Serce nie sługa, też może zrobić Błąd...
Gdyby dziś kazać kibicom obstawiać tego najwaleczniejszego „żołnierza” Rafała Góraka za jego drugiej przygody trenerskiej przy Bukowej, wielu postawiłoby na Adriana Błąda.
Nie byłoby szampańskiej radości i zabawy w Gdyni w 2024, gdyby nie fantastyczny gol Adriana Błąda (w środku). Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
GKS KATOWICE
I mieliby rację! Choćby przez pamięć fantastycznego gola tego pomocnika, zdobytego z górą dwa lata temu w Gdyni, a dającego GieKSie powrót do ekstraklasy, po 19 latach nieobecności. - Bardzo wiele różnych chwil i różnych wydarzeń wspólnie przeżyliśmy. Przez ten czas – również mentalnie – i ja się mocno zmieniłem, i Adrian też. To dziś w pełni świadomy, dojrzały piłkarz, dojrzały mężczyzna! - w zasadzie trudno się ze strony Rafała Góraka spodziewać innej refleksji na temat 35-letniego Adriana Błąda, dla którego GKS i Katowice już dziewięć lat temu stały się nowym domem (pochodzi z Lubina). Strzelił sporo ważnych goli, „kapitanował” drużynie w różnych okresach. Skład się zmieniał, zmieniały się ligi, w których grali Katowiczanie – a Adrian po prostu jest.
A mogło go - tfu, tfu... - nie być...
Od psikusa do karetki
- Śmiałem się, że w ostatnim meczu tamtego sezonu, z Pogonią w Szczecinie (wszedł na murawę w 78 minucie – dop. aut.), chłopcy zrobili mi psikusa, wywalczając europejskie puchary. To dlatego moje serce nie wytrzymało – opowiada Błąd dziś już z uśmiechem (- Bo to przecież bardzo pogodny i pozytywny człowiek – mówi Górak) o wydarzeniach, które same w sobie były dramatyczne, a skończyć się mogły tragedią. Wszystko zdarzyło się w trakcie międzysezonowej przerwy.
- W sumie niby nic wielkiego: poczułem ból w plecach, a szyję i głowę jakby mi zblokowało – opowiada „Sportowi” piłkarz. - Wezwaliśmy karetkę, przebadano mnie w domu, ciśnienie miałem w normie; wszystko w porządku. Po 10 minutach jednak zaczęło mnie „telepać”, a ciśnienie skoczyło do 230. Od razu zabrano mnie do szpitala w Sosnowcu. Sześć dni w nim spędziłem – dodaje Błąd.
Górak: - Nie było bólu serca; była utrata władzy najpierw w rękach, potem w nogach. Dziwne rzeczy. Na szczęście został błyskawicznie zdiagnozowany i równie błyskawicznie trafił w ręce kardiologów. Ta diagnoza była dla nas wszystkich – a najbardziej pewnie dla samego Adriana - ogromnie zaskakująca: rozległy zawał serca!
„Uszy” - najbardziej charakterystyczna cieszynka Adriana Błąda. Pogodny z niego gość! Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Anomalia ukryta
I nikt wcześniej żadnych problemów w licznych badaniach i testach, jakie przechodzą regularnie sportowcy, nie odkrył? - zapytacie. Ano nie. - To nie była rzecz nabyta, a „uroda organizmu”. Ma tak od urodzenia – mówi nam Wojciech Herman, doświadczony fizjoterapeuta GieKSy i reprezentacji narodowej.
„Tak ma”, czyli z pewną anomalią anatomiczną. - Tętnica niestandardowo przebiegająca u niego koło mięśnia sercowego została uciśnięta przez ten mięsień, który rozrasta się z wiekiem – precyzyjnie wyjaśnia naturę przypadłości zawodnika Rafał Górak, potwierdzając wcześniejsze słowa fizjoterapeuty. - I to była właśnie przyczyna owego zawału.
- Najpewniej to wynik nawarstwiającego się stresu – uważa Herman. Więc jest coś w tych przekornych słowach samego zawodnika, że serducho nie wytrzymało emocji związanych z kwalifikacją do pucharów.
- Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, więc dopiero teraz, po tym wydarzeniu, wykryto u mnie tę niestandardowość – dodaje Błąd.
Tęsknota za murawą
Fundamentów owego stresu mogło być więcej. Tajemnicą poliszynela jest, że pomocnik wraz z małżonką wychowują niepełnosprawną córeczkę, wymagającą bardzo specjalistycznej opieki i rehabilitacji. - Adrian wciąż jest na wysokich obrotach – trener GieKSy odwołuje się również do strony futbolowej. - Być może więc kiedy przyszła po sezonie chwila zwolnienia, odreagowania, serducho zareagowało w ten niecodzienny sposób.
Co dalej? W powszechnym mniemaniu słowa „zawał” i „sport” - a zwłaszcza „sport zawodowy” - się wykluczają. W tym przypadku jest jednak inaczej. - Adi jest pod nadzorem lekarza sportowego i kardiologa. Dostał już od nich zgodę na indywidualne treningi – przyznaje Wojciech Herman.
- I mam nadzieję, że kolejnym krokiem będzie zielone światło już na zajęcia z pełnym obciążeniem – wzdycha zawodnik. Ostateczna decyzja zapaść ma za dwa tygodnie: jeszcze tyle wytrzymać musi Błąd, oglądając z trybun grę kolegów. - Zawsze czułem wielkie wsparcie ze strony najbliższych, ale i szatni. Byłem m.in. z zespołem na wyjazdowym meczu z Hapoelem. No i nie ukrywam, że czekam na powrót na ligowe murawy – mówi pomocnik GieKSy.
Kiedyś... na pewno nie dziś!
Rafał Górak: - Wierzę, że jesteśmy na finiszu; że cały proces badania Adriana i „przywracania” do sportu właśnie dobiega końca i zaraz potem będziemy go mogli włączyć w pełen proces treningowy. Bo jego rola w zespole jest niepowtarzalna, niepodważalna. To niesamowicie ważna postać w szatni. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałbym tę naszą współpracę uznać za zakończoną. Wydaje mi się, że on jeszcze bardzo dużo dobrych rzeczy jest w stanie zrobić, choć oczywiście czasu ma coraz mniej i kiedyś jego piękna historia boiskowa się skończy, ale dzisiaj ani on, ani ja o tym nie myślimy.
Dariusz Leśnikowski
Nazywam się Błąd. Adrian Błąd!
287 MECZÓW oficjalnych (liga i puchary) rozegrał w koszulce GKS-u
49 GOLI zdobył dla katowickiego klubu
42 ASYSTY zgromadził w tych występach
