Poznański papież
KOMENTARZ „SPORTU” – Piotr Tubacki
Trzeba przyznać, że beniaminkowie wiedzą, jak wnieść koloryt do 1. ligi. W ostatnich latach kilku było nawet takich, co siłą rozpędu awansowało od razu do ekstraklasy. Wielu z nich stawało się też znakomitą platformą reklamową dla piłkarzy grających w ich szeregach. Teraz jest podobnie.
Zerkając na mecz Bruk-Betu z Wartą, rzuciło mi się w oczy, że poznański zespół koncentruje się na piłkarzach w kategorii wiekowej 21-24. Czyli już nie młodzik, ale jeszcze nie stary. Piłkarze z tego zakresu są trochę krzywdzeni przepisem o młodzieżowcu, bo – często, choć nie zawsze – najpierw daje się im złudne nadzieje ciekawej przyszłości; stawia na nich, bo są potrzebni – a potem, gdy już nie wypełniają obligatoryjnej luki, odstawia się w kąt (tj. do słabszych drużyn, często w niższych ligach). No ale są wyjątki. Swego czasu mocno w tym kierunku poszedł GKS Tychy i wyglądał bardzo ciekawie (spadając do 2. ligi z zupełnie innego powodu). Teraz podobnym torem zdaje się iść Warta, dysponująca jednym z młodszych zespołów polskiego zaplecza.
A piszę tu o niej, bo bardzo podobała mi się jej gra w Niecieczy, gdzie Duma Wildy ograła przecież wyraźnie faworyzowany Bruk-Bet. Piszę, bo podobał mi się kompletujący dublet Mateusz Stanek, właśnie 21-latek z Wadowic, który w tej chwili – obok... Kamila Zapolnika z Termaliki – przewodzi klasyfikacji strzelców z czterema bramkami. Do tego eks-Wiślak dorzucił jeszcze dwie asysty, w punktacji kanadyjskiej wyrównując swój wynik z poprzedniego sezonu. Jego gole w Niecieczy było imponujące – najpierw rzucił się na dośrodkowanie jak dzik w szyszki, a potem okiwał obrońcę niczym pochodzący z faweli Latynos.
Puenta jest więc krótka: Wartę warto oglądać.
