POSTAĆ KOLEJKI
KRYSTIAN GETINGER
„Getek” to w Mielcu ktoś więcej niż piłkarz. Fot. Marta Badowska/PressFocus
Czułem się, jakbym dostał mokrą szmatą w twarz – takimi słowami opisywał swoje zeszłoroczne pożegnanie ze Stalą Krystian Getinger. Mielczanin, klubowy wychowanek – jak sam stwierdził na podstawie wyliczeń lokalnego statystyka – zagrał dla zespołu ok. 450 meczów. Po różnych, raczej krótkich wojażach wrócił do drużyny w 2013 roku i reprezentował jej barwy ciągiem przez 12 lat, wprowadzając do ekstraklasy. Grał tam zresztą z powodzeniem, jego lewa noga i bite nią stałe fragmenty siały zagrożenie. Kiedy jednak Stal spadła, Getingera – kapitana, postać pomnikową – pożegnano w kontrowersyjny sposób.
– Gdy dowiedziałem się, że podobno trener (Ivan Djurdjević – red.) mnie nie chce, nie mieliśmy już żadnego kontaktu z prezesem. Żadnych podziękowań i tak dalej. Gdy rozmawialiśmy ostatni raz, obiecywał huczne pożegnanie w jednym z lokali, ale dodał, że dziwnie będzie, jak przyjadę w barwach innego klubu i na tym się skończyło. Pytano o to trenera. Powiedział, że przecież wszedłem z Radomiakiem na ostatnie 30 minut i to było moje pożegnanie… Tyle że nikt nie wiedział, że to mój ostatni występ w barwach Stali. Czułem, jakbym dostał mokrą szmatą w twarz. Ale na Stal się nie obrażam – mówił w zeszłym roku.
Mielczanie po spadku musieli uważać... by jeszcze raz nie spaść. Dokonując kolejnej letniej przebudowy – odezwano się do Getingera. Po roku w Stalowej Woli blisko 38-letni lewy obrońca wrócił na stare śmieci i gdy wskoczył do składu, od razu – rzecz jasna – założył opaskę kapitana. Kiedy Stal ograła w weekend Polonię Bytom 5:2, weteran zdobył bramkę (z karnego) i dorzucił do tego dwie asysty – oczywiście dośrodkowująclewą nogą.
(PTub)
