POWIEDZIAŁY
◼ Aleksandra SZCZYGŁOWSKA ◼ Magdalena JURCZYK ◼ Magdalena STYSIAK ◼ Monika LAMPKOWSKA
Fot. Mateusz Sobczak/ PressFocus
◼ Magdalena JURCZYK: - Wynik był taki, jaki chciałyśmy, a to było najważniejsze. Cieszy fakt, że w trudniejszych momentach, mimo wszystko, potrafiłyśmy postawić kropkę nad „i”. Po wysokim zwycięstwie w pierwszym secie do naszej gry wkradła się odrobina rozluźnienia. Myślałyśmy, że mecz sam się wygra, że przeciwniczki nie zaczną walczyć, a zaczęły, ale gdy był trudny moment, wierzyłyśmy, że zdobędziemy punkty i tak właśnie było. Mamy łagodny początek, Węgry, dzień przerwy, Łotwa, później następne spotkania. Jestem ogólnie zadowolona z takiego układu.
◼ Magdalena STYSIAK: - Po pierwsze chciałam pogratulować zespołowi z Węgier, bo był dla nas sporym zaskoczeniem. Gra dużo lepiej niż pokazał to pierwszy set. Niestety, przydarzył nam się przestój. Mogłyśmy zagrać zdecydowanie lepiej i nie dać im się złapać w drugim secie w pierwszej rotacji. Cieszę się jednak, że w porę się ocknęłyśmy i wygrałyśmy za trzy punkty, bez konieczności grania kolejnych setów.
◼ Monika LAMPKOWSKA: - Cieszy zwycięstwo w trzech setach, bo poza pierwszym, w którym miałyśmy kontrolę, dziewczyny odmieniły losy drugiego i zrobiło się nerwowo w końcówce. Już nie pamiętam do końca, jak to było, ale toWęgierki pomogły nam wygrać drugiego seta. Trzeba trochę popracować nad tym, żeby nie doprowadzać do takich sytuacji i nie psuć sobie nerwów. Nie wydaje mi się, żebyśmy robiły dużo błędów, tylko po prostu zaczęły nas podbijać. Te rozwiązania w ataku były bardziej czytelne. Trzeba jeszcze więcej cierpliwości zachowywać w tych momentach i tyle. Zwycięstwa budują pewność siebie, więc oby było ich jak najwięcej. Może i dobrze, że z każdym kolejnym spotkaniem zwiększa się trudność przeciwniczek. Chyba nigdy w życiu nie grałam przeciwko Łotwie.
