Racovitan wszystkich dziur nie połata
Rozmowa z Andrzejem Wróblewskim, Piłkarzem 90-lecia Rakowa i członkiem „złotej jedenastki” 100-lecia klubu
Bogdan Racovitan (z lewej) jest dziś ostoją częstochowskiej defensywy. Bardzo przydałoby mu się jednak solidne wsparcie. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
Patrzy pan na tabelę i pewnie myśli „O rany, Raków na dnie”. Co wtedy czuje ktoś, kto oddał temu klubowi pół życia?
- Ostatnie miejsce, zero punktów... Mam nadzieję, że ludzie w Rakowie nie śpią, że jest tam teraz „burza mózgów”. Bo przecież teraz w lidze będzie seria gier z mocnymi: Jagiellonią, Górnikiem, Lechem. Trzeba ratować sytuację jak najszybciej, żeby serią porażek na dłużej nie popaść w marazm, nie utknąć w dole tabeli. Kiedy się wygrywa, optymizm i energia przychodzą same, a z serią porażek zaś pojawia się zwątpienie i właściwie wszystko człowiekowi i drużynie przeszkadza.
Raków przegrywa w lidze, ale w pucharach przebrnął już dwie rundy. Wygrana w Sztokholmie była niespodzianką?
- Mam wrażenie, jakby w klubie... odmiennie traktowano grę na obu frontach. Wiadomo, że kolejne awanse w pucharach wiążą się z dodatkowymi funduszami dla klubu. I tam... jakby koncentracja była większa. Tymczasem w lidze – mimo że Raków już dwukrotnie jako pierwszy strzelał gole – jakoś strasznie łatwo drużyna traci bramki. Padają zazwyczaj po bardzo prostych błędach, popełnianych zwykle pod presją, a przecież defensywa Rakowa z reguły bywała „żelazna”! Trudno było jej „wcisnąć” gola.
Ze Śląskiem bramki dla rywali padały w końcówce, z Cracovią – też w drugiej połowie. Kwestia znikających sił? Raków płaci cenę za grę na dwóch frontach?
- W zasadzie dziś żaden zespół nie powinien szukać w tym wytłumaczenia, ale przecież pamiętamy z ubiegłej jesieni Legię, na przykład, która miała wielkie problemy z formą ligową i pucharową. Mam nadzieję, że Częstochowę ten syndrom ominie, a obecna zapaść w ekstraklasie jest chwilowa.
Pewne jest – bo mówił o tym trener Dawid Kroczek w Krakowie – że ogromne kłopoty personalne Raków ma w defensywie. Kontuzjowany Fran Todur, uraz ma Stratos Svarnas...
- Czytam, że pomóc ma jakiś Szwed z ligi włoskiej.
Tak, Arvid Brorsson z Monzy.
- No właśnie. Ale przecież nie wejdzie od razu do drużyny, nie zagra po 48 godzinach od dołączenia do zespołu i nie chodzi tylko o to, że trener powinien go najpierw zobaczyć w treningu, ale również o to, że różnie mogłoby to zostać przyjęte przez samą szatnię. Chyba że ktoś jest naprawdę dobry i od pierwszego dnia to pokazuje.
Brorsson w minionym sezonie rozegrał ledwie 400 minut...
- No więc pewnie będzie potrzebować trochę czasu. Niech pan spojrzy na Didiego: ma dobre momenty, nie powiem, ale błędy – być może wynikające jeszcze z braku zgrania – też mu się zdarzają. Bezwzględnie brakuje Frana Tudora – to prawdziwy zadzior z charakterem, ale od pewnego już czasu kontuzje sporo wartości mu zabierają. Sam Bogdan Racovitan – choć bardzo solidny – wszystkich dziur w grze defensywnej nie połata.
Tak jak Patryk Makuch – choćby w najlepszej formie – Jonatanem Brunesem nie będzie...
- No tak, bo to nie jest taka klasyczna „dziewiątka”, choć czasami trener go tam ustawia, ale częściej jednak na boku. Chłopak ma wielką siłę do biegania, nie zatrzymuje się. Fajnie, że strzela bramki, to go powinno budować, pozwoli wierzyć w siebie. Mahir Emreli to bardziej egzekutor, choć jemu też do Brunesa trochę brakuje.
No i wracamy do bólu po stracie norweskiego snajpera... A strata Zorana Arsenicia – choćby od strony mentalnej – też boli?
- Był ważną postacią przez lata, owszem. Solidna firma, twardy chłop, trudny do przejścia. Natomiast ostatni okres – rok, może półtora – zdecydowanie miał dużo gorszy. Może dlatego że – ze względu na nawracające kontuzje – w zasadzie nie był w ciągu meczowym. Trochę bramek padło z jego winy, więc... szybko tracił nerwy. Pamiętam mecze, gdzie w ciągu 15-20 minut potrafił złapać dwie żółte kartki i osłabić drużynę. Zdecydowanie lepiej wyglądał w tym okresie Svarnas. Oby jak najszybciej wrócił do zdrowia.
Przed Rakowem pucharowy dwumecz z Hajdukiem Split. Jest szansa na awans do fazy ligowej?
- A dlaczego nie? Hajduk to już nie ta sama firma, co 20 lat temu. Życzę chłopakom tego awansu, bo... nie wypada życzyć inaczej. Raków zawsze będzie moim klubem, któremu będę kibicować. Choć – jak mówiłem na wstępie – trzeba jeszcze znaleźć dwóch-trzech dobrych piłkarzy, dzięki którym będzie można skutecznie grać i w pucharach, i w lidze. Bo w lidze te punkty – na już, na teraz – są bardzo potrzebne. Mam wielką nadzieję, że chłopaki w tej ekstraklasie szybko się odrodzą.
I że właściciel nie zniechęci się do inwestowania w częstochowski futbol ze względu na ligowe wyniki!
- No właśnie! Jak najprędzej więc trzeba od tego dna się odbić, zatrzeć złe wrażenie z początku sezonu, bo im później się to stanie, tym trudniej będzie o sportową równowagę na kolejne miesiące.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Andrzej Wróblewski w czasach gry w Rakowie. Fot. archiwum prywatne
