O prestiż, pieniądze i ranking
Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz
Przed nami dwa gorące dni, w przenośni i faktycznie, bo przecież temperatury na zewnątrz biją rekordy i trudno wytrzymać. W środę w Budapeszcie na boisko w słynnej 9. dzielnicy Peszt, noszącej imię od Franciszka II – ostatniego cesarza rzymskiego, króla Czech i Węgier w latach 1792–1835, a potem pierwszego cesarza Austrii – wybiegną piłkarze Górnika. Dla Zabrzan i dla Węgrów to starcie o być albo nie być. Wygrana w dwumeczu to już pewna faza ligowa: albo w Lidze Europy, jeżeli uda się potem w dwumeczu pokonać Trabzonspor, albo w najgorszym razie „spadek” do Ligi Konferencji. Przegrany z pary Ferencvaros – Górnik w ostatniej fazie eliminacji LK zagra z AS Monaco, no i... będzie więcej niż ciężko. Pewnie jeszcze trudniej niż było to w ostatnich grach Zabrzan z Fenerbahce w eliminacjach Ligi Mistrzów. A było dobrze, była wyrównana walka z krezusem znad Bosforu, lecz summa summarum to rywal gra teraz o czwartą, decydującą fazę eliminacji Ligi Mistrzów z austriackim Sturmem Graz, gdzie występują Szymon Włodarczyk czy Filip Rózga.
Właśnie, Champions League… Jeżeli chodzi o te rozgrywki, to możemy o nich tylko pomarzyć, albo pooglądać w telewizji. Miało się udać teraz Lechowi, ale oczywiście się nie udało. Kolejorz za to stał się pierwszym polskim klubem, który zaprzepaścił u siebie trzybramkową zaliczkę z pierwszego, wyjazdowego spotkania wygranego 4:1. Teraz czeka go dwumecz Klaksvik z Wysp Owczych. No cóż, jak się nie ma pary, umiejętności, to trzeba rywalizować z takimi przeciwnikami, nie umniejszając oczywiście nikomu klasy.
Skoro do najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek na świecie, gdzie samo wygranie meczu to 2,1 miliona euro, czyli 9 milionów złotych nie potrafimy wejść drzwiami, to może uda się wejść… oknem.
Żeby tak było, w klubowym rankingu za pięć ostatnich sezonów trzeba przegonić Czechów. Na razie jesteśmy na pozycji 11., nasz południowy sąsiad o lokatę wyżej i mistrz stamtąd z automatu gra w fazie ligowej LM. Slavia Praga ma czas na spokojne przygotowania i w tej chwili, z rewelacyjnie spisującym się tam Wiktorem Nowakiem, łoi skórę ligowym rywalom, bo na początek pokonała u siebie 1. FC Slovacko 5:1, a następnie 4:0 Banika w Ostrawie.
No nic, nie ma Champions League, ale są inne rozgrywki. Ostatnio przyjęło się u nas, że Liga Konferencji to puchar skrojony pom nasze zespoły. Ostatnio faktycznie było dobrze, bo przecież przed trzema laty w ćwierćfinale kończył Lech, a w zeszłym roku Legia i Jagiellonia. Żeby powtarzać jednak takie wyniki, trzeba wygrywać – najpierw w eliminacjach, a potem w fazie ligowej.
Na razie jesteśmy w eliminacjach i ciekawe, jak cały nasz kwintet się zaprezentuje. Czy wszystkim uda się awansować? Nie mam takiego przekonania, patrząc też na to, co kto prezentuje w ekstraklasie. Oby były jednak kolejne zwycięstwa, kolejne awanse i punkty do rankingu, bo jak tego nie będzie i nie wylądujemy w czołowej europejskiej ligowej dziesiątce, to Champions League wciąż będziemy mogli oglądać tylko w telewizji, a tego przecież nie chcemy. Skoro wiele innych, mniej znaczących futbolowo nacji ma w LM swojego przedstawiciela, to dlaczego i nas nie może w niej być?!
