Potrzymaj sobie puchar, chłopaku!
To nie jest wcale tak, że Helweci pasują do doborowego ćwierćfinałowego towarzystwa jak kwiatek do kożucha.
Szwajcarzy to kraj z szanowanymi futbolowymi tradycjami, choć nigdy nie stali w pierwszym szeregu. Być może dlatego fakt, że znaleźli się w gronie ośmiu najlepszych drużyn świata to dla wielu okoliczność niespodziewana. Ostatni raz zdarzyło się to przecież w… 1954 roku, a wówczas grali u siebie (tamta przygoda skończyła się epickim 5:7 z Austriakami, mimo prowadzenia 3:0). Są silni i w dodatku regularni, bo dochodzą na ten wysoki szczebel w trzecim z czterech ostatnich wielkich turniejów.
Bidonem o ziemię
Zespół, który trenuje Murat Yakin, brat bliźniak duńskiego gwiazdora Hollywoodu, Madsa Mikkelsena*, przeżywał ciężkie chwile, jednak potrafił się z nich podnieść. Mecz z Kolumbijczykami obiektywnie był, delikatnie mówiąc, nudny, ale na mundialu chodzi o osiąganie celu, a nie kształtowanie wyobrażeń o futbolowym pięknie.
Faktem jest, że w trakcie regulaminowego czasu gry Szwajcarzy pokazali się od strony wyjątkowo zachowawczej i właściwie, można przyznać, oddali kontrolę nad przebiegiem gry Kolumbijczykom. Kamery uchwyciły nawet moment wściekłości trenera przed dogrywką: w pewnym momencie „Mikkelsen II”. ze złością cisnął o ziemię bidonem z wodą, by chwilę później zebrać piłkarzy i wykrzyczeć im w twarze motywującą przemowę, która – jak się zdaje - całkowicie zmieniła nastawienie zespołu przed dogrywką. Czyż również nie po to są selekcjonerzy? No właśnie.... Po spotkaniu rozluźniony trener Murat Yakin rzucił już żartem do dziennikarzy: „Nikt nie chciał słuchać mojego planu taktycznego przed meczem, ale zobaczcie – wszystko poszło dokładnie jak założyłem!”
Mads Mikkelsen, ykhm, Murat Yakin - po grze z Kolumbią. Fot. PAP/EPA
Ostatni karny w karierze
Emocje przyniosły karne, one zawsze są ich gwarantem, ale w ich trakcie Szwajcarzy przeżyli rzeczywiście ciężkie chwile. Niektórzy na tyle ciężkie, że musieli słyszeć jak… przez chwilę przestaje im bić serce. Opisuje te historie szwajcarski „Blick”. Obrońca Manuel Akanji karnego przestrzelił wręcz fatalnie, podobnie zresztą jak podczas ostatniego EURO. Wtedy Szwajcarzy mierzyli się w ćwierćfinale z Anglikami. Akanji zmarnował jedenastkę w pierwszej serii. Rywale byli bezbłędni aż do końca, więc miała wówczas kluczowe znaczenie. Teraz Kolumbijczycy byli bardziej litościwi… Gdy kurz po tym meczu opadł, obrońca wyjawił własne słowa wobec selekcjonera. - Powiedziałem Muriemu (Muratowi Yakinowi, przyp. aut), że to był już mój ostatni rzut karny w karierze. Był rzeczywiście katastrofalny! - zdradził dziennikarzom.
Akanji przyznał też, że złamał starą futbolowa zasadę: wtrakcie wykonywania „jedenastki” w ostatnim ułamku sekundy zmienił decyzję, w który róg uderzyć. Na dodatek lekko się poślizgnął. Efekty były katastrofalne: piłka w efekcie poleciała w kosmos, bo 4 metry nad bramką to już... przecież właśnie kosmos! To powód, że nie można dobrze spać do końca życia, ale wyobrażacie dźwigać w sobie takie powody aż dwa?!
Przyjaciele z boiska: Granit Xhaka (z lewej) i Breel Embolo mają teraz chwilę radości i satysfakcji przed starciem z Argentyną. Fot. PAP/EPA
Kapitana nerwy z granitu
To nie było jedyne dramatyczne wydarzenie przy okazji niewinnego konkursu jedenastek... Granit Xhaka całkowicie zignorował przedmeczowe ustalenia sztabu szkoleniowego dotyczące kolejności strzelców: według planu, miał podchodzić do piłki jako trzeci. Gdy jednak doszło do strzelania karnych, podszedł do trenera i zakomunikował mu, że idzie jako pierwszy, ponieważ „jako kapitan musi wziąć pełną odpowiedzialność na klatę w tak kluczowym momencie”. Karnego strzelił, ale gdyby się nie udało, owa klata zapadłaby mu się zapewne z trzaskiem niczym obrywający się w zeszłym roku szwajcarski lodowiec Birchgletcher (to było głośne wydarzenie w ścisłym tego słowa znaczeniu). Jednak Xhaka wytrzymał ciśnienie i chwała mu za to. Jednak, przyznajmy, ryzykował. Riposta w takim momencie zawsze jest taka sama: „Kto nie ryzykuje, nie pije szampana".
Stan używalności
Co dalej? Szwajcaria po raz pierwszy od 1954 roku zameldowała się w najlepszej ósemce globu i już przygotowuje się do hitowego starcia z Argentyną. Jak szwajcarscy eksperci oceniają szanse przeciw Lionelowi Messiemu i spółce? Szwajcarom sen z powiek spędza uraz Johanna Manzambiego, rewelacyjnego 20-latka, który spisywał się w trakcie tego turnieju wspaniale, ale w poniedziałek doznał urazu kolana i nie może grać. Wielka szkoda! Świat się może zawalić, to zawsze są przykre chwile. Manzambi nie miał jednak czasu załamywać rąk, bo były… zajęte. Koledzy z drużyny postanowili zadbać o jego humor: piłkarz pojawił się na murawie przed meczem z Kolumbią w specjalnym stabilizatorze kolana, trzymając w rękach... replikę Pucharu Świata zbudowaną w całości z klocków LEGO. Otrzymał ją od zespołu na pocieszenie. W redakcji „Sportu” wiemy co czuł, bo u nas stoi identyczna!
Argentyna? Trudno przeciw niej wymyślić jakiś szczególnie wybuchowy proch. Helweci zdają sobie sprawę, że na starcie ustawią się o pół metra za Argentyńczykami – w przeciwieństwie do nich musieli jeszcze rozegrać dogrywkę, więc priorytetem sztabu medycznego jest doprowadzenie wyczerpanych zawodników do stanu używalności.
Sposób gry Szwajcarów będzie zapewne opierał się na ostrożnej, skonsolidowanej defensywie - nad tym jak głębokiej brat Mikkelsena jeszcze się zapewne zastanawia, bo dwa ostatnie mecze Argentyńczyków udowodniły, że nie trzeba się przeciw Messiemu i spółce jedynie bronić, by marzyć o przetrwaniu. Szwajcarscy analitycy z pewnością zdążyli zauważyć, że wysoka obrona Argentyny gubi się nierzadko przy szybkich, przeszywających niczym miecz atakach z głębi pola. A Szwajcarzy mają idealnych piłkarzy, by stosować ten zamysł: skrzydłowych Dana Ndoye i Rubena Vargasa (to ten drugi wprawił w euforię Szwajcarów, wykonując ostatniego karnego z Kolumbijczykami i oszukując swego „nazwiśnika” – Vargasa, ale Camilo).
Jesteście lepsi od poprzedników!
Statystyki za Szwajcarią nie przemawiają; obaj ćwierćfinałowi rywale mierzyli się dotąd siedem razy; Helweci nigdy nie wygrali, dwa razy uszczknęli remisie. Ostatni raz obie drużyny spotkały się w w 1/8 finału mundialu w Brazylii w 2014 roku. Wtedy Argentyńczycy wygrali 1:0 po… dogrywce i golu niezapomnianego Angelo Di Marii. Jednak warto zauważyć, że obecna generacja Szwajcarów jest znacznie lepsza niż tamta, ma z pewnością więcej jakości. Nie jest więc ważne, że Szwajcaria według niektórych analityków ma jakieś 17 procent szans na przejście Albicelestes. Choćby to był jeden procent – trzeba wierzyć. Tylko wtedy można chwalebnie przejść do historii. Jak Republika Zielonego Przylądka.
Paweł Czado
____________________*taki żarcik. Nie są oczywiście braćmi, ale skóra zdjęta.
