Osad
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Wszyscy, albo prawie wszyscy grzejemy się dziś występami polskich drużyn w europejskich pucharach i słusznie, bo związanych jest z tym mnóstwo fajnych historii. Ja jednak czuję w tej chwili przede wszystkim osad niesmaku na zębach. Dostałem list od Czytelnika. „Ponieważ uważam, iż jest pan niejako przekaźnikiem oddolnego głosu ludu, pozwolę sobie napisać do pana. Jestem po trosze z branży, z tej podstawy piramidy trenerskiej. Nigdy nie miałem ambicji, aby się wspinać wyżej, bo wiem. ile to wymaga czasu, determinacji, poświęcenia (zwłaszcza prywatnego życia, co jest, uważam, najgorsze) no i... właśnie - pytanie czego jeszcze? Czyżby pogrzebania własnych wartości? Myślę o zwolnieniu trenera Kazimierza Moskala z Wieczystej. Interesowałby mnie głos trenerskiej góry: jak długo będą sobie na coś takiego pozwalać? Rozumiem, że poświęcili wiele i wiele ryzykują. Ale jak długo można traktować własnych kolegów i tym samym siebie jak... no właśnie - jak? Dla mnie sprawa jest prosta: jest podstawowa etyka zawodowa, mamy niepisane prawo, że żaden z nas na górze nie wsiądzie na fotel, z którego zrzucili innego. Nie i koniec!! Wtedy prezes Wieczystej szuka, ale... niżej, proszę bardzo. Solidarność, zasady, wartości , wzajemny szacunek! Przecież każdy, wierzę, z tych trenerów kiedyś na dole przekazywał te wartości dzieciom i młodzieży. Gdzie one teraz są?! Można zyskać szacunek poprzez stanowczą odmowę stanowiska trenerskiego!”
Chcąc nie chcąc, a właściwie chcąc - muszę się z tym zgodzić. Jeśli nie szanujesz samego siebie, nikt nie będzie cię szanował. A szanować siebie można przecież poprzez... szanowanie ustalonego porządku. W wypadku Kazimierza Moskala i pozbywającej się go Wieczystej nie chodzi mi więc nawet o to czy będzie pobierał wynagrodzenie wynikające z kontraktu, skoro nie będzie realnie pracował. W ogóle mnie to nie obchodzi. Czyż jednak zwalnianie trenerów przez właścicieli w związku z niezadowalającymi ich wynikami nie jest brakiem odpowiedzialności i pójściem na łatwiznę? Przecież Moskala zatrudniał ten sam właściciel, który go zwalniał. Jestem przeciwny działaniom klubów, które masowo i często przedwcześnie zwalniają szkoleniowców. Nagłe dymisje to przecież - jak ujął to kiedyś Andrzej Strejlau - „przyznanie się do porażki prezesów, a nie szkoleniowców”.
Przez pewien czas w polskiej piłce obowiązywał przepis zabraniający trenerom prowadzenia więcej niż jednego klubu z tej samej klasy rozgrywkowej w jednej rundzie. PZPN, pod koniec 2025 roku, zdecydował się jednak na jego zniesienie. Kluby mają pełną swobodę, a zresztą i tak często korzystają ze sposobu, który omija wszelkie zasieki szerokim łukiem. Otóż - tak właśnie jest obecnie w przypadku Wieczystej - na miejsce polskich szkoleniowców zatrudniają w trakcie sezonu kogoś... z zagranicy. Trudno mówić, że na ratunek, skoro nikogo na początku sezonu ratować jeszcze nie trzeba. Ci jednak, którzy zatrudniali, przy zwalnianiu, nie czują żadnej odpowiedzialności, że o wyrzutach sumienia nie wspomnę. Zestawienie zresztą koło siebie określeń: „ligowy futbol” i „wyrzut sumienia” może spowodować jedynie nagły atak śmiechu, co bardziej znających realia. A o tym, kto zastąpił w Wieczystej Kazimierza Moskala przeczytacie na stronie 5.
