Pod wrażeniem Polski
Rozmowa z Adamem Benhammoudą, dziennikarzem francuskiej gazety La Marseillaise
Kapitan AS Monaco, Denis Zakaria, w starciu z Peterem Federico z Górnika. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
- Monaco jest w tej chwili w przebudowie, bo straciło kilku bardzo ważnych graczy - choćby Akliouche, Bambę czy bocznego obrońcę Henrique. Pokazują się za to inni zawodnicy, jak zdobywca trzeciej bramki w meczu z Górnikiem, Paris Brunner (20 lat – przyp. red.), który był najskuteczniejszym strzelcem drużyny w letnich sparingach. Co do polskiego zespołu, to spodziewałem się słabej drużyny, ale tak nie było. Zobaczyłem kilku ciekawych graczy, jak choćby Petera Federico. Z tego co się zorientowałem, to pozyskano latem kilku ciekawych graczy, więc w rewanżu może być niebezpiecznie dla gospodarzy. Górnik to ciekawy zespół.
Monaco ma duże ambicje w tym sezonie?
- To drużyna, która z jednej strony może wznieść się na wyżyny, a z drugiej całkowicie zawieść, co pokazała choćby jej rywalizacja z PSG w poprzednim sezonie w Ligue 1. Są tam spore oczekiwania, bo mają drugi najwyższy budżet w lidze, choć sytuacja finansowa francuskich klubów pogorszyła się po wycofaniu wpływów z telewizji. W poprzednich rozgrywkach Monaco zawiodło (skończyło na 7. miejscu, cudem ratując europejskie puchary – przyp. red.).
Jaka jest silna strona?
- Przede wszystkim środek pola, gdzie są Camara i Zakaria (odpowiednio reprezentanci Senegalu i Szwajcarii – przyp. red.). To najrówniej grający zawodnicy w poprzednim sezonie, a zespół w każdym spotkaniu może na nich liczyć. Lamine Camara strzałem z dystansu zdobył ładną bramkę w pierwszym meczu z Górnikiem. Jest natomiast wiele znaków zapytania w defensywie i w ataku.
Górnik raczej nie może oczekiwać takiej atmosfery jak w Stambule na meczu z Fenerbahce, kiedy szalało 50 tysięcykibiców...
- Monaco pod względem kibicowskim jest na jednym z ostatnich miejsc w lidze francuskiej. Stadion będzie w połowie pusty. Myślę, że kibice Górnika, którzy wejdą na stadion, będą głośniejsi od miejscowych fanów. Zespół z Księstwa nie może polegać na wsparciu kibiców, bo jest ich niewielu.
W weekend był pan na meczu Śląska z Widzewem. Jakie spostrzeżenia?
- W Polsce jestem pierwszy raz. Ciekawi mnie, jak to wygląda od strony atmosfery na stadionach. Nie miałem wielkich oczekiwań, ale jestem pod wrażeniem! Zarówno tego, jak to wyglądało w Zabrzu tydzień temu i jak było we Wrocławiu. Bez względu na sytuację na boisku - a i w jednym, i w drugim spotkaniu gospodarze przegrywali - kibice jak mogą wspierają swoją drużynę. Śląsk miał trudne chwile z zespołem z Łodzi, bo przegrywał dwiema bramkami, a mimo to fani ciągle wspierali swoich ulubieńców. We Francji w większości wypadków, kiedy drużyna przegrywa, to fani milkną. Może tylko w Lens i w St. Etienne - klub, któremu na co dzień kibicuję - jest jak u was.
Dlaczego zdecydował się pan na przyjazd do Polski?
- Chciałem zobaczyć, jak to wygląda od środka. Jeden z moich przyjaciół spędził w Polsce pół roku, był w Krakowie i wypowiadał się w samych superlatywach o tym, jaka panuje atmosfera na trybunach. Zdecydowałem się więc przyjechać i zobaczyć wszystko na własne oczy.
Co pan powie o poziomie?
- Mecz Górnika z Monaco był, myślę, dobrym odnośnikiem. Monaco, choć w przebudowie, było i technicznie, i fizycznie lepiej wyglądającą drużyną. Poziom jest niższy niż we Francji. We Wrocławiu widziałem sporo taktycznych błędów, pomyłek w defensywie. Było za to sporo walki, zaangażowania; co rzuca się w oczy: zespoły i zawodnicy chcą. To są ciekawe rozgrywki z zawodnikami z wielu części świata. We Francji wiele lat temu też była taka sytuacja, teraz kluby mają duże pieniądze i stać je na sprowadzanie bardzo dobrych graczy. Wydaje mi się, że w Polsce to też idzie w tym kierunku. To miejsce, gdzie można się rozwinąć i pokazać. We Francji grali przed laty tacy zawodnicy, jak Kamil Grosicki, Kamil Glik i rozwinęli się. W Polsce to zmierza też w tę właśnie stronę.
Wybiera się pan do Krakowa na derby Wisły z Wieczystą. Słyszał pan, że chuligani zabili tam kibica innego klubu?
- Przykra historia i smutno o tym słyszeć i rozmawiać. We Francji jest taki problem, bo jest bardzo słaba komunikacja pomiędzy zawodową ligą a grupami ultras, jednak nie zdarza się, że ktoś ginie, bo dopinguje inną drużynę. Przypomina mi się tylko śmierć kibica Toulouse przed wielu laty, ale było to w Serbii, podczas meczu pucharowego (w 2009 roku 28-letni kibic Toulouse FC, Brice Taton, został zamordowany przez bandytów spod znaku Partizana Belgrad – przyp. red.). Słyszałem historie o naszych kibicach St. Etienne, którzy byli atakowani w Lyonie, ale jak mówię – nikt nikogo nie zabija.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Adam Benhammouda. Fot. własne
