Pretensje do... przepisów
Losy spotkania zostały rozstrzygnięte, gdy opatrywany przez służby medyczne kapitan Chrobrego przebywał poza boiskiem.
Na rozbitą głowę kapitana Głogowian Roberta Mandrysza, który z opaską uciskową grał do końca pierwszej polowy, lekarz założył pięć szwów. Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
CHROBRY GŁOGÓW
Najważniejsze dla końcowego wyniku meczu Chrobry Głogów – Odra Opole okazały się pierwsze minuty. To wtedy, dokładnie w 5 minucie, zakrwawiony Robert Mandrysz po zderzeniu głowami z Michałem Feliksem musiał opuścić murawę. Wrócił na nią 5 minut później, ale... już przy wyniku 0:1. Rywale wykorzystali bowiem grę w przewadze i lukę w obronie gospodarzy, strzelając jedynego gola spotkania.
Rozcięta głowa
– Przystąpiliśmy do tego meczu z nastawieniem, że każdy zawodnik ma zagrać jeden procent lepiej niż na inaugurację sezonu w Rzeszowie, gdzie wygraliśmy 5:1 – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej trener Głogowian Łukasz Becella. – Niestety już na początku nasz kapitan został sfaulowany i upadł na murawę z rozciętą głową. A nowe przepisy są takie, że przy urazie głowy sędzia od razu wzywa służby medyczne, a zawodnik musi opuścić boisko i minimum minutę nie może wrócić. W tym przypadku Robert Mandrysz musiał być tak opatrywany, że trwało to 4 minuty i automatycznie – nie mam pretensji do sędziów tylko do przepisu, bo to on spowodował nasze osłabienie – graliśmy w dziesiątkę, a rywale to wykorzystali.
Utrata bramki w osłabieniu
Wprawdzie po powrocie poszkodowanego zawodnika na murawę siły liczebne się wyrównały, ale Chrobry nie potrafił złapać swojego rytmu gry.
– Utrata bramki w osłabieniu zabrała nam pewność siebie – dodał szkoleniowiec Chrobrego. – Nie mogliśmy się utrzymać przy piłce i nie potrafiliśmy stwarzać sytuacji bramkowych. Oczywiście trzeba przyznać, że rywal był bardzo dobrze zorganizowany i muszę pogratulować Odrze zwycięstwa, ale podkreślę, że to właśnie ten incydent z początku miał wpływ na naszą grę w pierwszej połowie i odbił się na rezultacie. Nasz kapitan, zawodnik grający w środku, kontroluje balans między atakiem i obroną, grał charakterem, sercem, nawet gdy z głowy lała się mu krew. Chciał grać, a ja nie podjąłem decyzji o zmianie i w sumie w pierwszej połowie graliśmy o jednego zawodnika mniej. Może to jest moja wina, bo powinienem go zdjąć. Ale musiałem też uszanować decyzję zawodnika i kapitana, który zgłosił, że jest gotowy do grania.
Ma jechać na pogotowie
– W przerwie usiedliśmy w szatni, a gdy zobaczyłem ranę na czole naszego kapitana, uznałem, że nie może grać dalej, tylko ma jechać na pogotowie, a my już bez niego porozmawialiśmy o zmianie taktyki. W drugiej połowie zagraliśmy zdecydowanie bardziej odważnie, zaczęliśmy się dłużej utrzymywać przy piłce i wypracowaliśmy 10 sytuacji bramkowych. Pokazaliśmy DNA Chrobrego i z tego się cieszę, ale mimo tego, że ambitnie walczyliśmy do końca, nie zdołaliśmy nawet wyrównać. Nie pomogliśmy szczęściu, żeby zapomnieć o tej niefortunnej sytuacji z 5 minuty. Nie udało się i przeżywamy to – zakończył Łukasz Becella.
Na rozbitą głowę Roberta Mandrysza zostało założonych pięć szwów. Na szczęście tomografia komputerowa wykluczyła obrażenia wewnętrzne i kapitan Głogowian pojawił się wczoraj na porannych zajęciach drużyny. Zanosi się jednak na kilka dni rozbratu z piłką.
Jerzy Dusik
