Punkt po kolumbijsku
Javier Mateo Ortiz wyrwał Tyszanom zwycięstwo w 6 minucie doliczonego czasu gry.
Dwa gole Pawła Olkowskiego w Rzeszowie dały Tyszanom tylko jeden punkt. Fot. Press Focus/ Łukasz Sobala
Po trzech kolejkach Resovia nie miała punktu, ale w spotkaniu z uznawanym za faworyta GKS-em Tychy nie okazała się wcale „chłopcem do bicia”. Wręcz przeciwnie, to Rzeszowianie jako pierwsi zaatakowali i to oni też w doliczonym czasie gry, po dwóch trafieniach 13-krotnego reprezentanta Polski Pawła Olkowskiego, odpowiedzieli golem ustalającym wynik na 2:2.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy gospodarze wysłali już w 55 sekundzie, gdy Javier Mateo Ortiz, główkując po dośrodkowaniu Adama Chojeckiego, zmusił Jakuba Mądrzyka do wykazania się najwyższą formą. Nawet ona nie wystarczyła pół minuty później, gdy Matija Horvat popełnił trampkarski kiks przed polem karnym. Wykorzystał to 23-letni Kolumbijczyk i w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza Tyszan.
Ten gol podziałał jak zimny prysznic na Trójkolorowych, którzy przejęli inicjatywę, a ich motorem napędowym okazał się 36-letni wahadłowy. Próbowali także inni, ale to były piłkarz m.in. Górnika Zabrze, z którym niedawno sięgał po wicemistrzostwo kraju i Puchar Polski, bez wahania w 29 minucie wbiegł w pole karne. Nic nie zrobił sobie z obecności Bartosza Grasza, który stanął przed nim, tylko wykonał zwód i płaskim strzałem z 12 metra w „długi” róg otworzył swoje bramkowe konto w nowym klubie.
On także 135 sekund po rozpoczęciu drugiej połowy okazał się boiskowym profesorem. Nie dość, że po odebraniu piłki na linii środkowej śmiało ruszył prawym skrzydłem w kierunku bramki rywali, to jeszcze po „klepce” z Mateuszem Lewandowskim wbiegł w „szesnastkę” i zza narożnika pola bramkowego huknął pod poprzeczkę „krótkiego rogu”.
Prowadzący 2:1 Tyszanie mieli kilka okazji, żeby „zamknąć” mecz, ale Olkowskiemu nie udało się skompletować hat tricka, choć w 72 minucie, główkując z 6 metra chybił o centymetry, natomiast Dawid Kasprzyk główkując i Bartosz Jankowski strzelając z 16 metra uderzali za słabo, żeby pokonać Kubę Bochniarza. I to się zemściło...
W 5 minucie doliczonego czasu gry, gdy na murawie po starciu z rywalem leżał Damian Kądzior, a Kasprzyk próbował mu pomóc, Rzeszowianie przeprowadzili kontrę – czytaj zagrali „na aferę”. Piłka wrzucona z daleka w pole karne Tyszan nie została wybita przez Łukasza Tumalę i Jan Silny zagrał w kierunku środka szesnastki. Tam Damian Oko, mimo asysty Horvata i wracającego Michała Trąbki, podał do Gracjana Jarocha, który strzelając z 15 metra trafił w nogi blokującego Igora Łasickiego. Piłka odbita od kapitana GKS-u spadła wprost pod nogi Ortiza i stojący samotnie Kolumbijczyk, mając 7 metrów do bramki, bez problemów pozbawił gości dwóch punktów.
Jerzy Dusik
H H H
Resovia – GKS Tychy 2:2 (1:1)
1:0 – Ortiz, 2 min, 1:1 – Olkowski, 29 min, 1:2 – Olkowski, 48 min, 2:2 – Ortiz, 90+5 min
RESOVIA: Bochniarz – Geniec, Banach, Oko, Grasza (76. Romanowski) – Chojecki (59. Szkiela), Letniowski, Czyżycki (59. Jaroch), Kuzera (76. Małachowski), Zimnicki (67. Silny) – Ortiz. Trener Kamil KUZERA.
GKS: Mądrzyk – Łasicki, Horvat, Hoyo-Kowalski (63. Tumala) – Olkowski, Trąbka, Begala, Chorosiński (46. Jankowski) – Ryguła, Lewandowski (77. Kasprzyk), Kądzior (90+6. Baier). Trener Rene POMS.
Sędziował Łukasz Ostrowski (Szczecin). Widzów 700.
Żółte kartki: Zimnicki, Czyżycki – Łasicki, Hoyo-Kowalski.
