Pod peleryną niewidką

Na razie Maja gra głównie z miejsca, jeszcze nie może biegać z pełną intensywnością – kulisy rezygnacji finalistki Rolanda Garrosa z kolejnego turnieju zdradza jej trener Jaroslav Machovsky.

Jaroslav „Bob” Machovsky kilka razy podchodził do swojej podopiecznej, coś jej tłumacząc... Fot. Tomasz Mucha

Nie ma szczęścia Maja Chwalińska. Ledwo co została bohaterką polskiego sportu, gdy podbiła tenisowy świat w Paryżu - jako pierwsza w historii wielkoszlemowego Rolanda Garrosa z kwalifikacji dotarła aż do finału! - a znów dopadła ją kontuzja. Kłopoty zdrowotne w karierze 24-letniej sportsmenki to właściwie chleb powszedni, ale kostka skręcona w pierwszej rundzie Wimbledonu 29 czerwca po raz pierwszy wzbudziła tak ogólnonarodową troskę o los bezpretensjonalnej dziewczyny z Bielska-Białej, która na przełomie maja i czerwca poruszyła polskie serca.

Najświeższy uraz sprawił, że Chwalińska wycofała się z dwóch lipcowych turniejów na swojej ulubionej nawierzchni - mączce: w Jassach w Rumunii oraz w Hamburgu. „Mimo wyraźnej poprawy stanu zdrowia i postępów w rehabilitacji kostki, po konsultacjach z zespołem medycznym podjęta została decyzja o kontynuowaniu leczenia i wstrzymaniu powrotu do rywalizacji. Obecnie najważniejszym celem pozostaje pełne wyleczenie urazu oraz bezpieczny powrót do gry na najwyższym poziomie” - to fragment oświadczenia klubu Chwalińskiej, BKT Advantage Bielsko-Biała.

Bez pełnej intensywności

W deszczową środę sami odwiedziliśmy miejsce, w którym nasza druga rakieta trenuje na co dzień i przygotowuje się do kolejnych startów, by sprawdzić, jak się czuje.

„Załapaliśmy” się na ostatnie chwile treningu na krytym korcie z nawierzchnią typu hard. Maja, pod czujnym okiem trenera Jaroslava Machovskiego, rozgrywała mocne wymiany ze sparingpartnerem, Petrem Hajkiem, byłym tenisistą (najwyżej 759. w rankingu ATP). „Bob” Machovsky kilka razy podchodził do swojej podopiecznej, coś jej tłumacząc...

- To był dobry trening – ocenia doświadczony czeski  szkoleniowiec. - Wprowadzamy już trochę więcej gry, ale jeszcze bez pełnej intensywności biegowej. Intensywność samego uderzania już była, natomiast staramy się ograniczać bieganie. Nadal musimy pracować nad grą w ruchu. Na razie Maja gra głównie z miejsca i porusza się tylko w ograniczonym zakresie, jeszcze nie może biegać na sto procent. Potrzeba po prostu więcej czasu; rehabilitacja i fizjoterapia wciąż trwają.

Prezes nie tak atrakcyjny

W tętniącym wakacyjnym życiem pięknym ośrodku w bielskim Parku Rosta właśnie spora grupa gwarnych dzieciaków z tenisowych półkolonii z hukiem wpakowała się do klubowej świetlicy na obiad. Wpatrzone w talerze przyszłe – oby! - gwiazdy polskiego sportu nawet nie zauważyły, jak niewiele wyższa od nich idolka przemknęła z jednego pomieszczenia treningowego do drugiego – siłowni. Zadanie zresztą miały utrudnione - gdyby mogła, Maja zapewne założyłaby na siebie pelerynę niewidkę...

Skromność Chwalińskiej jest dobrze znana i paryski fajerwerk niewiele tu zmienił. Tenisistka sprawia wrażenie maksymalnie skupionej na swojej robocie, jakby miała świadomość, że aktywność „medialno-reklamowa” w ostatnich tygodniach wyssała z niej masę energii, a najważniejszy wciąż jest czas na pracę. Ten czas zaś ucieka...

- Tak, Maja się nie rozprasza. Myślę, że najlepiej z nas wszystkich potrafi się „wyłączyć”, co jest super, a my staramy się ją po prostu odciążyć i chronić. Możecie rozmawiać tylko ze mną. Ja wiem, że jestem dużo mniej atrakcyjny, ale już trudno. Przeżyjemy – menedżer Chwalińskiej i prezes BKT Advantage w jednej osobie, Piotr Szczypka, potrafi być dla dziennikarzy bezwzględny.

Dwie duże marki

Prezes dodaje: - Odmawiam udziału Mai w wywiadach, zaproszeniach na kolacje i innych tego typu aktywnościach, bo nie starczyłoby na to doby. Jej kariera nie skończyła się na Paryżu, ona chce znów normalnie trenować i przygotować się do kolejnych turniejów - podkreśla.

Telefon Szczypki również dzwoni już nieco rzadziej niż dotąd, kiedy praktycznie nie milkł. On i jego prawnicy dopinają właśnie umowy ze sponsorami, zarówno tymi strategicznymi („to będą naprawdę duże marki”), których logo będzie na strojach Chwalińskiej – a takie marki mogą być tylko dwie, jak i tymi pomniejszymi, widocznymi w internecie i w social mediach.

Czy się dogadają

Pytana po sukcesie w Paryżu, na co wyda zarobione pieniądze (około 6,5 miliona zł brutto), Chwalińska zapowiadała, że część na pewno przeznaczy na zatrudnienie nowego członka swojego sztabu, fizjoterapeuty. Taki „ktoś” już się pojawił, ale na razie jest „testowany”.

- Maciek Ryszczuk, z którym od roku współpracujemy, zaproponował kogoś. To jest sprawa, która aktualnie się dzieje. Staramy się, by prewencja przed kontuzjami Mai była na wyższym poziomie. Chcemy, by ktoś nowy pracował z Mają więcej, poznał, co jest potrzebne jej mięśniom i stawom oraz dogadywał się z Maćkiem, bo to się łączy z jego treningiem – mówi Machovsky.

- To jest nowa znajomość, więc trzeba się zapoznać i sprawdzić, czy się dogadają, bo będą spędzać razem dużo czasu – dodaje Szczypka.

W sierpniu, za oceanem

Chwalińska do rywalizacji w cyklu WTA Tour ma wrócić na początku sierpnia, już za oceanem – na kortach twardych. - Najpierw „tysięczniki” w Toronto, później w Cincinnati. Czy zagra w WTA 500 w Monterrey, jeszcze zobaczymy, uzależnimy to od wcześniejszych wyników. Jeśli uda się dobrze wypaść w poprzednich turniejach, zastanowimy się. Meksyk jest tylko tydzień przed US Open, więc czasu potem nie byłoby zbyt wiele, ale potrzebujemy meczów. Po Paryżu Maja rozegrała tylko jedno spotkanie, nie licząc pokazówki w Londynie z Magdą Linette. Przerwa od rywalizacji jest już dość długa. W tenisie sytuacja potrafi zmieniać się bardzo szybko, więc będziemy oceniać na bieżąco – przekonuje Machovsky.

Do Toronto (2-13 sierpnia) Chwalińska, 22. tenisistka rankingu, poleci w towarzystwie Hajka i fizjoterapeuty; Machovsky ma dołączyć do nich na kolejne turnieje w Ameryce, w tym US Open (startuje 30 sierpnia). W kanadyjskiej imprezie rangi WTA 1000 na kortach twardych z pulą nagród 7,4 mln dolarów, wystąpią także Iga Świątek (8. WTA), Magdalena Fręch (44.) i Magda Linette (51,). Maja i Iga będą rozstawione i rozpoczną zmagania od drugiej rundy. Oby tylko zdrowie dopisało...

Tomasz Mucha

18 DNI minęło od ostatniego meczu z udziałem Mai Chwalińskiej; w 1. rundzie Wimbledonu Polka miała piłkę meczową z Mananchayą Sawangkaew, jednak przegrała z Tajką 6:2, 5:7, 2:6.


Maja najlepiej z nas wszystkich potrafi się „wyłączyć”, co jest super. A my staramy się ją po prostu odciążyć i chronić. Możecie rozmawiać tylko ze mną. Ja wiem, że jestem dużo mniej atrakcyjny, ale trudno, przeżyjemy.

Piotr Szczypka, menedżer Mai Chwalińskiej

Tak relacjonowaliśmy wimbledoński dramat bohaterki z Paryża.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się