Niskich lotów entertainment
KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka
Nie tak wyobrażałem sobie prezentację Roberta Lewandowskiego jako piłkarza Chicago Fire. Amerykanie słyną przecież z tego, że potrafią ładnie medialnie opakować przeróżne wydarzenia, również sportowe. W końcu w soccerze - ale i w każdym innym sporcie w Stanach Zjednoczonych - chodzi o entertainment, rozrywkę. Tymczasem po prezentacji Lewandowskiego jestem zawiedziony. Nie powstał nieprawdopodobny filmik, którego scenariusz chwytałby za serce. Taki, w którym Lewandowski odgrywałby pierwszoplanową rolę, stał na rozstaju dróg i zastanawiał się, co zrobić z karierą na jej finiszu. Taki, w którym ostatecznie podjąłby trudną decyzję, stawiając na transfer do Fire, przenosząc się z całą rodziną ze słonecznej Barcelony do ponurego Chicago.
Było za to standardowe pozowanie z koszulką klubową, konferencja prasowa, dostaliśmy parę ujęć z pierwszego treningu napastnika w nowych barwach. Został więc przywitany w Fire tylko nieco lepiej od Antonio Milicia w Wieczystej Kraków. Słusznie postąpiła żona Roberta Lewandowskiego, Anna, która w dniu prezentacji wybrała koncert Bad Bunny'ego na PGE Narodowym, a nie towarzyszenie mężowi.
Fire powinno było się bardziej postarać, bo mówimy o jednym z najlepszych snajperów XXI wieku. Klub miał okazję zrobić show, pokazać Amerykanom, że do ich zespołu – wcale przecież nie z topu – przechodzi znakomity zawodnik, który w soccerowym świecie przeżył i wygrał wszystko.
Z drugiej strony rozumiem brak jakichkolwiek elementów, które pompowałyby ten transfer. Niestety, MLS nadal – pomimo że, gra tam Lionel Messi – jest ligą niszową. Mieszkańcy Chicago znają koszykarskich Bullsów, a nie soccerowych Strażaków. Ten transfer grzeje nas - Europejczyków, Polaków. Widać to też było na konferencji prasowej połączonej z prezentacją Lewandowskiego. W jej trakcie połowa pytań była zadawana przez polskich dziennikarzy. Mogło być jednak gorzej – Lewandowski trafił do Chicago, miejsca, w którym żyje liczna Polonia. Może więc ktoś się nim zainteresuje...
