Radość zamiast bólu

Rozmowa z Rafałem Mikulcem, obrońcą Wisły Kraków, który zadebiutował w ekstraklasie

Rafał Mikulec czekał na debiut w ekstraklasie niemal 9 lat od pierwszego występu w I lidze. Fot. Michał Kędzierski/PressFocus

Za panem debiut w ekstraklasie, w meczu przed własną publiczmością. Próbował pan sobie wizualizować ten moment?

- Nie, natomiast dobrze byłoby wykończyć sytuację strzelecką, którą miałem na 3:1. Ale i tak jestem bardzo szczęśliwy z pierwszego występu i przede wszystkim wygranej zespołu.

4 lipca obchodził pan 29. urodziny. Wielu piłkarzy w tym wieku nazywamy ligowymi weteranami, a pan jest debiutantem.

- Pochodzę z małej podkarpackiej wioski i - szczerze mówiąc - kiedyś chyba nawet nie marzyłem, że dotrę w to miejsce. Czekałem na ten moment 29 lat. Szkoda, że nie udało się awansować i zadebiutować wcześniej, ale jak to mówią: lepiej późno niż wcale.

Marzenia, które - jak pan mówi - długo były bardzo ukryte, mogły się nie spełnić. W maju 2025 roku, w półfinale baraży doznał pan strasznego złamania nogi i kariera wisiała na włosku.

- Przede wszystkim cieszę się, że dziś mogę wreszcie trenować i grać bez bólu. Jeszcze niedawno czułem delikatny dyskomfort, ale teraz wszystko jest w jak najlepszym porządku. Fizjoterapeuci wykonali świetną pracę.

Wszedł pan na boisko w meczu z Wisłą Płock, gdy głównie broniliście prowadzenia 2:1. Dzięki determinacji i odrobinie szczęścia udało się zdobyć drugi komplet punktów. 

- Dobrze zaczęliśmy spotkanie i szybko wyszliśmy na prowadzenie. Później niepotrzebnie straciliśmy bramkę, ale odpowiedzieliśmy. Co prawda pod koniec nie mieliśmy już pełnej kontroli i pojawiły się nerwy, ale najistotniejsze jest to, że dowieźliśmy zwycięstwo do końca.

Zadania od trenera były bardziej defensywne czy ofensywne?

- Miałem sporo pojedynków w ofensywie, ale też mocno pomagać Jakubowi Krzyżanowskiemu na boku obrony. Wisła Płock podwajała tam swoje akcje, więc miałem tam mocno pracować. Uważam, że nie wyglądało to źle.

Tym razem gorsza w waszym wykonaniu była druga połowa. Z czego to wynikało?

- Mieliśmy korzystny wynik, ale w nasze poczynania wdarła się nerwowość. Pchaliśmy się do przodu za pomocą długich piłek, podczas gdy powinniśmy powoli uspokoić grę i poszanować futbolówkę. Niestety tak to nie wyglądało, ale najważniejsze są trzy punkty.

Trzy z GKS-em Katowice i trzy z Wisłą Płock. Jesteście zadowoleni z początku sezonu?

- To bardzo dobry start. Warto pamiętać, że we wcześniejszym meczu z Piastem mogliśmy pokusić się przynajmniej o remis. Wtedy się nie udało, ale teraz chcemy kontynuować dobrą serię.

Z Wisłą Płock pokazaliście ogromną determinację. Widzieli to kibice, którzy w końcówce tak głośno  was dopingowali, że na stadionie aż dudniło.

- Trzeba oddać drużynie, że pokazaliśmy ogromny charakter i walczyliśmy do ostatniego gwizdka. Kiedy jestem na boisku, staram się wyłączyć, i zazwyczaj to się udaje. Teraz też próbowałem, ale nie byłem w stanie. Doping był niesamowity.

Jak pan widzi swoje szanse na miejsce w pierwszym składzie? Na razie na lewej obronie pierwszym wyborem trenera jest Krzyżanowski.

- Cały czas walczę! Na razie Kuba wygrywa rywalizację, ale ja będę robił wszystko, ciężko pracował na treningach, by stać się podstawowym zawodnikiem.

Latem do sztabu szkoleniowego dołączył trener Eric Lira Fernandez, odpowiedzialny za indywidualny rozwój zawodników. Pan również z tego korzysta, czy to zajęcia dla nieco młodszych?

- Pod tym względem bardzo dużo się zmieniło.  Po każdym treningu trener z Hiszpanii zabiera pięciu lub sześciu piłkarzy na dodatkowe, indywidualne zajęcia. W każdym wieku można zrobić progres, a nowy trener przyszedł właśnie po to, by każdego z nas ulepszyć.

Rozmawiał Michał Knura

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się