Prowadź nas! Bo jeśli nie ty, to… kto?
Być może nie ma sensu tego tekstu czytać, bo problem, dla którego powstał, może się nie wydarzyć. Z drugiej strony zaraz może jednak okazać się, że dotykamy kluczowej kwestii.
Nie ma wątpliwości, że oglądamy mundial zdominowany przez wielkie indywidualności – takie, które zmieniają losy meczów, losy własnych reprezentacji, przebieg całego mundialu. Nie było dotąd wyścigu o miano najlepszego zawodnika turnieju, w którym brałby udział wręcz cały peleton piłkarzy, a nie choćby jedynie duet… Przy okazji dwuzdaniowa dygresja: warto zwrócić uwagę na paradoks, bo chyba nigdy dotąd słowo „peleton” nie traciło na znaczeniu tak bardzo, jak w obecnych czasach akurat w dyscyplinie, w której wydaje się najważniejsze, czyli w kolarstwie. Przy obecnej klasie Tadeja Pogačara prezentowanej na TdF peleton mógłby nie istnieć, nie ma najmniejszego znaczenia. Pogačar w zawodowej odmianie tej dyscypliny jest jak Haaland i Mbappe w jednym.
Dzień dobry, jestem herosem
W światowym futbolu nikt na razie Pogačarem nie jest, niemniej kilku z graczy i tak zdumiewa potęgą talentu i możliwości. Większość drużyn, które w turnieju pozostały, takich herosów posiada. Starogreckie słowo heros wyjątkowo tu pasuje: czasem wydaje się, że najlepsi piłkarze na tym mundialu to potomkowie bogów i ludzi, tak nadludzkie zdolności posiadają. Podstawowe pytanie brzmi: co stałoby się, gdyby drużyny marzące o tytule - a marzyć może już każdy z pozostałych na placu boju uczestników – musiały radzić sobie bez nich? Niebranie pod uwagę ewentualnych kartek i kontuzji jest przecież nierozsądne. Jak walczyć bez nich?
Przed nami mecz Norwegia – Anglia więc zacznijmy od herosów związanych z tymi reprezentacjami
Norwegia bez Haalanda
Bez niego reprezentacja Norwegii nie tyle nie byłaby na tym mundialu taka sama, co – według mnie – w ogóle by jej na tym mundialu nie było (patrz: statystyki)! Nie tylko sam jest fenomenem, ale i jego oddziaływanie na drużynę jest fenomenem. Bez niego nic. To on sprawił, że spokojny, stonowany na co dzień kraj ogarnęło szaleństwo, gdzie tworzą się 600-metrowe kolejki do sklepów po koszulki reprezentacji! Sukces „Wikingów” wywołał tam absolutną euforię. – Cóż, jeśli mam jedną albo dwie okazje, zazwyczaj kończy się to golem. Nie wiem, jak to robię, ale tak właśnie jest. Chodzi o koncentrację, bo jeśli dostajesz szansę, to zwykle nie dostaniesz kolejnej, jeśli pierwszej nie wykorzystasz – powiedział Haaland w rozmowie z norweskimi dziennikarzami po ostatnim meczu. A selekcjoner Ståle Solbakken zdradził, że powiedział swojemu napastnikowi tylko jedno: – Spokojnie. Szanse przyjdą.
W Norwegii zadano nawet już pytanie czy… jest Norwegiem wszech czasów. Odpowiedź wśród ankietowanych padła błyskawicznie: – Tak. W jedenaście godzin od opublikowania ankiety opinię tę poparło 51 % respondentów.
To jeszcze raz zadam pytanie: wyobrażacie sobie ten zespół bez Haalanda? Z Francją nie zagrał i… co?
Erling Haaland niesie na barkach całą reprezentację. Czy uniesie także podczas meczu z Anglią? Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus
Anglia bez Kane'a
Anglik jest zdecydowanie bardziej dyskretny niż Haaland, nie tak spektakularny, ale ma w sobie jednak coś, co jest bezcenne. Choć gra przecież jako klasyczna dziewiątka, haruje jak wół w defensywie. W trakcie tego turnieju przebiegł w pięciu meczach aż 53 kilometry, potwornie ciężko pracuje w pressingu. Jak wszyscy herosi potrafi rozśmieszyć. Hitem był jego wywiad po meczu z Meksykiem, gdy angielscy piłkarze świętowali spontanicznie z kibicami awans na stadionie, śpiewając choćby hit Oasis – Wonderwall. Podczas tych śpiewów Kane całkowicie stracił głos, nie wahał się jednak podejść przed kamery BBC i udzielić wywiadu. Piszczał jedynie zabawnie ze zdartym gardłem, rozbawiając futbolowy świat. Pokazał, że jest człowiekiem, a nie supermanem. A może raczej, że potrafi być człowiekiem, gdy nie jest supermanem.
Argentyna bez Messiego
Niektórym wydawać by się mogło, że bez niego mistrz świata nie istnieje, ale moim zdaniem to twierdzenie jest Argentynie bardzo wygodne. Niech tak wszyscy myślą. Oczywiście Messi to twórca, symbol, geniusz, który potrafił przejść drogę z piłkarza niekochanego do uwielbianego. Im bardziej uważa się, że bez Messiego nic, tym dla Argentyny lepiej. Zwróćcie uwagę: w ostatnich dziesięciu meczach, w których reprezentacja Argentyny musiała radzić sobie bez Lionela Messiego, potrafiła zaprezentowała się znakomicie, a przede wszystkim skutecznie: odniosła dziewięć zwycięstw (rozbiła m.in. 4:1 Brazylię w marcu 2025) i poniosła jedną porażkę (0:1 z Ekwadorem we wrześniu 2025 roku). Bilans ten dobitnie udowadnia, że pod wodzą Lionela Scaloniego ta drużyna potrafi utrzymać zadowalającą jakość gry nawet bez kapitana. Jednak najważniejsze, że pod nieobecność Messiego gra Albicelestes staje się... znacznie bardziej bezpośrednia, szybsza, oparta na intensywnym pressingu całej drużyny (geniusz większość meczu siłą rzeczy drepcze). Odpowiedzialność kreowania akcji i zdobywania bramek biorą na siebie z dobrym efektem Lautaro Martinez, Julian Alvarez albo Enzo Fernandez.
Francja bez Mbappe
Choć Tricolores są wielogłowym potworem o olśniewającym talencie, jedna głowa wyraźnie jednak znaczy więcej od innych. Kiedy na boisku brakuje Kyliana - Francuzi są w stanie wygrać takich meczów 61%, co może zaskakiwać, biorąc pod uwagę ich formę i potencjał. Jednak to Mbappe jest głównym motorem napędowym. Za komentarz powinien wystarczyć fakt, że w obecnym składzie zdobył dla Francji dwa razy więcej bramek niż... pozostali piłkarze razem wzięci. Ma też w sobie to coś, co potraf porwać tłumy: rewelacyjny drybling pozwalający na mijanie rywali w pełnym biegu, a wspiera to zmysł taktyczny opierający się na umiejętności wychodzenia na pozycję. Francuzi mają jednak szczęście, że postali gracze ofensywni - jak Ousmane Dembele, Michael Olise czy Bradley Barcola wiele potrafią, zapewniając przy tym opcję skrzydeł w pełnym rozmachu. To oznacza, że bez Mbappe Francja też potrafi sobie radzić. Gdyby wszystkie drużyny pozostające w turnieju pozbawić liderów, o których piszemy, to chyba tylko z Francją nie byłaby pewnym zwycięstwa faworytem.
Szwajcarski rodzynek
Helweci piłkarza, o którym szepce w uniesieniu cały świat, nie posiadają. W kontekście tematu tego tekstu to być może atut, Szwajcaria bez Xhaki (choć już zaraz zastąpił go Manzambi) to zdecydowanie najmniejszy problem w porównaniu z konkurentami. To lider środka pola, kapitan, który decyduje o tempie gry, ale aż takiego wpływu, przede wszystkim na protokół meczowy nie ma. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że pod tym względem Szwajcarzy mają komfort; funkcjonowanie tej drużyny nie jest uzależnione od żadnej jednostki - w stopniu, który sprawił, że powstał ten tekst.
Impossible is nothing?
Moim zdaniem jeśli któraś z tych drużyn nie będzie mogła korzystać z piłkarza, o których wspominam, automatycznie traci szansę na tytuł - tak przemożny wpływ mają na wszystko wokół siebie. Gdyby jednak takiego piłkarza straciła i jednak bez niego tytuł zdobyłaby, mielibyśmy do czynienia jedną z najbardziej epickich futbolowych opowieści wszech czasów. No bo wyobraźcie sobie, że w sobotę rano Haaland łamie nogę na treningu, a Norwegia… wygrywa trzy pozostałe mecze i zostaje mistrzem świata?
Możliwe?
Paweł Czado
Mundialowe statystyki herosów
◼ Lionel Messi
Rozegrał na tym mundialu 5 spotkań, spędzając na boisku 411 minut. Zdobył 8 bramek (w tym hat-tricka przeciwko Algierii) oraz zaliczył 1 asystę. Jego trafienia stanowią 57,1% wszystkich 14 goli zdobytych dotychczas przez reprezentację Argentyny
◼ Kylian Mbappe
Jako jedyny z tego grona rozegrał już swój mecz ćwierćfinałowy przeciwko Maroku (wygrany 2:0), przez co ma na koncie 6 występów i 519 minut. Strzelił 8 goli i zanotował 3 asysty. Odpowiada bezpośrednio za połowę (50%) z 16 bramek reprezentacji Francji.
◼ Erling Haaland
W debiutanckim dla siebie mundialu rozegrał 4 mecze (360 minut), opuszczając jedno spotkanie grupowe. Strzelił aż 7 goli, bez żadnej asysty. Jego bramki to aż 58,3% dorobku strzeleckiego Norwegii (12 goli), co czyni go najbardziej kluczowym ogniwem swojej drużyny w tym zestawieniu.
◼ Harry Kane
Kapitan reprezentacji Anglii pojawił się na boisku w 5 meczach, notując 443 minuty gry. Uzbierał 6 trafień i 1 asystę. Przełożyło się to na 54,5% łącznej liczby bramek strzelonych przez Anglików (11 goli).
