„Pogi” pobił rekord „Pirata”
Tadej Pogacar wygrał już piąty etap w tej edycji Tour de France i umocnił się na pozycji lidera. Finałową, kultową wspinaczkę pokonał szybciej niż słynny Marco Pantani.
Słoweniec znowu dokonał czegoś niemal niemożliwego. Fot. PAP / EPA
Alpe d'Huez to nie tylko jedna z największych stacji narciarskich w Alpach, ale także jeden z symboli największego wyścigu na świecie. O podjeździe, który zaczyna się w miejscowości Le Bourg-d'Oisans i liczy 21 zakrętów, słyszeli wszyscy fani kolarstwa. Tysiące z nich w piątek oklaskiwało tam kolarzy. Przybyli z całego świata, żeby szczelnie wypełnić przestrzeń przy trasie. Docierali nawet kilka dni wcześniej, a czas oczekiwania na zawodników wypełniali zabawą. Zostaną przynajmniej do soboty, bo także tego dnia etap Wielkiej Pętli zakończy się w tym miejscu.
Tour de France po raz pierwszy zawitał na Alpe d'Huez w 1952 roku, a wygrał wtedy wielki włoski mistrz Fausto Coppi. Dopiero blisko ćwierć wieku później drugi raz wyznaczono w tym miejscu metę etapu, ale od tego momentu uczestnicy Wielkiej Pętli bywają tam regularnie. Z czasem zaczęto nazywać je Górą Holendrów, bo do roku 1989 większość rozgrywanych odcinków wygrywali właśnie kolarze z Niderlandów. Co ciekawe, od tamtej pory już jednak nie cieszyli się ze zwycięstwa.
Każdy zakręt ma patrona – 21. Coppiego, 1. jego rodaka Giuseppe Gueriniego, który wygrał tu w 1999, kiedy rywalizowano tu po raz 21. Potem triumf (dopingowy – jak się później okazało) odniósł Amerykanin Lance Armstrong, więc dopisano go do legendarnego Włocha. Teraz ścigano się na tym podjeździe po raz 32., Pogacar będzie miał zatem tabliczkę na zakręcie nr 11 – razem z wielkim francuskim mistrzem Bernardem Hinault.
Włoch Marco Pantani zwyciężał tu dwukrotnie (1995 i 1997), za pierwszym razem pokonując ten liczący 13,8 km podjazd o średnim nachyleniu 7,9 proc. w czasie 36 minut i 50 sekund. Od tego czasu kolarze 12 razy wspinali się na Alpe d'Huez (1835 m n.p.m.), ale dopiero teraz, po ponad 30 latach, właśnie mistrzowi świata ze Słowenii udało się pobić ten niebotyczny wynik. I to o ponad minutę!
Piąte zwycięstwo w tej edycji nie przyszło mu tak łatwo jak poprzednie. Jego UAE Team Emirates-XRG nie jest już tak mocny jak podczas dwóch pierwszych tygodni, bo osłabiła go choroba (z tego powodu jeden z kolegów nawet się wycofał). Ekipie Pogacara w pogoni licznej i silnej ucieczki dnia pomogła jednak drużyna Red Bull-BORA-hansgrohe, a kiedy rozpoczęła się finałowa wspinaczka, Austriak Felix Grossschartner mocnym tempem znacząco zmniejszył grupę, przygotowując atak Słoweńcowi. Ten zaraz potem przyspieszył, mając wtedy około trzech minut straty do prowadzących. Później skorzystał jeszcze z pomocy Brytyjczyka Adam Yatesa i wyprzedzał kolejnych uciekinierów, a tego ostatniego, zwycięzcę poprzedniego etapu Ekwadorczyka Richarda Carapaza (EF Education-EasyPost) „złapał” dopiero nieco kilometr przed metą. Na kole miał jeszcze Francuza Lenny'ego Martineza (Bahrain Victorious) i przez moment wydawało się, że ta trójka powalczy o zwycięstwo. Pogacar jednak do tego nie dopuścił i ostatecznie odjechał rywalom.
– Wspaniale jest tu wygrać. Atmosfera na finałowym podjeździe była niesamowita – przyznał lider, który zwycięstwo zadedykował kolegom z drużyny. – Na najtrudniejszym etapie wyścigu zrobimy to, co każdego dnia: będziemy trzymać się razem i damy z siebie wszystko – zapowiedział. W sobotę faktycznie będzie co jechać, jak mówią kolarze: ponad 170 km w Alpach z trzema premiami górskimi poza kategorią, kolejno Col de la Croix de Fer, Col du Galibier (2631 m n.p.m.!) i Col de Sarenne, a na koniec znowu Alpe d'Huez, tyle że w skróconej wersji. – Jutro wszystko powinno się rozstrzygnąć – dodał Słoweniec, który w niedzielę w Paryżu powinien świętować piąty triumf w Tour de France.
19. etap, Gap - Alpe d'Huez (127,9 km):
1. Tadej Pogacar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) 3:17.572. Lenny Martinez (Francja, Bahrain Victorious) strata 6 s
3. Richard Carapaz (Ekwador,EF Education-EasyPost) 9 ... 97. Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS) 28.39, 144. Kamil Gradek (Bahrain Victorious) 31.23.
Klasyfikacja generalna:
1. Pogacar 67:53.002. Remco Evenepoel (Belgia, Red Bull-BORA-hansgrohe) 7.11
3. Isaac del Toro (Meksyk, UAE Team Emirates-XRG 9.42 ... 110. Kwiatkowski 4:35.33, 159. Gradek 5:37.29.
(gak)
Pomarańczowa dominacja
Holender Julian Vergouw (Metec-Solarwatt) wygrał w piątek w Teresinie trzeci etap wyścigu Dookoła Mazowsza. Zawodnicy z Niderlandów nadawali ton walce na trasie, ale lider klasyfikacji Michał Pomorski obronił żółtą koszulkę.
Na finiszu Vergouw wyprzedził rodaka Simona den Brabera (Volharding) i Czecha Ondreja Pokornego (Tufo Pardus Prostejov). Piąte miejsce zajął Ksawier Garnek z zespołu Mazowsze Serce Polski, jedyny Polak w ucieczce, która dotarła do mety osiem sekund przed główną grupą. Przyprowadził ją kolejny Holender Johan Dorussen (Metec-Solarwatt).
Wszystkie trzy lotne premie wygrał Den Braber i dzięki temu objął dzięki temu prowadzenie w klasyfikacji aktywnych. W „generalce” nie doszło do zmian w czołówce, bo wszyscy uczestnicy udanej akcji mieli przed startem półtoraminutową stratę do lidera. Jadący z żółtej koszulce Pomorski i jego koledzy z czeskiejdrużyny ATT Investments starali się kontrolować wyścig, ale nie zdołali doprowadzić do zlikwidowania ucieczki.
Po trzech etapach Polak ma nadal trzy sekundy przewagi nad Estończykiem Raitem Armem (Energus) i 15 nad Niemcem Jonathanem Rottmannem (Lotto Kern-Haus Outlet Montabaur), który do ostatniego etapu ruszy w białej koszulce najlepszego młodzieżowca. Czwarty i ostatni odcinek tegorocznego Dookoła Mazowsza prowadzić będzie trasą okrężną w okolicach Kozienic.
