Przyćmiony Lewandowski

Polski napastnik zadebiutował w Chicago, ale jego gra tłumów porwać nie mogła.

„Lewy” był dobrze pilnowany i stoczył wiele takich pojedynków. Fot. JC Ruiz/SIPA USA / Press Focus

MLS

Robert Lewandowski przeniósł się do Chicago Fire po wygaśnięciu kontraktu z Barceloną. Debiutem Polaka miało być starcie z jego bardzo dobrym znajomym, Thomasem Mullerem, który gra w Vancouver Whitecaps. Ostatecznie to spotkanie tydzień temu zostało przełożone ze względu na zły stan powietrza spowodowany pożarami w Kanadzie. 

Szału nie było...

Premierowym meczem okazało się zatem starcie z Interem Miami Lionela Messiego, który odpoczywa po mistrzostwach świata, więc do polsko-argentyńskiego pojedynku nie doszło. Obrońcy mistrzowskiego tytułu są jednak naszpikowani wieloma dobrymi zawodnikami, zwłaszcza z Ameryki Południowej, którzy nie mieli problemu i ostatecznie wygrali 3:2.

Sam debiut „Lewego” był jak jego prezentacja, czyli bardzo mizerny. 37-latek spędził na murawie nieco ponad godzinę i nie wyróżnił się niczym szczególnym. Najbliżej gola był w sytuacji, gdy podbiegł do bramkarza Interu, a ten pomylił się i skierował piłkę do swojej bramki. Lewandowskiego zmienił potem reprezentant Finlandii Robin Lod. Polak nie wziął przykładu z Luisa Suareza, który pod nieobecność Messiego wziął na swoje barki strzelanie goli i zanotował dublet.

Trener Gregg Berhalter jest jednak spokojny o Polaka. – Trenował dopiero przez siedem lub osiem dni. Spodziewamy się, że będzie miał duży wpływ na grę, gdy będzie dalej nabierał formy. Czas potrzebny na dojście do niej jest inny dla każdego piłkarza. Nie jesteśmy teraz w okresie przygotowawczym, tylko w środku sezonu i trzeba to wziąć pod uwagę – mówił po meczu doświadczony szkoleniowiec. Lewandowski tak ocenił swój występ: – To był pierwszy mecz. Nic z dnia na dzień czy tygodnia na tydzień się nie tworzy. Trochę czasu na pewno będzie potrzeba, żeby się wkomponować, ale myślę, że z każdym meczem przyjdzie większe zrozumienie. Po jednym meczu trudno wyciągać wnioski. Myślę, że spokój i skupienie na kolejnych meczach jest najważniejsze – podkreślił „Lewy” w rozmowie z dziennikarzami.

Noc pełna debiutów

To jednak nie było jedyne premierowe spotkanie w Major League Soccer piłkarza o głośnym nazwisku. 167-krotny reprezentant naszego kraju został przyćmiony i nie wziął przykładu ze swojego rywala jeszcze z boisk La Liga. Antoine Griezmann został zawodnikiem Orlando City i od razu zaznaczył swoją obecność w USA. 35-latek wpisał się na listę strzelców w wygranym 4:0 spotkaniu z San Jose Earthquakes. Był to 300. gol w zawodowej karierze francuskiego napastnika.

Za Atlantykiem debiut zaliczył także inny Polak, nieco zapomniany Przemysław Płacheta. 28-latek przez dwa ostatnie sezony występował w drugoligowym angielskim Oxford United, a teraz przeniósł się do Austin FC. 7-krotny reprezentant Polski spotkanie z Seattle Sounders rozpoczął na ławce rezerwowych, a na boisku zameldował się na niespełna pół godziny przed końcem spotkania. I chociaż jego występ także był anonimowy, to skrzydłowy mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Austin niespodziewanie wygrało 3:1.

Warto przy tej okazji dodać, że w amerykańskiej lidze występują także Mateusz Bogusz w barwach Houston Dynamo oraz Dominik Marczuk grający dla Real Salt Lake.

Miłosz Cebo

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się