Prawie jak 6,30 Duplantisa
Widzew chce zapomnieć o poprzednim sezonie w przekonaniu, że ten najbliższy musi być udany. Biorąc pod uwagę racjonalne argumenty - to w końcu musi zatrybić!
Poprzedni sezon nauczył Łodzian pokory, ale w kolejnym liczą na sukces. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
Na ostatni mecz sparingowy Widzewa przed rozpoczęciem sezonu przyszło w minioną niedzielę - mimo ulewy - prawie osiem tysięcy widzów, którzy gotowi byli zapłacić za bilety. Taki klub jest skazany na sukces. Dwunasty sezon po „reaktywacji” i piąty po powrocie do ekstraklasy musi być przełomem. Kibice nie chcą już słuchać usprawiedliwień typu „niski budżet”, „braki kadrowe”, „nie mamy gdzie trenować”, „drużyna nabiera doświadczeń” albo „to jest projekt długofalowy i trzeba cierpliwie poczekać na wyniki”.
To wszystko już było, a wyjaśnienia tego typu stały się nieaktualne – nawet na treningi nie trzeba już jeździć na Łodziankę albo do Bukowca, bo oddano właśnie do użytku boisko boczne obok stadionu. Poprzeczka oczekiwań wisi wysoko i teraz zawodnicy, sztab szkoleniowy i szefowie klubu z prezesem i właścicielem w jednej osobie włącznie, muszą się z nią zmierzyć.
Jak przewidywaliśmy wcześniej, skład na pierwszy mecz sezonu z Motorem w niedzielę nie będzie się zasadniczo różnił od tego z ostatniego sparingu, bo stabilizacja kadrowa w zespole też jest nieporównywalnie większa niż kilka miesięcy temu. Nawet kontuzja Carlosa Isaaca, odniesiona zaraz na początku sparingu z Puszczą, nie zaburza spokoju trenera Aleksandara Vukovicia. – Zanosi się na to, że Isaac wróci do gry dopiero w przyszłym roku, ale gotowy do gry na prawej obronie jest też Marcel Krajewski, a wkrótce może pojawić się w klubie jeszcze jeden obrońca – mówi szkoleniowiec Widzewa.
Przypomnijmy, że tego lata Widzew dokonał tylko dwóch transferów (Świderski i Garcia, bo powrotów z wypożyczeń nie liczymy), co w ostatnim okresie dawno się nie zdarzyło. Słychać, że ktoś jeszcze może dojść, ale na dzisiaj największym osiągnięciem odpowiedzialnego za ten odcinek działu sportowego jest oddanie Osmana Bukariego do Crvenej zvezdy. Łódzkie powietrze reprezentantowi Ghany wyraźnie nie służyło, bo na boisku nie wykazał się niczym, ale w meczu klubu z Belgradu zaliczył już asystę w eliminacjach Ligi Mistrzów z północnoirlandzkim Larne (4:0). Szkoda tylko tych 5,5 miliona euro wydanych zimą na transfer.
Trener Vuković zachowuje spokój: - Nie będę snuł przewidywań. Z pokorą podchodzę do najbliższego spotkania – mówi, bo zdaje sobie sprawę, że w przypadku niepowodzenia wszystko, co teraz powie, obróci się przeciwko niemu. To jeszcze nie 6,30 Duplantisa, ale i tak poprzeczka wisi na wysokości, która wymaga respektu i pełnej koncentracji. Stawka jest wszak znacznie większa niż poprawa miejsca (14!) z poprzedniego sezonu.
Wojciech Filipiak
