Obrys naturalnego bałaganu
Chcielibyśmy w tej rubryce napisać o czymś innym niż decyzje sędziowskie, ale nic nie budzi takich emocji, jak uznana (bądź anulowana) bramka albo podyktowany (lub nie...) rzut karny.
Fot. PAP/ Leszek Szymański
KONTROWERJA (KAŻDEJ) KOLEJKI
Tym razem poszło właśnie o „jedenastkę”, której ostatecznie nie było, a być powinna. - Już dawno nie widziałem bardziej ewidentnego karnego! - grzmiał Jacek Zieliński po meczu jego Korony z Legią, a przecież kto jak kto, ale akurat on w futbolu pewnie widział już niemal wszystko, skoro w roli trenera pracuje od czasów, gdy większość obecnych ligowych sędziów na księdza mówiła „batman” albo... jeszcze nie umiała mówić. Tenże szkoleniowiec w sobotni wieczór aż kipiał od emocji, gdy słyszał pytanie o ocenę zagrania ręką Roberta Deziela Juniora, czyli obrońcy stołecznej drużyny w jej polu karnym. - Z oceną ręki nadal jest bałagan! - zaznaczał ów weteran wśród ligowych trenerów.
Na kolejne pytanie dociekliwego żurnalisty – o zmieniające się nieustająco przepisy dotyczące interpretacji tego, co do podyktowania karnego się nadaje, a co nie – odparował: - Proszę wybaczyć, ale gdybym w moim wieku zaprzątał sobie głowę tymi rzeczami, już dawno bym nie żył, a chcę jeszcze chwilę pożyć...
Nasz komentarz dotyczący nie tej konkretnej sytuacji, ale stopnia zagmatwania boiskowej „litery prawa”, zamieszczamy obok. Ten galimatias jest tak wielki, że kompletnie nie radzą sobie z nim sami rozjemcy, dowolnie szafując prostymi słowami „naturalność” i „obrys”. Popatrzmy...
Jarosław Przybył, sędzia główny, przed kamerami Canal+ Sport: - Zawodnik (Morgan Fassbender z Korony – dop. aut.) oddaje strzał z bliskiej odległości. Z perspektywy boiska widzę, że odległość między strzelającym a obrońcą (wspomniany Diezel Jr – dop. aut.) jest bardzo bliska. Piłka trafia w ciało, w rękę ułożoną naturalnie, dość blisko. Tak wydawało się z perspektywy boiska. W mojej ocenie ręka nie poszerzała obrysu ciała. VAR (Piotr Lasyk – dop. aut.) potwierdził mi, że sytuacja została sprawdzona, zweryfikowana i rzutu karnego nie ma.
Rafał Rostkowski, były arbiter, dziś (współ)pracownik TVP Sport, na łamach portalu tejże stacji: - Deziel Jr widział Fassbendera, widział też, że ten składa się do strzału i… zrobił subtelny ruch ręką w kierunku piłki. Subtelny, ale – jak się okazało – wystarczający do odbicia piłki i zmiany kierunku jej lotu. Leciała w kierunku bramki, po odbiciu od ręki poleciała w kierunku poprzeczki. To są argumenty za podyktowaniem rzutu karnego. Ruch ręką zawodnika Legii, powiększenie obrysu ciała i odbicie piłki właśnie tą ręką absolutnie kwalifikowało się do podjęcia interwencji przez VAR. (…) brak takiej interwencji VAR jest błędem we współpracy Przybyła z Lasykiem.
Adam Lyczmański, były arbiter, dziś (współ)pracownik Canal+ Sport, w studiu tejże stacji: - Zawodnik Legii nie miał czasu na reakcję, został nastrzelony z bardzo bliskiej odległości. Ułożenie jego ręki jest w pełni naturalne, nie jest usztywniona. Ta naturalność wynikała z poruszania się zawodnika. Wszystkie te przesłanki powodują, że cała ta sytuacja nie spełnia kryterium przewinienia, za które dyktuje się rzut karny.
No i co: masz, Drogi Kibicu i Czytelniku, przekonanie, że wiesz już wszystko i sprawa została rozstrzygnięta zgodnie z przepisami? Jeśli tak, to autorski wykład któregoś z ekspertów można nazwać bełkotem, a jego samego wpisać na „czarną listę” autorytetów. Jeśli nie – to po co nam w ogóle VAR w dyscyplinie, która przez 150 lat bez niego zbudowała sobie pozycję najpopularniejszego sportu na świecie?
Dariusz Leśnikowski
Komentarz „Sportu”
Robienie z ludzi VARiata
Właśnie dostaliśmy kolejne potwierdzenie faktu, że VAR nie jest cudownym lekarstwem na futbolową sprawiedliwość. Wystarczy poczytać opinie dwóch byłych rozjemców, którzy na gwizdaniu i machaniu chorągiewką zęby zjedli, by utwierdzić się w przekonaniu, że główne zadanie technologii – czyli bezsprzeczne i niepodważalne (jak w siatkówce czy tenisie) rozstrzyganie sporów – nigdy nie zostanie spełnione! Zawsze ostatnie zdanie należeć będzie do człowieka. Nieważne, czy przed monitorem siedzi Przybył, a po murawie biega Lasyk – czy odwrotnie; i tak liczy się indywidualna INTERPRETACJA. Dokładnie tak, jak przez ponad półtora wieku historii futbolu. Problemem jest to, że środowisko piłkarskie coraz bardziej komplikuje i gmatwa przepisy, poszerzając nieustannie pole do owej INTERPRETACJI i prostą grę czyniąc coraz bardziej niezrozumiałą – już nie tylko dla kibiców (wkur**onych przerwami w meczu), ale i samych uczestników (vide słowa Jacka Zielińskiego).
Dariusz Leśnikowski
