Odzyskał moc
Jordi Sanchez, niespodziewany lider strzelców ekstraklasy, będzie chciał „ugryźć” także Zabrzan.
Przed sezonem chyba nikt nie postawiłby pieniędzy, że Hiszpan będzie tak skuteczny. Fot. Michał Kędzierski / Press Focus
WISŁA KRAKÓW
Po wygranej z Wisłą Płock Jordi Sanchez zauważył udzielającego wywiadu Rafała Mikulca i po polsku pół żartem, pół serio zaczepił obrońcę, by oddał mu asystę. Hiszpanowi chodziło o niewykorzystaną okazję po jego podaniu. Gdyby poszło lepiej, 31-latek miałby nie cztery, a pięć punktów w klasyfikacji kanadyjskiej.
Dali mu wsparcie
Ale i cztery, po golach w każdym ligowych spotkań, to wynik, na który wielkich pieniędzy nie postawiłby pewnie nawet on sam. Gdyby po sezonie przeprowadzono głosowanie wśród kibiców, czy przedłużać mu umowę, miałby nikłe szanse na powodzenie. A gdyby nie dłuższy powrót do formy po operacji Angela Rodado, pewnie zacząłby jako rezerwowy. I taka decyzja trenera nie byłaby w ogóle kontrowersyjna. Rosły napastnik w drugiej części przygotowań był na bakier ze skutecznością, a w I lidze szczególnie nie błyszczał i skarżył się na kontuzję. Skoro już jednak został w klubie, to schodząc z boiska po niewykorzystanym karnym z walijskim Wrexham, usłyszał swoje imię i nazwisko skandowane przez tysiące fanów. – Dali mi moc, która jest potrzebna w lidze, w ważnych meczach. Kiedy gramy u siebie przy pełnym stadionie, czujemy gęsią skórkę. To niesamowite – podkreśla napastnik.
Pewny siebie i skuteczny
Strzelił po golu GKS-owi Katowice (drugiego anulowali sędziowie) i Wiśle Płock oraz dwa Piastowi Gliwice. Ekstraklasa dopiero się rozpędza, ale Hiszpan już teraz może mówić o najlepszej serii. Kilka lat temu w 60 spotkaniach zdobył 14 bramek dla Widzewa , ale nigdy nie pokonywał bramkarzy w trzech spotkaniach z rzędu. Górnikowi już strzelał i choć wiadomo, że w Zabrzu łatwo nie będzie, chce pójść za ciosem. Apetyt na kolejne gole cały czas w nim rośnie. – Kiedy masz pewność siebie, możesz być zupełnie innym piłkarzem. Obecnie jestem tego dobrym przykładem. Poprzedni sezon kończyłem z urazem kostki i było mi ciężko. Zmagałem się z bólem, opuchlizną i wszystkim, co się z tym wiązało. Również w głowie nie miałem pewności siebie, ponieważ nie mogłem dać z siebie stu procent – wraca do sytuacji sprzed miesięcy. Podkreśla, że odzyskał moc, siłę, szybkość i tempo. – Jestem pewny siebie, co widać w przyjęciach piłki, akcjach – zwraca uwagę. Można się spodziewać, że w niedzielę w Zabrzu trener Wisły z przodu znów postawi na hiszpański duet Sanchez-Angel Rodado, których trafienia zapewniły zespołowi zwycięstwo. Przed Białą Gwiazdą dwa wyjazdy z rzędu, po starciu z Górnikiem czeka ją daleka podróż do Szczecina.
Michał Knura
