Przecierali oczy
Chciałoby się napisać, że "działo się". Ale się nie działo.
Najwięcej okazji do zdobycia bramki miał Patryk Szysz, ale nie zdołał pokonać Damiana Węglarza. Fot. Press Focus/ Mateusz Porzucek
Ci którzy pamiętali, że w poprzedniej kolejce Opolanie mieli zaledwie 29 procent posiadania piłki i wywalczyli remis 1:1 w Bielsku-Białej z Podbeskidziem, a Łodzianie z 53 procentami czasu gry z futbolówką przy nogach rozbili 4:0 Stal Mielec - w pierwszej połowie przecierali oczy ze zdumienia. Gospodarze od pierwszych minut przejęli bowiem inicjatywę i nie tylko długo rozgrywali piłkę, ale też często dochodzili do pozycji strzeleckich.
Nieskuteczny Szysz
Najbardziej aktywny w szeregach Niebiesko-czerwonych był Patryk Szysz, który już w 7 minucie po wrzutce Bartłomieja Barańskiego główkował. Uderzenie było jednak niecelne, jak większość z prób wychowanka Górnika Łęczna. Bardzo dobrą okazję miał także później, kiedy po prostopadłym podaniu Adriana Libera znalazł się oko w oko z Damianem Węglarzem, ale „wpadł” w bramkarza. Najlepszą sytuację zmarnował, gdy po kiksie Barańskiego, któremu zamiast strzału wyszło podanie, pozyskany z Arki Gdynia napastnik z najbliższej odległości „szczupakiem” posłał piłkę obok bramki. Aktywny był także najlepszy strzelec Odry Michał Feliks, przy którego woleju Węglarz musiał się popisać swoimi umiejętnościami.
Natomiast goście swoją pierwszą groźną akcję przeprowadzili dopiero w przedostatniej minucie pierwszej połowy. Sfinalizował ją Kacper Nowakowski mierząc pod poprzeczkę, ale Artur Haluch był dobrze ustawiony i skończyło się rzutem rożnym.
Nic dziwnego, że Grzegorz Szoka reagował zmianami i w pierwszej minucie gry po zmianie stron zrobiło się gorąco w polu karnym miejscowych. Koki Hinokio wypuścił bowiem w pole karne Dominika Sokoła, ale Mateusz Spychała ryzykownym – co najważniejsze zdaniem sędziego czystym – wejściem nie dopuścił do uderzenia. Doszedł do niego natomiast w 58 minucie Karol Podliński po podaniu Juliana Keiblingera, ale Haluch znowu stanął na wysokości zadania.
Kontuzja Mijuszkovicia
Także Łukasz Tomczyk zareagował zmianami, choć Nemanja Mijuszković opuścił murawę z powodu kontuzji. Te roszady też ożywiły grę miejscowych czego dowodem była solowa akcja zakończona celnym strzałem Joshuy Pereza w 74 minucie. Węglarz kolejny raz wykazał się jednak czujnością.
Ostatnią okazję do zmiany wyniku miał w końcówce Artur Craciun, po rzucie rożnym Marcela Błachewicza, ale tym razem po główce stopera ŁKS-u na drodze piłki stanął przed linią bramkową Maksymilian Pingot i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
Jerzy Dusik
OCENA MECZU⭐ ⭐
◼ Odra Opole – ŁKS 0:0
ODRA: Haluch – Mijuszković (67. Pochcioł), Piroch, Pingot – Spychała (75. Milosz), Liber, Gajda, Biedrzycki (64. Kupczyk) – Szysz, Feliks (75. Spaczil), Barański (64. Perez). Trener Łukasz TOMCZYK.
ŁKS: Węglarz – Rudol (46. Farbiszewski), Craciun, Fałowski – Sokół (88. Krykun), Terlecki, Wysokiński (75. Prusiński), Hinokio, Keiblinger (75. Błachewicz) – Nowakowski (57. Strzałek), Podliński. Trener Grzegorz SZOKA.
Sędziował Łukasz Karski (Słupsk). Widzów 5200. Żółte kartki: Barański, Spychała.
