Potopu nie było, ale nuda tak
Kiepski do oglądania remis w Częstochowie obaj trenerzy wzięli za dobrą monetę przed przyszłotygodniowym rewanżem w Sztokholmie.
Remis za wszelką cenę – taka była taktyka gości pod Jasną Górą. Fot. Grzegorz Misak/Pressfocus.pl
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
To nie było dobre widowisko, a nam zależy na oglądalności. Oczywiście tych, którzy zdecydowali się je oglądać, już od transmisji nie odgonimy, ale myślę, że nikt nie będzie latami wspominał tego wydarzenia – tak dosadnie skomentował pierwszy mecz 3. rundy eliminacji Ligi Konferencji, w którym Raków bezbramkowo zremisował ze szwedzkim Hammarby IF, prezes Rakowa Wojciech Cygan.
Identyczne opinie wyrazili na pomeczowej konferencji prasowej obaj trenerzy, stwierdzając, że mecz w Częstochowie „nie był wielkim widowiskiem”, że „przeciwnik był wymagający, ale niczym nie zaskoczył”, że ich drużyna „nie wykorzystała okazji do zdobycia bramki” oraz że „nie będą zdradzać taktyki” na mecz w Sztokholmie.
Załoga Kmicica
Faktycznie, w czwartek na stadionie przy Limanowskiego niewiele się działo, a godna zapamiętania była tak naprawdę tylko oprawa meczowa odwołująca się do wydarzeń z XVII wieku, czyli potopu szwedzkiego i historycznej obrony Jasnej Góry. Miejscowi fani wywiesili transparent „Załoga Kmicic”, a pomiędzy słowami znalazła się sylwetka historycznej postaci. Następnie odpalili race, które miały symbolizować obronę Jasnej Góry.
Tyle że ten pomysłowy plastycznie przekaz nijak się miał do tego, co działo się na boisku, bowiem Szwedzi z Hammarby nie przyjechali do miasta położonego nad Wartą ani nawiązywać do pamiętnego najazdu ich rodaków na Polskę z 1655 roku, ani zdobywać słynnego klasztoru, lecz aby nie przegrać meczu, nie stracić bramki, czyli postawić się w lepszej sytuacji przed rewanżem.
– Własne boisko i kibice mogą mieć decydujące znaczenie w naszej rywalizacji z Rakowem. Wiemy, że lepiej gramy u siebie i jesteśmy optymistycznie nastawieni przed rewanżem – zdradza ich trener Henrik Rydstroem.
Otwarta kwestia awansu
Medaliki również – poza pierwszym kwadransem, gdy stworzyli sobie dwie dobre okazje do objęcia prowadzenia – zaprezentowali dyspozycję i taktykę, by po prostu przetrwać do końca i nie przegrać. Cel nadrzędny przez obie ekipy został zrealizowany, choć jak to w piłce bywa – wszelkie tego typu koncepcje mogą okazać się zawodne. Niemniej obaj szkoleniowcy – znów zgodnie – nie przywiązują wagi do tego, co mówią piłkarskie doświadczenia, natomiast podnoszą, że w rywalizacji polsko-szwedzkiej dopiero skończyła się pierwsza połowa, a przed drugą odsłoną są optymistami.
– Kwestia awansu pozostaje otwarta – uważa Dawid Kroczek i zwraca uwagę, że Hammarby okazało się bardzo wymagającym rywalem. – Czujemy niedosyt, bo byliśmy bliżej zdobycia bramki niż przeciwnik. Zespół był bardziej odpowiedzialny niż w ostatnim meczu ligowym (przegranym 1:2 - przyp. red.) ze Śląskiem – przyznał trener Czerwono-niebieskich.
Trener Rydstroem podkreślał z kolei, że początkowo jego podopieczni mieli trochę problemów z długimi piłkami gospodarzy, w drugiej połowie Raków częściej był groźny po stałych fragmentach gry, a rezultat 0:0 jest obiecujący przed czwartkowym rewanżem w Sztokholmie.
Zgodny chór królewskich mediów
Także media Królestwa Szwedzkiego nie narzekały na wynik, choć na przykład „Expressen” stwierdził, że „w tym meczu spotkały się dwa równe zespoły i taki był końcowy wynik, lecz to gospodarze mieli więcej szans na zdobycie bramki”. Zdaniem serwisu Fotbollskanalen, pierwszy mecz nic nie dał poza poznaniem przeciwnika, więc gra dalej jest otwarta. Natomiast kanał telewizji publicznej SVT stwierdził że „Hammarby IF nie stworzył niebezpiecznych sytuacji i w sumie wymęczył remis, który jest korzystnym rezultatem przed rewanżem”.
Hajduk już czeka
Spotkanie rewanżowe rozegrane zostanie 13 sierpnia w Sztokholmie na stadionie 3Arena ze sztuczną murawą, o pojemności 30 tysięcy miejsc. Jeśli Raków przejdzie Hammarby IF, to w kolejnej rundzie prawdopodobnie zmierzy się z Hajdukiem Split, który wygrał na wyjeździe z Żalgirisem Wilno 5:2 i ma trzybramkową przewagę przed rewanżem.
Zbigniew Cieńciała
CZY WIESZ, ŻE...
Kibiców Rakowa może martwić fakt, że w drugim meczu zabraknie kluczowej postaci w obronie, Frana Tudora, który zszedł z boiska w 25 minucie. – Fran ma uszkodzony bark. Problem pojawił się już w meczu z Vallettą. W czwartek grał na lekach przeciwbólowych, mocno zatejpowany. To pokazuje jego nastawienie, bo finalnie nie musiał grać, ale chciał pomóc drużynie. Liczyliśmy się z tym, że w przypadku upadku może to być groźniejsze, więc niestety spodziewam się, że będzie miał dłuższą przerwę – wyjawił trener Dawid Kroczek.
