonifo. - Mówił o klubie w samych superlatywach. To pomogło mi w podjęciu decyzji – zadeklarował Finndell, po czym wsiadł do samolotu i – jak zapowiadał – poleciał do Tbilisi.
Apetyt na Maksa
Tymczasem trzyosobowa kolonia skandynawska w Białymstoku może się jeszcze rozrosnąć. Portal goal.pl piórem Piotra Koźmińskiego poinformował o zainteresowaniu Jagi duńskim napastnikiem, Maksem Fengerem. 25-latek do tej pory jeszcze poza Skandynawię się nie ruszył, ale rok 2025 (szwedzka ekstraklasa gra systemem wiosna-jesień) miał znakomity: dla IFK Goeteborg zdobył w Allsvenskan 12 goli i okrasił je trzema asystami.
(DaL)
NIE PRZEGAP!
Liga Europy – 4.runda kwalifikacji◼ Iberia 1999 Tbilisi – Jagiellonia
(w pierwszym meczu 0:4)
Czwartek, 18.00 – Polsat Sport 1, Polsat Sport Premium 1
