Pochwała „lagi”

Kolejny mecz ŁKS-u z Polonią Bytom będzie zapamiętany z tego powodu, że w ciągu dwóch minut i 20 sekund padły trzy bramki, a ŁKS do odrobienia straty i objęcia prowadzenia potrzebował niespełna minutę.

Fabian Piasecki ustalił wynik meczu Fot. Artur Kraszewski/PressFocus

Zwycięstwo odniosła w tym spotkaniu tak pogardzana przez fachowców i wyśmiewana „laga”. ŁKS nie umiał wyjść z własnej połowy krótkimi podaniami, bo pressing Bytomian był bezlitosny, ale wystarczył daleki wykop Sebastiana Rudola spod własnej bramki, zgranie piłki przez Artura Craciuna, który po poprzednim ataku zaplątał się gdzieś na polu karnym i nie zdążył wrócić na swoje i wolej Kacpra Nowakowskiego, a po kilkudziesięciu sekundach wykop Damiana Węglarza, przyjęcie i wystawa w jednym Dominika Sokoła oraz już bardziej wyrafinowany, ale też z pierwszej piłki strzał w wykonaniu Fabiana Piaseckiego i wynik zmienił się radykalnie. Co z tego, że ucierpiał może piłkarski kunszt, skoro trzy punkty są w kieszeni.

Piłkarze Polonii tym bardziej mogą sobie pluć w brodę, że to oni byli w tym spotkaniu stroną przeważającą, zwłaszcza między 15 a 44 minutą. Początkowo wydawało się, że mecz będzie bardziej otwarty, ale później nacisk Polonii zwiększał się z minuty na minutę. Błyszczeli zwłaszcza bytomscy weterani Lucjan Zieliński, Konrad Andrzejczak i Kamil Wojtyra. Szansę na gola miał Wojtyra  (poprzeczka) w 26 minucie, Andrzejczak w 42 i wreszcie, w asyście Zielińskiego i Mateusza Wzięcha i złym wybiciu łódzkiego obrońcy, który wystawił wręcz piłkę Mikołajowi Łabojce, Polonia zdobyła zasłużoną bramkę. Szkoda tylko, że Bytomianie nie mieli okazji nią się nacieszyć, bo to nie oni strzelili gola do szatni, tylko im strzelono, i to od razu dwa!

Goście przegrali mecz właśnie w pierwszej połowie, bo przy takiej przewadze zasłużyli na więcej bramek. Wystarczy policzyć interwencje bramkarzy przed przerwą: Węglarz – sześć, Wojciech Banasik – ani jednego kontaktu z piłką, bo nawet przy straconych golach piłkę z siatki wyplątywali obrońcy.

Gospodarze zdawali sobie sprawę, że samą obroną nie dowiozą korzystnego wyniku do końca. Po przerwie atakowali częściej (bilans rzutów rożnych w całym meczu 7-7), ale znów bramce Banasika nie byli w stanie zagrozić i skończyli mecz tylko z tymi dwoma celnymi strzałami z pierwszej połowy. Polonia z kolei miała tym razem strzał w słupek (Michalski w  67 minucie). Dwukrotnie obrońcy ŁKS wybijali piłkę z linii bramkowej, co świadczyło o właściwej asekuracji i ofiarnej grze na własnym przedpolu.

Przegrać  taki mecz, w którym ma się przewagę 60-40 w posiadaniu piłki to duża sztuka. Trener Grzegorz Szuka przyznał, że cieszy się tylko ze zwycięstwa, a nie z samej gry, a Konrad Gerega musi dłużej pomyśleć nad oceną gry swojej drużyny, bo na razie przyznał tylko, że pomimo kilku błędów Polonia grała dobrze. Ale przecież nie tylko pech przeszkodził.

Wojciech Filipiak

OCENA MECZU⭐

◼ ŁKS Łódź – Polonia Bytom 2:1 (2:1)

0:1 – Łabojko, 44 min 1:1 – Nowakowski, 45 min 2:1 – Piasecki, 45+1 min

ŁKS: Węglarz – Sokół (77. Keiblinger), Rudol (46. Farbiszewski), Craciun (81. Wiech), Fałowski, Błachewicz – Terlecki, Wysokiński, Hinokio (46. Podliński) – Nowakowski, Piasecki (77. Arasa). Trener Grzegorz SZOKA.

POLONIA: Banasik – Michalski (81. Stefański), Szymusik, Krzyżak, Szymański, Zieliński – Wzięch (70. Mioc), Kądziołka (88. Wołkowicz), Łabojko, – Andrzejczak (88. Gajgier), Wojtyra. Trener Konrad GEREGA.

Sędziował Grzegorz Kawałko (Olsztyn). Widzów 6478. Żółte kartki: Sokół, Błachewicz.


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się