Siedemnaście mgnień lata
Im dalej w mecz Lecha z Klaksvik, tym większe pulsowanie w czaszce.
Pusta trybuna podczas pierwszego meczu 3. rundy eliminacyjnej Ligi Europy z KI Klaksvik, bo UEFA ukarała Lecha jej zamknięciem. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
LECH POZNAŃ
Impresje w trakcie meczu Lecha z drużyną z pięciotysięcznego miasteczka położonego hen, na granicy Morza Norweskiego i Atlantyku, błyskały mi w mózgu niczym w przedwojennym fotoplastikonie. Oto te, które zdołałem zapamiętać..
I. Zdumienie, które narastało kosztem spokoju
10 minuta: „spoko, zaraz strzelą", 20 minuta: „spoko, zaraz strzelą", 30 minuta: „spoko, zaraz strzelą", 40 minuta: „spoko, zaraz strzelą!", 50 minuta: „spoko, zaraz strzelą?!", 60 minuta: „spoko, zaraz strzelą?", 70 minuta:„nie spoko, czy strzelą?", 80 minuta: „rety, czy strzelą?!", 83 minuta: „ufff, czy strzelą drugą?", 85 minuta: „rety, czy nie stracą?", 88 minuta: „rety, zaraz stracą!", 90 minuta: „panie Izraelczyk, kończ pan ten mecz!"...
II. Gdzie te pomysły?
Lech całkowicie zdominował posiadanie piłki (ponoć 67 do 33 procent), jednak przez większą część spotkania, a może nawet przez całe (tu zdania mogą być podzielone, ja przychylam się ku drugiej wersji), kompletnie nie miał pomysłu na sforsowanie farerskiej defensywy. To było nie tyle bicie głową w mur, co grzebanie z uwagą w paznokciach; uwagą nie pozwalającą na nic innego. I narastająca bezradność: „co właściwie mamy zrobić?";
III. Strach w końcówce
Część zawarłem w impresji pierwszej, ale to tak ważny szczegół, że zasługuje na osobne potraktowanie. Po golu w 82 minucie - podstawowa kwestia zadawana sobie przez tysiące ludzi w Poznaniu (a może także przez piłkarzy) nie brzmiała ,„czy uda się zdobyć jeszcze jednego", ale raczej ,„czy uda się nie stracić prowadzenia"...
IV. Sieroty
Przez zawieszenie Nielsa Frederiksena zespół formalnie prowadził asystent Andreas Hagen, co chyba przełożyło się na brak odpowiednich impulsów taktycznych. Mówiąc po ludzku: piłkarze Lecha wyglądali jak przedszkolaki wyprowadzone na spacer, ale tym razem bez ojca i czujące się nieswojo, bo nikt ich za rękę nie trzymał.
V. Tak to się robi
Farerzy mi zaimponowali. Jeśli ktoś ma do nich pretensje o kurczowe ryglowanie własnej bramki, niech przerzuci się na bierki. To jest realna ocena własnych możliwości i wdrażanie planów możliwych do przeprowadzenia. Mieli się rzucić do falowych ataków całą drużyna i przegrać 0:10? Każdy patrzy własnego interesu.
VI. Umieją? Umieją!
A przy tym umieją, chłopaki. Niewiele brakowało, a Klaksvík o mało nie objął prowadzenia po tym, jak Arni Frederiksberg uderzył bezpośrednio z rzutu rożnego w poprzeczkę poznańskiej bramki.
VII. Dobrze, że jest zbawca
Zbawcą Lecha jest Iworyjczyk Yannick Agnero. Napastnik wszedł z ławki i zdobył jedyną bramkę, ratując poznański zespół przed gigantyczną wpadką wizerunkową. Gigantyczna wpadka, po gigantycznej wpadce - niektórzy mogliby tego w Poznaniu nie przeżyć...
VIII. Facet, który nie zawodzi i będzie z niego pociecha
W chaotycznym i cierpiącym Lechu najbardziej podobał mi się Pablo Rodriguez. Stać go na nieoczywiste kreowanie akcji i efektowne zagrania, choćby widowiskowy strzał piętą.
IX. Odcięty i bez tlenu
Gdybym był Mikaelem Ishakiem, to po meczu waliłbym sfrustrowany pięścią w ścianę przez pół godziny. Kapitan Kolejorza mocno cierpiał w starciu z głęboko cofniętą defensywą Farerów. Rzadko dochodził do czystych sytuacji strzeleckich. Poznaniacy nie potrafili tym razem wykorzystać jego atutów.
X. Mieszane uczucia
Nie mam wątpliwości, że Allahyar Sayyadmanesh umie grać w piłkę. Ważne są jednak również konkrety, a nie odczucia: Irańczyk miał świetne okazje w pierwszej połowie i... co z tego? Najpierw trafił prosto w bramkarza, a potem po rykoszecie obił poprzeczkę.
XI. Ożywienie
Podobała mi się zmiana i wejście reprezentanta Hondurasu Luisa Palmy. Lech mógł przesiąść się z roweru na motorynkę, było więcej dynamiki w rozegraniu piłki. Przy okazji pamiętam, jaki szok przeżyłem, będąc czternastolatkiem, gdy okazało się, że Honduras to Honduras, a nie "Hondruras". Wcześniej myślałem, że pisze się "Hondruras". To był dla mnie szok poznawczy.
XII. Słabiutko
Bardzo słabo zagrał Michał Gurgul. Młody obrońca apelował o zrozumienie, tłumacząc, że ciężko gra się przeciwko tak zaryglowanej obronie. Moim zdaniem może mówić o szczęściu, że nie zawalił ostatecznie jednej, dwóch bramek.
XIII. Lech może być spokojny o bramkę?
Bramkarz Lecha zaliczył czyste konto, ale eksperci wytykali mu kłopoty z pewnym chwytaniem piłki i nerwowość przy stałych fragmentach gry... Nie - nie będę marudził. Lis gola nie przepuścił.
XIV. Kuriozum
Czasem twój zawód polega na tym, że możesz potknąć się w 59 przypadkach na 60, ale ty potykasz się w tym jednym momencie, kiedy ci nie wolno. Jedyny gol padł po fatalnym poślizgnięciu się bramkarza gości - Marka Jensena.
XV. Zamknięty Kocioł
Kara od UEFA za pirotechnikę wymusiła zamknięcie trybuny, co mocno popsuło atmosferę. Ale frekwencja i tak powinna być lepsza, fani na każdym stadionie są przecież z drużyną „na dobre i na złe". Sami to podkreślają różnymi piosnkami.
XVI. Obawy przed rewanżem
Wynik 1:0 sprawia, że muszę napisać to z lekkim zaskoczeniem: losy awansu są całkowicie otwarte. Nie będzie łatwo - tym bardziej, że murawa na Wyspach Owczych jest sztuczna. Będzie bolało.
XVII. Co ciekawego można zobaczyć...
... w Klaksvik? Gdybym był kibicem Lecha, przed pierwszym meczem zadawałbym sobie to pytanie, bo lubię zwiedzać. Kiedy jednak przed rewanżem zwieracze zaciśnięte, nie w głowie byłaby mi turystyka.
Paweł Czado
