Przywódca rebeliantów
Trzy gole Kamila Antonika w dwóch meczach i sześć punktów Miedzi potwierdzają, że trener powinien... słuchać swoich piłkarzy!
Kamil Antonik w meczu z Arką Gdynia upiekł cztery pieczenie na jednym ogniu. Fot. Press Focus/ Gleb Soboliev
MIEDŹ LEGNICA
Na początku sezonu Miedzianka nie imponowała wynikami. Po trzeciej kolejce, w tym dwóch spotkaniach rozegranych na swoim boisku, Legniczanie plasowali się w środku I-ligowej tabeli. Zawodnicy trenera Janusza Niedźwiedzia szybko wywindowali się jednak na czołowe pozycje, bo przekonali trenera do zmiany systemu z 1-3-4-2-1 na 1-4-2-3-1.
Kilka powodów
Jednym z piłkarzy, którzy poszli do szkoleniowca, żeby z nim po męsku porozmawiać był Kamil Antonik. Może stwierdzenie „przywódca rebeliantów” jest trochę na wyrost, ale bez wątpienia 27-letni pomocnik najwięcej zyskał na przeformowaniu zespołu. Piłkarz, grający już czwarty sezon w koszulce z legnickim lwem na piersi w pierwszym meczu przemeblowanej „Miedzianki”, strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie i walnie przyczynił się do zwycięstwa 3:0 w Skierniewicach z Unią. Ale po tym co zrobił w następnym spotkaniu, czyli w niedzielnym meczu Arką, trzeba o nim powiedzieć „bohater dnia”.
Miał kilka powodów, żeby wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Po pierwsze, Miedź w tym sezonie – do niedzieli – jeszcze na swoim boisku nie wygrała, bo na inaugurację zremisowała z Podbeskidziem, a następnie przegrała z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Po drugie 7 lat temu na 1,5 roku wychowanek Startu Lisie Jamy, został zawodnikiem Arki. Wtedy też zadebiutował w ekstraklasie, rozgrywając w niej w sumie 18 spotkań w gdyńskich barwach, więc mecz z Żółto-Niebieskimi są dla niego z kategorii sentymentalne. Wreszcie po trzecie, piłkarz w swoim setnym ligowym występie w Miedzi – licząc z barażami 102 – starał się zagrać jubileuszowo, a przy okazji potwierdzić, że piłkarze przekonujący trenera do swoich pomysłów taktycznych znają się na futbolu.
Celem jest awans
- Jak najbardziej można powiedzieć, że zmiana ustawienia „uwolniła” Kamila Antonika – stwierdził po meczu z Arką autor obydwu goli, dających Miedzi zwycięstwo 2:0. – W trzech pierwszych meczach byłem bez liczb, a w dwóch ostatnich w sumie strzeliłem trzy gole. Cieszę się z tego, ale najważniejsze jest to, że wygrywamy jako drużyna i pniemy się w górę tabeli, bo naszym wspólnym celem jest awans do ekstraklasy. Moje indywidualne zdobycze przekuwają się na wygrane zespołu i z tego jestem najbardziej zadowolony.
Nie znaczy to jednak, że autor legnickiego sukcesu chodzi z głową w chmurach. Raczej trzeba stwierdzić, że mocno stąpa po... murawie i realnie potrafi ocenić swoje zdobycze i grę zespołu.- Po oddaniu strzału, który przyniósł nam prowadzenie, myślałem, że to uderzenie nie jest ani na tyle silne, ani na tyle precyzyjne, żebyśmy się mogli cieszyć – przyznał pomocnik Miedzi. – Taki można powiedzieć „kartofel”. Ale jak się okazuje trzeba próbować i dawać szczęściu okazję do tego, żeby się uśmiechnęło. Do mnie się uśmiechnęło i fajnie, że piłka gdzieś pod ręką bramkarza przeszła i wpadła do bramki, bo na pewno, gdy otwierasz wynik z takim zespołem jak Arka, to później możesz liczyć na to, że rywal się otworzy, a my będziemy mogli stworzyć kolejne okazje.
Nagrodzeni zwycięstwem
Za dużo wprawdzie tych okazji Miedź nie wypracowała, a w drugiej połowie wręcz została zdominowana przez Gdynian, ale to właśnie do Kamila Antonika należało ostatnie słowo. To on bowiem sfinalizował kontrę w ostatniej minucie spotkania.
- Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie Arka mocno siądzie na nas i na pewno będzie chciała zdobyć bramkę – dodał Kamil Antonik. – Pocierpieliśmy jednak przez większość drugiej połowy, ale tak też w piłce trzeba i jak widać zostaliśmy nagrodzeni zwycięstwem. To jest efekt naszej dobrej pracy jako drużyny. Staramy się kontrolować mecz i choć – wiadomo – nie zawsze to wychodzi, ale znowu zagraliśmy „na zero z tyłu” i to jest też bardzo istotne, bo daje nam pewność siebie przed kolejnymi, trzema z rzędu z rzędu, meczami na naszym stadionie.
Jerzy Dusik
