Pierwszy pechowiec
Dźwignia, szarpnięcie, zerwany biceps, operacja i cztery tygodnie przerwy – oto, co spotkało twardziela z GieKSy, Mateusza Michalskiego.
Dla Mateusza Michalskiego sezon ligowy rozpocznie się z opóźnieniem... Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
TAURON HOKEJ LIGA
Od lat należy do zawodników najbardziej walecznych, niepękających przed rywalem; nie stroni od twardych wejść przy bandach i zawsze przebywa na tafli podczas osłabień. Ba, należy do napastników, którzy mogą zagrać na każdej pozycji w ataku, i nieraz w awaryjnych sytuacjach zastępował kolegów z wyższych formacji, jednak najczęściej jest sytuowany w czwartej, bo jest od „czarnej” roboty. Mateusz Michalski to wychowanek Podhala Nowy Targ, występujący od lat w GKS-ie Katowice i z tym zespołem świętujący tytuł mistrzowski (2022) i trzy ostatnie wicemistrzostwa kraju. Jest niewątpliwie wartościową, cenioną postacią zespołu. Jeszcze na dobre nie rozkręcił się czas meczów kontrolnych, a mamy pierwszego pechowca zbliżającego się sezonu Tauron Hokej Ligi. Ale po kolei...
Gdy po raz pierwszy skontaktowałem się SMS-em z Mateuszem, błyskawicznie odpowiedział: - Jestem w drodze do Nowego Targu i pogadamy jutro. Chciałem się dowiedzieć o okoliczności, w jakich doznał kontuzji, bo wiem, że nie stosuje żadnej taryfy ulgowej nawet podczas treningów. „Michaś”, bo tak nazywają go koledzy, nie należy do wylewnych ludzi, ale jednym słowem lub zdaniem potrafi trafnie ocenić zaistniałą sytuację.
- Nie ma o czym za wiele gadać, bo przecież uprawiam taką dyscyplinę, gdzie zdrowie jest narażone na szwank niemal w każdej chwili na lodzie – rozpoczął w swoim stylu hokeista. We wtorek, 11 sierpnia, graliśmy dwóch na dwóch i puściłem krążek za plecy kolegi. Ten zaatakował mnie i zastosował dźwignię, a ja chciałem się oswobodzić. Szarpnąłem prawą rękę z całej siły i zerwałem biceps, ale to okazało się dopiero później. Wcale mnie nie bolało, ale w kolejnym dniu pojawiłem się w siłowni i zauważyłem, że z moją ręką coś nie jest tak.
Szybka wizyta w szpitalu u lekarza kadry Wojciecha Kani, diagnoza i niezbędna operacja.
- Biceps został ułożony nieco wyżej i przytwierdzony do kości ramiennej - fachowo dodaje pechowiec. - Doktor przekonuje, że za cztery tygodnie będę mógł już grać i muszę w ten termin wierzyć. Mnie najbardziej szkoda tych ośmiu tygodni letnich, gdzie wcale się nie oszczędzałem, lecz zasuwałem, ile wlezie, by jak najlepiej się przygotować, a teraz przyjdzie mi zaczynać od zera, ale może nie będzie tak źle.
Operacja bicepsa ledwo się skończyła, a hokeista miał już gotowy plan rehabilitacji i treningów. - Pojechałem do mojego rodzinnego miasta, bo w nim pracuje fizjoterapeuta hokejowej kadry, Zbyszek Galicki, i pod jego fachowym okiem rozpocząłem rehabilitację – wyjawia nasz bohater. - I tak będzie do końca tygodnia, a potem wracam do Katowic, by zdjąć szwy i rozpocząć treningi na lodzie. Pewnie nie z kolegami z drużyny, by im nie zamierzam przeszkadzać, ale poślizgam się z juniorami. Chodzi o to, by nie tracić czasu. Chciałbym jeszcze we wrześniu zagrać mecz ligowy. Nie znoszę takich przerw, a w hokejowej przygodzie miałem trzy razy złamany obojczyk. Raz jako chłopak i dwa razy jako ligowiec w Podhalu, w tym raz z przemieszczeniem, tak że wiem, co znaczą takie przerwy w treningach.
Miejsce Michalskiego w 4. formacji zajął 18-letni Krzysztof Centkowski i zagrał z bliźniakami, Jonaszem i Jakubem Hofmanami i w przegranym meczu z Unią (4:6) zdobył gola. Dodajmy, że małolat wraca po rocznej przerwie z powodu kontuzji kolana.
- Byłem na meczu i kibicowałem nie tylko „młodemu”, ale całej drużynie – przekonuje Michalski. - Po pierwszych dwóch meczach jeszcze niewiele można powiedzieć, bo trzeba wszystko odpowiednio poukładać. Ponadto nowi zawodnicy muszą poznać system gry, ale to wszystko wymaga czasu i cierpliwości. Jedno wiem na pewno: ta drużyna ma potencjał i jestem przekonany, że będzie odpowiednio funkcjonowała, a oceniać będziemy po wynikach, bo liga, patrząc na składy, będzie wymagająca.
Teraz Michalski, pierwszy pechowiec przygotowań na lodzie, skupia się, by jak najszybciej wrócić do regularnych treningów z zespołem.
Włodzimierz Sowiński
