Shit happens...

Broniąca tytułu Iga Świątek została wyeliminowana już w trzeciej rundzie przez młodą Filipinkę, Alexandrę Ealę. Wszystko wskazuje na to, że sezon 2026 może być jej pierwszym od 2019 roku bez turniejowego triumfu.

Jak jedna z najlepszych tenisistek świata mogła w tak niewiarygodny sposób marnować okazje do zdobycia punktów...? Fot. PAP/EPA

 Kazimierz Mochlinski z Londynu

Tym razem było aż tak źle, że z ust Igi Świątek padło przekleństwo. Zwykle nigdy tak nie reaguje, ale po szokującej porażce w trzeciej rundzie Wimbledonu, próbując podsumować to, co się wydarzyło, użyła popularnego amerykańskiego powiedzenia „shit happens!”, czyli w dowolnym tłumaczeniu... „w życiu zdarza się gówno”.

To powiedzenie zyskało światową popularność między innymi dzięki kultowemu filmowi Forrest Gump z 1994 roku, w którym główną rolę zagrał Tom Hanks. Aktor od lat jest miłośnikiem tenisa i wielokrotnie pojawiał się na Wimbledonie, nie w lożach VIP, lecz jako kibic wśród publiczności.

Znający tenis Hanks z pewnością byłby zaskoczony tym, co wydarzyło się w sobotę. Obrończyni tytułu została wyeliminowana już w trzeciej rundzie przez młodą Filipinkę, Alexandrę Ealę, 6:7 (9-11), 2:6. Eala od kilku lat była uznawana za jeden z największych talentów światowego tenisa, ale zwycięstwo nad Świątek było jej największym sukcesem w karierze.

Co więcej, był to jej debiut na korcie centralnym Wimbledonu oraz pierwszy w historii występ reprezentantki Filipin w trzeciej rundzie tego turnieju wielkoszlemowego. Dodatkowym utrudnieniem był bandaż na prawym udzie z powodu wcześniejszej kontuzji.

Głośne westchnienia

Można było przypuszczać, że bardziej doświadczona Polka potrafi wykorzystać taką sytuację. W końcu ma na koncie sześć tytułów wielkoszlemowych. Wimbledon wygrała nie tylko w rywalizacji seniorek przed rokiem, ale triumfowała również jako juniorka w 2018 roku.

W meczu z Ealą nie brakowało charakterystycznych dla Świątek chwil radości po znakomicie zagranych akcjach, kiedy zaciskała pięść w geście triumfu. To właśnie taki obraz można zobaczyć na oficjalnych materiałach promujących tegoroczny Wimbledon, w metrze i w centrum miasta, gdzie obrończyni tytułu z 2025 roku widnieje obok ubiegłorocznego mistrza, Jannika Sinnera.

Niestety równie często oglądaliśmy zupełnie inną Igę. Po dobrze przygotowanych akcjach, gdy wydawało się, że wystarczy tylko postawić „kropkę nad i”, pojawiały się niewymuszone błędy. Piłka po nieczystym uderzeniu lądowała daleko poza linią końcową, a czasem nawet na trybunach, wywołując głośne westchnienia wśród widzów.

Jak to wytłumaczyć? Jak jedna z najlepszych tenisistek świata może w tak niewiarygodny sposób marnować okazje do zdobycia punktów? Tym bardziej że podczas treningów przed tym meczem wykonywała właśnie takie zagrania z dużą swobodą i niemal bezbłędnie...

W poprzedniej rundzie Świątek pokonała byłą finalistkę Wimbledonu, Karolínę Plíškovą, prezentując tenis, który w podobnym wydaniu mógł ponownie zaprowadzić ją do triumfu w całym turnieju. Tamto spotkanie zakończyła w zaledwie 69 minut. Tymczasem już pierwszy set z Ealą trwał aż 84 minuty i zakończył się porażką Polki w tie-breaku.

Czasem się wygrywa, czasem...

Zapytana przeze mnie o przyczyny tej porażki, Świątek nie pokusiła się o głębszą analizę. Odpowiedziała jedynie: „Taki jest tenis. Czasami się wygrywa, a czasami przegrywa”.

Najbardziej niepokojące słowa padły jednak podczas konferencji prasowej. Iga przyznała, że wyniki osiągane tego lata mają dla niej coraz mniejsze znaczenie, a ważniejsze od samych zwycięstw są dla niej jakość gry i sposób, w jaki prezentuje się na korcie.

Czy więc poprawa gry nie zaczyna się od opanowania sfery psychologicznej? W pierwszej rundzie Świątek rozpłakała się mimo wygranej. W obecności ojca i siostry, którzy zasiedli w królewskiej loży Royal Box, a także pod presją obrony tytułu, tak silne emocje nie musiały być zaskoczeniem. Podobna sytuacja miała miejsce w 2022 roku. Świątek przyjechała wtedy na Wimbledon niemal niepokonana, świeżo po triumfie na Roland Garros i z imponującą serią 37 zwycięstw z rzędu. To właśnie na londyńskiej trawie, po porażce w trzeciej rundzie, ta passa dobiegła końca. Zamiast dodawać jej pewności siebie, kolejne sukcesy zdawały się zwiększać ciążącą na niej presję.

Również w tym roku można było oczekiwać, że jako obrończyni tytułu, rozgrywająca wszystkie mecze na korcie centralnym, będzie czerpała dodatkową pewność siebie z ubiegłorocznego triumfu i wspomnień związanych z tym miejscem. Wydawało się naturalne, że właśnie tutaj będzie wierzyć w swoje możliwości bardziej niż gdziekolwiek indziej. Stało się jednak odwrotnie. Podobnie jak cztery lata temu, rola obrończyni tytułu raczej nie dodawała jej pewności siebie, lecz potęgowała napięcie, niepewność i obawy przed utratą mistrzostwa. Wielu ekspertów obecnych na Wimbledonie zwracało uwagę, że Świątek sprawiała wrażenie zawodniczki zmagającej się z ogromnym ciężarem emocjonalnym.

Psycholożka na uboczu?

Agnieszka Radwańska, finalistka Wimbledonu z 2012 roku, która pod koniec ubiegłego tygodnia trenowała ze Świątek, trafnie zauważyła (w rozmowie z Interią): „Widzę, że ona bardzo walczy sama ze sobą i z własnymi emocjami”. Dodała również, że trudno zachować jasność myślenia podczas meczu, jeśli poza kortem brakuje wewnętrznego spokoju i życiowej równowagi.

Opisując swój drugi mecz, Świątek podkreślała przede wszystkim „stabilność” swojej gry. Paradoksalnie właśnie tej stabilności wyraźnie zabrakło jej zarówno wcześniej, jak i później. Coraz częściej nasuwa się pytanie, czy klucz do rozwiązania problemów nie leży przede wszystkim w sferze mentalnej. Trudno o zawodniczkę bardziej kojarzoną ze współpracą z psychologiem sportowym niż Iga Świątek.

W angielskich mediach w miniony weekend pojawiły się spekulacje, że Polka może zakończyć współpracę ze swoim nowym trenerem, Francisco Roigiem. Na treningach ich współdziałanie sprawiało jednak dobre wrażenie. Przykuło natomiast uwagę, że psycholożka Daria Abramowicz, od lat będąca jedną z najważniejszych osób w sztabie Świątek, pozostawała tym razem nieco na uboczu.

Podczas meczu z Ealą pięciokrotna mistrzyni Wimbledonu w grze podwójnej, Pam Shriver, zwróciła uwagę na tę sytuację w radiowej transmisji BBC: „Osobą, która najczęściej komunikuje się z Igą Świątek podczas meczu, jest psycholożka Daria Abramowicz. Jest w jej zespole najdłużej, ale zazwyczaj można by się spodziewać, że w takich momentach głos zabiera przede wszystkim główny trener”.

Można odnieść wrażenie, że w sztabie Świątek pojawiają się napięcia. Nie byłby to pierwszy taki przypadek. W trakcie kariery Polka zakończyła już współpracę z trzema trenerami, którzy prowadzili ją do wielkoszlemowych sukcesów. W kobiecym tenisie zmiany szkoleniowców nie należą do rzadkości. Od początku zakładano zresztą, że Francisco Roig będzie towarzyszył Świątek tylko podczas wybranych turniejów, a sztab może zostać uzupełniony o drugiego trenera.

Sam Roig w ostatnich dniach mówił jednak o możliwości rozszerzenia współpracy do pełnego etatu. Być może warto dać temu rozwiązaniu szansę, jeśli miałoby ono pomóc Świątek odnaleźć upragnioną stabilność. Nie jest tajemnicą, że jej sportowym idolem pozostaje Rafael Nadal, a jednym z powodów zatrudnienia Roiga było jego wieloletnie doświadczenie zdobyte u boku Hiszpana.

Dziewczynka z pulchnymi policzkami

Historia Alexandry Eali dodaje tej porażce jeszcze więcej symboliki. Filipinka wychowała się tenisowo w akademii Rafaela Nadala na Majorce, a trzy lata temu dyplom ukończenia tej szkoły wręczała jej... właśnie Iga Świątek. Cztery lata młodsza od Polki zawodniczka spoza czołowej dwudziestki pokonała teraz jedną z największych gwiazd kobiecego tenisa na najważniejszej scenie świata.

Eala czerpie ogromną motywację ze swoich filipińskich korzeni. Podczas ubiegłorocznego Wimbledonu nosiła we włosach kwiat będący symbolem jej kraju. Tym razem jej sponsor techniczny, Nike, przygotował dla niej koszulkę z filipińskim napisem, który tenisistka tłumaczy jako: „Niech wyrośnie coś, czego nie da się zatrzymać”.

Na korcie centralnym, naprzeciw jednej ze swoich sportowych idolek, właśnie to się wydarzyło. Po meczu Eala powiedziała, że takie zwycięstwo jest nagrodą za wszystkie lata pracy, począwszy od czasów, gdy była „dziewczynką z pulchnymi policzkami, grającą w opadających skarpetkach i dziecięcych butach ze świecącymi podeszwami zamiast tenisówek, odbijającą piłkę z bratem albo dziadkiem”.

Przed Filipinką rysuje się obiecująca przyszłość. Czy równie optymistycznie można dziś patrzeć na dalszą karierę Igi Świątek? Od igrzysk olimpijskich w 2024 roku, na których wywalczyła „tylko” brązowy medal na kortach Roland Garros – miejscu, gdzie wcześniej trzykrotnie z rzędu triumfowała – zdobyła zaledwie trzy tytuły: Wimbledon oraz turnieje w Cincinnati i Seulu w ubiegłym sezonie.

Liczby pokazują trend

Od września ubiegłego roku nie awansowała do ani jednego finału. Dotarła jedynie do jednego półfinału – w Rzymie w maju. W pamięci pozostaje również sześć tygodni, podczas których zmagała się z ogromnym rozczarowaniem po igrzyskach olimpijskich. Na ten trudny okres nałożyło się także miesięczne zawieszenie po naruszeniu przepisów antydopingowych, które – jak sama przyznawała – było dla niej wyjątkowo bolesnym doświadczeniem.

Liczby również pokazują wyraźny trend. W 2022 roku Świątek zdobyła osiem tytułów, w 2023 – sześć, w 2024 – pięć, a w 2025 – trzy. Wszystko wskazuje, że sezon 2026 może być jej pierwszym od 2019 roku bez turniejowego triumfu. Czy oznacza to, że najlepszy okres jej kariery, gdy bezdyskusyjnie była liderką światowego rankingu, jest już za nią? Takie pytania coraz częściej zadają sobie polscy kibice obecni na Wimbledonie.

W 2021 roku, po bolesnej porażce, Świątek opuszczała Wimbledon z twarzą ukrytą pod ręcznikiem. Podczas ubiegłorocznych igrzysk nie potrafiła powstrzymać łez. Być może po kolejnym rozczarowaniu warto uzbroić się w cierpliwość i docenić fakt, że tym razem skończyło się jedynie na spontanicznym przekleństwie – i na niczym więcej.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się