Po rozmowie z prezydentem
Trener Jarosław Skrobacz pracę ze Stalówką rozpoczął od zwycięstwa z rezerwami Legii, a teraz czeka na GKS Tychy.
Maksymilian Hebel, strzelając dwa gole w Urszulinie, zapewnił Stali dobry start. Fot. Kasia Dzierżyńska / Press Focus
STAL STALOWA WOLA
Po wielu latach trenerskiej pracy blisko domu albo na Śląsku – Górnym, Dolnym i Opolskim – Jarosław Skrobacz ruszył w Polskę. Szkoleniowiec, który do tej pory prowadził: Odrę Wodzisław Śląski, Naprzód Rydułtowy, Pniówek Pawłowice, GKS Jastrzębie, Miedź Legnica, Ruch Chorzów i Odrę Opole, wybrał się w niemal 400-kilometrową podróż i zakotwiczył w Stalowej Woli. Odległość nie była jednak jedynym problemem przed podjęciem nowego wyzwania. Większe wątpliwości budził fakt, że przez poprzednie pół roku przez Stal przewinęło się aż trzech trenerów prowadzących drugoligowy zespół. W dodatku, gdy odchodził Przemysław Cecherz, który był stanowisku tylko miesiąc, odszedł też dyrektor sportowy.
Temat zawirowań
- Ja też potrafię sobie zrobić „risercz” – mówi Jarosław Skrobacz. – Mam mnóstwo znajomych trenerów z tego regionu i tam pracujących, więc gdy pojawiła się propozycja, wykonałem wiele telefonów, choćby do Przemka Cecherza. Miałem więc pogląd na to, co się dzieje w klubie. Przede wszystkim słyszałem opinie zachwalające bazę, dowiedziałem się, że miejsce do pracy jest super, a na temat zawirowań postanowiłem poruszyć z panem Lucjuszem Nadbereżnym, prezydentem Stalowej Woli. Chciałem poznać punkt widzenia kogoś, kto ma wpływ na klub miejski. Podczas tej rozmowy usłyszałem gwarancję, która pozwoliła mi podjąć decyzję, choć jeszcze w noc poprzedzającą wyjazd z domu biłem się z myślami. Powiem szczerze, że gdyby tej rozmowy w ratuszu nie było, to nie wiem, czy bym się zdecydował. Ale gdy już podpisałem umowę i zacząłem się rozglądać, to faktycznie okazało się, że baza do pracy jest wspaniała, więc wziąłem się do trenerskiej roboty - podkreśla.
Tydzień przed inauguracją
W porównaniu z poprzednim sezonem zmiany w kadrze drugoligowej Stali są ogromne. Odeszło 14 zawodników, a 15 przyszło. Liczba więc mniej więcej się zgadza, a o jakości transferów świadczy fakt, że w wyjściowej jedenastce na inaugurację sezonu wybiegło sześciu piłkarzy, którzy w Stalowej Woli zostali. - Było trochę zamieszania, a nawet chaosu związanego z ruchami trenersko-dyrektorskimi w klubie i to nie sprzyjało spokojnemu przygotowaniu do sezonu – przyznaje doświadczony szkoleniowiec, który 11 sierpnia obchodził będzie 59. urodziny. – Sam fakt, że przyszedłem tu tydzień przed inauguracją ligi, i że nie było jeszcze wiadomo, kim będziemy grać, też stanowiło utrudnienie. Po to jednak zostałem zatrudniony, żebym sobie z tym radził. Pierwszy mecz pokazał, że mamy potencjał, ale cały czas szukamy młodzieżowca doświadczonego już na szczeblu seniorskim. Jeżeli takiego znajdziemy, to myślę, że kadrę będę mógł uznać za zamkniętą. Na razie mamy 21 zawodników do gry w polu i nietrenującego na tę chwilę Mateusza Radeckiego. Jak on dojdzie do zespołu, to też będzie – bardzo na to liczę – wzmocnieniem.
Znajomi i znani
Wśród piłkarzy, którzy są do dyspozycji Jarosława Skrobacza, nie brakuje zawodników, których miał już pod opieką. Choćby w Odrze Opole jego podopiecznymi byli Adam Chrzanowski, Dawid Wolny i Piotr Żemło. - Znam też Maćka Śliwę, jeszcze z Miedzi, kojarzyłem wcześniej Darka Kamińskiego, czy Maksymiliana Hebla, więc nie było problemu z wejściem do szatni – twierdzi opiekun Stalówki. – Ponadto takie nazwiska jak: Marcin Grabowski, Hubert Tomalski czy Patryk Zaucha, ograni w ekstraklasie, też nie są anonimowe dla kogoś, kto śledzi polską piłkę. Nie znaczy to jednak, że mając tydzień na pracę z zespołem, wdrożyłem własną myśl taktyczną. Żeby to zrobić, musi upłynąć sporo wody w Wiśle, Odrze czy Sanie, który przepływa przez Stalową Wolę... Na razie działamy na zasadzie wzajemnej akceptacji. Przyjmuję do wiadomości to, do czego zawodnicy są już przyzwyczajeni, tym bardziej że na pierwszy mecz sezonu wyszło sześciu „starych” zawodników i pięciu, którzy doszli latem. Staram się więc do nich dostosować, a moje nowości chcę wprowadzać powoli. Byłoby trenerskim samobójstwem przy tych roszadach wprowadzać nowy system.
Z faworytem
Efekty tego dostosowania zaowocowały wyjazdowym zwycięstwem (2:0) z rezerwami stołecznej Legii, a przed Stalą już w piątek o 20.30 domowa inauguracja z GKS-em Tychy. Patrząc w tabelę, można powiedzieć, że trzeci zespół podejmuje piąty, a więc zanosi się na hit kolejki. - Na tym etapie sezonu na pewno nikt nie patrzy w tabelę, ale ważniejsze jest to, że można już poobserwować, jak grali rywale. Przed startem analiza taktyczna przeciwnika była bowiem zagadką. My mierzyliśmy się z rezerwami Legii, w których zagrali zawodnicy z kadry pierwszej drużyny. Mieliśmy trochę szczęścia w pierwszej połowie, ale z drugiej strony Dawid Wolny nie wykorzystał karnego. W samej końcówce Maks Hebel wystrzelał nam zwycięstwo. Dzięki niemu przyjemnie się pracowało, przygotowując się do spotkania z faworytem naszej ligi. Byli reprezentanci Polski Paweł Olkowski i Damian Kądzior w ofensywie, Michał Trąbka w środku boiska i jeszcze Mateusz Lewandowski na szpicy oraz bramkostrzelny junior Tymoteusz Ryguła to są tyskie atuty. Każdy z nich śmiało mógłby grać w I lidze, więc na naszym szczeblu – co potwierdziła wygrana 1:0 w Chojnicach – mogą dominować. Ale ten ich mecz z Chojniczanką pokazał też, że mają słabsze punkty, więc analizujemy oraz wyciągamy wnioski. Wiemy, że musimy zagrać mądrze i z wiarą w siebie, żeby pokazać gościom, że też potrafimy być groźni - kończy Jarosław Skrobacz.
Jerzy Dusik
