Podbeskidzie wciąż czeka

Gospodarze słabo rozpoczęli spotkanie z Lechią Gdańsk, ale później instynktem snajperskim dwukrotnie błysnął Lucjan Klisiewicz.

Toki Hirosavia w akcji podczas meczu Podbeskidzia z Lechią. Fot. Krzysztof Dzierżawa/PressFocus

Mecz rozpoczęła minuta ciszy ku pamięci Mateusza Bąka. 43-latek, który zmarł przed tygodniem, był legendą Lechii, a latem 2011 roku trafił do Podbeskidzia, gdy klub po raz pierwszy awansował do ekstraklasy.

Uciekanie, odrabianie

Spotkanie od początku toczyło się pod dyktando gości, którzy w tym sezonie ponieśli dwie porażki, nie zdobywając nawet gola. W szeregach Lechii niezwykle aktywny był Camilo Mena, który w 9 minucie oddał groźny strzał na bramkę Podbeskidzia, a potem dwie dobre okazje miał Bakary Sonko.

Trafienie otwierające wynik padło w 35 minucie, gdy po akcji lewą stroną boiska defensywa gospodarzy zbyt krótko wybiła piłkę, do której dopadł Igor Bambecki i precyzyjnym strzałem w kierunku dalszego słupka pokonał Szymona Brańczyka.
Stracona bramka zamiast podciąć skrzydła Podbeskidziu, zmobilizowała zespół do odważniejszych ataków. Jeszcze przed przerwą Daniel Pietraszkiewicz dograł piłkę z rzutu rożnego na piąty metr, a w polu karnym najlepiej odnalazł się Lucjan Klisiewicz, doprowadzając do remisu. Po zmianie stron spotkanie wyrównało się, a kolejny gol padł dopiero w 80 minucie, gdy Toki Hirosawa posłał wrzutkę na głowę Klisiewicza, a ten strzałem głową pod poprzeczkę wyprowadził Podbeskidzie na prowadzenie.

Radość kibiców trwała cztery minut. Tomasz Wójtowicz uderzył zza pola karnego, a piłka wpadła do siatki obok bezradnego Brańczyka.

Kwestia braku sił

- Uważam, że byliśmy lepszą drużyną na boisku. Brakowało nam jakościowych zmian, gdy zaczęło brakować sił około 70 minuty - ocenił przebieg spotkania trener Lechii Władysław Łupaszko. Na konferencji szkoleniowiec był pytany m.in. o brak Iwana Żelizki i można było odnieść wrażenie, ze kapitan wymusza odejście z klubu.
- Niby nie przegrywamy, ale też nie wygrywamy i za każdym razem nam czegoś brakuje. Lechia, póki miała siły, była zdecydowanie lepsza. My jako zespół w drugiej połowie wyglądaliśmy lepiej, przeprowadziliśmy w przerwie zmiany i one dały nam impuls – ocenił Marcin Włodarski, który miał uwagi do zespołu, bo w końcówce i przy bramce na remis jego zespół powinien zachować się lepiej. - Wiemy, jaki mamy początek sezonu, chcieliśmy wygrać u siebie, bo zaraz kolejne wyjazdy, ale nie udało się zrealizować celu - przyznał szkoleniowiec Górali, którypotwierdził, że klub finalizuje - zapowiadane od miesiąca - pozyskanie Michała Matysa z Zagłębia Lubin.

Bartłomiej Kawalec


Ocena meczu HH
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lechia Gdańsk 2:2 (1:1)
0:1 - Bambecki, 35 min, 1:1 - Klisiewicz, 41 min (głową), 1:2 - Klisiewicz, 80 min (głową), 2:2 - Wójtowicz, 84 min
PODBESKIDZIE: Brańczyk - Kasperkiewicz (46. Gach), Biernat, Sochań - Pietraszkiewicz (62. Hirosawa), Urynowicz, Słomka (82. Smoliński), Sewerzyński, Kolanko (46. Sitek) - Szykawka (62. Martosz), Klisiewicz. Trener Marcin WŁODARSKI.
LECHIA: Wierauch - Kopasek, Madej, Ziółkowski, Malov (90. Rogoz) - Mena, Neugebauer, Wójtowicz, Bambecki (74. Górski) (90. Danielewski) - Adkonis, Sonko. Trener Władysław ŁUPASZKO.
Sędziował Sebastian Krasny (Kraków). Widzów 4216. Żółte kartki: Kasperkiewicz, Gach, Sewerzyński.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się