Powinien być karny!

Paweł Olkowski został sfaulowany w polu karnym i doznał kontuzji, przez którą musiał zejść z boiska, ale sędzia nie odgwizdał „jedenastki”.

Paweł Olkowski wracał ze Szczecina poturbowany. Fot. FB/GKS Tychy

Z uczuciem wielkiego rozczarowania wracali Tyszanie do domu po najdłuższej (604 km w jedną stronę) podróży w sezonie. Trener Rene Poms i jego podopieczni zapowiadali, że w spotkaniu z ostatnim w tabeli Świtem Szczecin nie zlekceważą rywala i będą walczyć o zwycięstwo.

Tymczasem, mając za sobą podróż rozłożoną na dwa dni i dwie noce spędzone w hotelach, przespali pierwszy kwadrans. W 13 minucie nie potraktowali bowiem poważnie składającego się do strzału z 25 metra Dawida Korta. 31-letni wychowanek Pogoni, mający ekstraklasowe i międzynarodowe doświadczeniem, wykorzystał fakt, że ma dużo czasu i miejsca. Zanim zastępujący Igora Łasickiego Łukasz Tumala ruszył do zablokowania, pomocnik Świtu huknął na tyle precyzyjnie, że płasko lecąca piłka obok próbującego ratować rzutem sytuację Jakuba Mądrzyka wpadła do siatki.

Po takim zimnym prysznicu goście nie od razu się otrząsnęli. Wręcz przeciwnie, bo 4 minuty później Adam Frączczak znalazł miejsce do uderzenia z 16 metra, ale tym razem bramkarz przyjezdnych znalazł się na drodze futbolówki. A w 31 minucie po kiksie Tumali, który za lekko podawał głową w kierunku swojego bramkarza, sam na sam znalazł się Szymon Kapelusz. W tej akcji jednak czapki z głów za interwencję Mądrzyka, bo narażając się na kontuzję rzucił się pod nogi rywala i zatrzymał szarżę, a Daniel Hoyo-Kowalski wybiciem piłki w pole wyjaśnił sytuację.

Dopiero po tym ostrzeżeniu goście zabrali się do roboty i nie trzeba było długo czekać na efekty. Wystarczyło, żeby Paweł Olkowski dokładnie dośrodkował w pole karne, a Mateusz Lewandowski wygrał powietrzną walkę ze stoperami gospodarzy i w 36 minucie – jak się okazało – ustalił wynik.

Oczywiście Tyszan remis nie satysfakcjonował, więc atakowali dalej, ale Mateusz Abramowicz efektownie obronił strzał Damiana Kądziora w 42 minucie, a 2 minuty później, choć Dawid Szwiec sfaulował Olkowskiego w polu karnym Szczecinian, sędzia nie odgwizdał przewinienia, po którym wahadłowy z reprezentacyjnym stażem nie był w stanie kontynuować gry.

Na tym pech Tyszan się nie wyczerpał, bo kontuzji doznał też wprowadzony po przerwie Dawid Kasprzyk. O strzeleckim fatum może natomiast mówić Lewandowski, który pudłował. W 55 minucie nie trafił dobitką z 5 metrów. W 65 minucie główkując na 7 metrze przeniósł piłkę nad poprzeczką, a w 1 minucie doliczonego czasu gry po dograniu Kądziora, mając przed sobą tylko bramkarza z 5 metrów trafił w poprzeczkę.

Jeżeli do tego dodamy udane parady Abramowicza po rzutach wolnych Kądziora oraz uderzeniach Michała Trąbki i Hoyo-Kowalskiego, to stanie się jasne, że tym razem ogromna przewaga nie została zdyskontowana.

Jerzy Dusik

OCENA MECZU ⭐

◼ Świt Szczecin – GKS Tychy 1:1 (1:1)

1:0 – Kort, 13 min, 1:1 – Lewandowski, 36 min

ŚWIT: Abramowicz – Ciechanowski, Rogala, Szwiec, Nowicki – Kacper Nowak (46. Konrad Nowak), Andruszko, Wojdak (74. Koziara), Kort (78. Góral), Kapelusz (58. Gorgon) – Frączczak (78. Ropski). Trener Przemysław CECHERZ.
GKS: Mądrzyk – Hoyo-Kowalski, Horvat, Tumala (79. Gębala) – Olkowski (45+2. Koniuszy), Trąbka, Begala (79. Eszkinia), Chorosiński – Kądzior, Lewandowski, Ryguła (46. Kasprzyk, 61. Niemann). Trener Rene POMS.
Sędziował Paweł Szuta (Piła). Widzów 800.
Żółte kartki: Andruszko, Frączczak, Wojdak, Koziara, Szwiec – Koniuszy.



 

      


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się