Poprawki po przymiarce

W Łodzi mieszane uczucia po inauguracji pierwszoligowego sezonu.

Marcel Błachewicz z dobrej strony pokazał się w meczu z Pogonią Siedlce. Fot. Artur Kraszewski/Pressfocus.pl

ŁKS ŁÓDŹ 

Piłkarzom ŁKS zdawało się, że przejadą przez Siedlce rozpędem, którego nabrali w wiosennym meczu z Pogonią, wygranym 4:0. Strzelcy goli Mateusz Wysokiński, Fabian Piasecki i Andreu Arasa (czwarta bramka była samobójcza) są nadal w składzie, ale to nie oni uratowali Łodzianom remis.

Sprawdza się wszędzie

Spośród siedmiu debiutantów na boisku (łącznie z rezerwowymi), z najlepszej strony przedstawił się Marcel Błachewicz. 23-letni piłkarz znany na Śląsku (ale nie Ślązak, chociaż ostatnio grał w GKS Tychy), już pięć lat temu debiutował w ekstraklasie w zespole Wisły Płock, ale potem „dokształcał się” jeszcze w I lidze w Niecieczy i w Tychach. Przydał się jednym i drugim. Był podstawowym zawodnikiem tych zespołów, zaliczając przez cztery sezony 114 oficjalnych spotkań, a do tego w każdym sezonie zdobywał po trzy bramki, bo nie jest to obrońca tylko od przeszkadzania, a raczej skrzydłowy, włączający się przy każdej okazji do ataku. Tak było i w Siedlcach, gdy nadążył za akcją kolegów i wykończył ją celnym strzałem. Co z tego, że podobno piłkę musnął też goniący go obrońca Pogoni Jakub Barczak (z rezerw Górnika), który też debiutował w Pogoni i w I lidze? Nawet jeśli tak było, to nie miał on żadnego wpływu na przebieg tej akcji. Taka hiperpoprawność dokumentalistów nie może się podobać. Nie odbierajmy zasług i radości temu, który do remisu doprowadził, a VAR niech się zajmie innymi problemami.

Wygrana rywalizacja

Trener Pogoni Adam Nocoń czuł się rozczarowany remisem. W pamięci została mu zapewne tylko pierwsza połowa, bo w drugiej jego drużyna była niewidoczna. O niedosycie mówił też po meczu Grzegorz Szoka z ŁKS. - Mieliśmy przewagę w drugiej połowie, ale zabrakło skuteczności i wykorzystania stałych fragmentów – żalił się.

Moja mama była krawcową, więc wiem, co to znaczy „fastryga” – to prowizoryczny szew przed przymiarką. Tak wyglądał w Siedlcach ŁKS: niby wszystko pasuje, ale jeszcze nie jest dobrze zszyte. Tu wrócić trzeba do tych siedmiu debiutantów. Wszyscy to zawodnicy z ligowym doświadczeniem,  tacy na przykład jak Karol Podliński, który jeszcze w maju grał w Pogoni albo Michał Kaput, znany przecież nie tylko w Radomiu. Były efektowne i groźne akcje, Łodzianie strzelali groźniej i częściej niż rywale, ale czegoś jeszcze w dopasowaniu nowych i starych elementów brakuje.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że nowi wygrali rywalizację z „rezerwistami” z własnej akademii, bo z całej armii dublerów w Siedlcach grał tylko Krzysztof Fałowski, a Lenard Szczygieł siedział na ławce. Pokaźna jest za to lista tych, co z rezerw ŁKS w ostatnim czasie ruszyli w Polskę: właśnie zrezygnowano z dobrze zapowiadającego się będącego już po debiucie w ekstraklasie Antoniego Młynarczyka (odszedł do Warty), a wcześniej ŁKS II opuścili między innymi Jędrzej Zając, Hubert Idasiak, Przemysław Iwańczyk, Lamine Coulibaly (kadra młodzieżowa Mali), Mateusz Wzięch,  Oliwier Sławiński, Mikołaj Lipień, Jakub Pawłowski… Sprawdzianem rozwoju ich umiejętności będzie powrót z wypożyczeń do Łodzi.

Klasyk w domu

Premierą sezonu w Łodzi będzie teraz kultowy dla Łodzian „klasyk” z Polonią Bytom, rozgrywany od 1951 roku, gdy Polonia była Ogniwem, a ŁKS Włókniarzem. Młodzi pewnie nie wiedzą, że w 1954 roku Polonia była mistrzem, a ŁKS – wicemistrzem. Cztery lata później było odwrotnie: ŁKS poradził sobie ze śląską koalicją z Polonią na czele, która skończyła sezon na drugim miejscu. Krawcy w łódzkim sztabie szkoleniowym mają jeszcze kilka dni na to, by ten garnitur leżał jak trzeba.

Wojciech Filipiak

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się