Podbić serca stolicy!

Czy Polacy sięgną po czwarte złoto z rzędu? Czy impreza nie okaże się frekwencyjną klapą? To najczęściej zadawane pytania przed sobotnimi zawodami na PGE Narodowym.

Żużlowcy w Warszawie - to nie zdarza się zbyt często! Fot. Marcin Karczewski/PressFocus

DRUŻYNOWY PUCHAR ŚWIATA

Rozgrywane od 2015 (z pandemiczną przerwą na lata 2020-21) roku turnieje cyklu Grand Prix w stolicy może nie należały do najbardziej emocjonujących w sezonie, zdarzały się także problemy z torem, a w premierowej edycji również z taśmą startową, ale obok rozgrywanej na Millenium Stadium w Cardiff rundy były papierkiem lakmusowym rozgrywek, czymś czym organizatorzy lubili się chwalić w swoim portfolio. Kibice traktowali to jako święto speedwaya, zjeżdżali się ze wszystkich żużlowych miast, wypełniając trybuny niemalże tak szczelnie jak podczas meczów piłkarskiej kadry.

Frekwencyjne obawy

Czy tak samo będzie w przypadku drużynówki? Tu pojawiają się wątpliwości, a biorąc pod uwagę jak zintensyfikowane zostały w ostatnich tygodniach działania promocyjne imprezy we wszystkich żużlowych ośrodkach oraz podjęto akcje z rozdawaniem biletów mieszkańcom Warszawy, można mieć uzasadnione obawy, czy w sobotę frekwencja będzie satysfakcjonująca. W przypadku totalnej klapy może być to niestety ostatnia impreza żużlowa na Narodowym, a to z pewnością wpędziłoby wymierającą poza polskimi granicami dyscyplinę w jeszcze większą otchłań. Koniec wakacji, gdy w ogromnej liczbie gospodarstw domowych myśli skupione są przede wszystkim na szkolnych wyprawkach, też raczej nie sprzyja najazdowi fanów na stolicę.

Tor do ścigania?

Dla tych, którzy zdążyli poznać smak rywalizacji na Narodowym podczas dziewięciu turniejów Grand Prix, magnesem z pewnością nie jest sztuczny tor, który przeważnie nie sprzyja walce na dystansie, a o kolejności na mecie w przeszłości zbyt często decydował start. Zawodnicy, którzy brali udział w tegorocznej próbie toru, zapowiadają jednak, że tym razem mijanek nie powinno zabraknąć, ale czy faktycznie tak będzie, przekonamy się w sobotę. - Pogoda sprzyja temu, aby wszystko szło dobrze. Prace rozpoczęliśmy już w tamten piątek od wymierzenia toru i dopasowania go do stadionu. Następnie postawiliśmy ogrodzenie i zwoziliśmy materiał, który na co dzień był w magazynie w starej FSO. Sprowadziliśmy ponad cztery tysiące ton materiału. To specjalna mieszanka wyprodukowana w Anglii, która trafiła do Warszawy wiele lat temu – opowiadał przed kamerami Eurosportu odpowiedzialny za przygotowanie nawierzchni Ole Olsen.

Żelazna piątka?

Wydaje się, że teoretycznie trener żużlowej kadry, Stanisław Chomski, postawił na najlepszą w tym momencie piątkę zawodników, choć tylko wybór Bartosza Zmarzlika wydaje się oczywisty. Dominik Kubera zawodzi w Grand Prix, ale bardzo dobrze spisał się podczas próby generalnej, czyli w meczu z Australią w Rybniku (41:49). Patryk Dudek problemy z początku sezonu wydaje się mieć za sobą i już wiele razy pokazał, że można na niego liczyć. Maciej Janowski to wciąż duże nazwisko, a do tego gwarant ściągnięcia sporej grupy fanów na trybuny. Najwięcej wątpliwości można było mieć przy nominacji dla wyjątkowo chimerycznego Kacpra Woryny. Kto miałby jednak wystąpić zamiast zawodnika Motoru Lublin? Bracia Pawliccy od lat zawodzą w ważnych wydarzeniach. Maksyma Drabika występy w reprezentacji nie interesują. Wielu uważa, że w kadrze powinno znaleźć się miejsce dla 16-letniego Maksa Pawełczaka, młodzieżowego mistrza Polski, uznawanego za największy polski talent młodego pokolenia, którego dodatkowym atutem jest inteligencja poza torem oraz umiejętność radzenia sobie na różnych nawierzchniach. - Korzystam z doświadczeń zawodników, którzy jechali z „dzikimi kartami" w Grand Prix. Wszyscy powtarzali mi to samo: trenerze, to nie jest liga, nie ma zmiłuj. Oszczędzajmy zatem jeszcze Maksymiliana. To nasza wielka nadzieja. W niedługim czasie zasili reprezentację seniorską. Jestem zwolennikiem teorii, że na wszystko jest czas – odpowiedział selekcjoner na pytanie dotyczące braku powołania dla juniora Polonii Bydgoszcz.

Ukochana impreza

Polscy fani czekali na tę imprezę trzy lata, ponieważ decyzją światowych władz od 2023 roku żużlowa drużynówka w tym formacie odbywa się właśnie z taką częstotliwością. Od 2018 miał ją zastąpić Speedway of Nations, ale ponieważ impreza wyjątkowo nie przypadła do gustu fanom znad Wisły, z których zdaniem trzeba się liczyć, próbą rozsądnego kompromisu było przeprowadzanie jej zamiennie z DPŚ.

Tegoroczna edycja zapowiada się niezwykle emocjonująco, ponieważ na wyjątkowo mocne i wyrównane składy mogą liczyć Australijczycy i Duńczycy. Na rolę outsidera w obliczu kontuzji Dana Bewleya wydają się skazani Brytyjczycy. Będący w świetnej formie Robert Lambert to trochę za mało, aby podjąć walkę z najlepszymi na świecie, ale na jednorazowym torze, który dla wszystkich będzie pewnego rodzaju zagadką, niespodzianki, a nawet sensacje całkowicie wykluczone jednak nie są.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się