Pięciosetowy sparing
Za nami zwycięskie otwarcie Polaków. Starcie ze Słowenią przyniosło wiele emocji.
Wilfredo Leon - jak cała polska drużyna - miał lepsze i gorsze momenty. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Już po raz 23. - a w Krakowie po raz dziewiąty z rzędu - rozgrywany jest Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. W tym roku pod Wawel zjechały bardzo mocne ekipy. Oprócz Polaków biorą w nim udział dwukrotni mistrzowie olimpijscy z 2021 i 2024 roku - Francja, brązowy medalista ostatnich igrzysk olimpijskich - USA oraz Słowenia, wprawdzie nie mogąca się pochwalić takimi osiągnięciami jak rywale, ale mająca wielkie ambicje i potencjał. - Obsada jest bardzo mocna, bo gościmy przecież mistrzów olimpijskich, czyli Francję, a także Amerykanów, z którymi niedawno wygraliśmy w finale Ligi Narodów. Słowenia zawsze sprawia nam sporo problemów – zachwalał zawody Sebastian Świderski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Dla uczestników turnieju to jeden z ostatnich sprawdzianów przed mistrzostwami kontynentalnymi. Nic dziwnego, że siatkarze nie zachwycali jeszcze formą. Po prostu: odczuwali trudy ciężkich treningów w okresie przygotowawczym.
W pierwszym spotkaniu Biało-czerwoni zmierzyli się ze Słoweńcami. To była już trzecia ich konfrontacja w tym sezonie. Dwie poprzednie miały miejsce w Lidze Narodów. W fazie kontynentalnej górą byli siatkarze z Bałkanów, wygrywając 3:2, w półfinale rozgrywek nasza drużyna zwyciężyła 3:0.
Mecz rozpoczął się pechowo dla Polaków. Już w jednej z pierwszych akcji kontuzji doznał Bartłomiej Lemański. Nasz środkowy, który do kadry wrócił po siedmiu latach przerwy i przebojem wdarł się do wyjściowego składu, boisko opuścił przy pomocy kolegów i sztabu medycznego. Nie wrócił już na nie. W kolejnych dniach czekają go badania. Zastąpił go Jakub Nowak i nie zawiódł. Był pewny w ataku, kilka razy dał się też we znaki atakującym rywali, blokując ich uderzenia. Jak zwykle walecznością imponował Tomasz Fornal, a Wilfredo Leon był wręcz niezastąpiony w polu serwisowym, kończąc pierwszego seta asem.
Wśród gości z kolei prym wiódł Nik Mujanović. Jego potężne ataki robiły spore wrażenie. Po raz kolejny pokazał, że należy do światowej czołówki atakujących, a ma przecież zaledwie 22 lat. Nic sobie nie robił z bloku naszych graczy, rozbijając go lub atakując ponad nim. Ciągnął grę drużyny. Mecz długimi fragmentami wyglądał jak pojedynek Polska – Mujanović. Gdy miał wsparcie kolegów Słowenia toczyła wyrównany bój. Tak było w dwóch pierwszych setach, gdy mógł liczyć na pomoc Roka Mozicia, i w czwartym. Wówczas mocno Biało-czerwonym dał się też we znaki Rok Bracko, popisując się serią mocnych zagrywek.
Polacy też się nie ustrzegli błędów. Mieli lepsze i gorsze momenty. W pewnym momencie zgaśli Leon oraz Bartłomiej Bołądź. Artur Szalpuk z natomiast za wszelką cenę próbował siłowych rozwiązań i odbijał się od bloku Słoweńców jak od muru. W efekcie zwycięzcę wyłonił dopiero tie-break. Początek należał do Biało-czerwonych, którzy wygrali trzy pierwsze akcje. I nie oddali do końca prowadzenia, a świetny moment zaliczył Jakub Majchrzak, m.in. zaliczył asa i zablokował Mujanovicia.
W sobotę Polacy zmierzą się z USA, a w niedzielę z Francją (oba mecze o 17.00, transmisja w Polsat Sport).
(mic)
◼ POLSKA – SŁOWENIA 3:2 (26:24, 21:25, 25:19, 23:25, 15:11)
POLSKA: Komenda, Leon, Lemański, Bołądź, Fornal, Jakubiszak, Popiwczak (libero) oraz Nowak, Sasak, Majchrzak, Firlej. Szalpuk, Śliwka, Semeniuk. Trener Nikola GRBIĆ
SŁOWENIA: Planinsić, Urnaut, Kozamernik, Mujanović, Mozić, Stalekar, Kovacić (libero) oraz Najdić, Bracko, Okroglić, Sen, Janz Janez Krzić, Marovt. Trener Fabio SOLI.
Przebieg meczuI: 8:10, 14:15, 20:18, 26:24.
II: 8:10, 13:15, 17:20, 21:25.
III: 10:6, 15:10, 20:14, 25:19.
IV: 9:10, 15:14, 16:20, 23:25.
V: 5:2, 10:6, 15:11.
Bohater – Jakub POPIWCZAK.
◼ USA – Francja 0:3 (26:28, 21:25, 23:25)
