Nikt się nie obraził
Mimo rywalizacji o zaledwie trzecioligowe punkty, na trybunach stadionu ArcelorMittal Park zasiadło prawie 3500 widzów.
Michał Barć stawia pieczęć na pierwszym w tym sezonie zwycięstwie Zagłębia. Fot. Zagłębie Sosonowiec
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC
Niedzielny mecz spadkowicza z 2. ligi pokazał, że mimo fatalnej postawy w ostatnich sezonach, kibice z Sosnowca i okolicy nie obrazili się na Zagłębie. Na trybunach ArcelorMittal Park zasiadło prawie 3500 kibiców, którzy byli świadkami pierwszej wygranej w sezonie.
Pod wrażeniem
- Dziękujemy kibicom, że byli z nami, że tak bardzo nam pomagali z trybun. Zdajemy sobie sprawę, że są spragnieni dobrej postawy piłkarzy. Od początku mówiłem, że czas będzie grał na naszą korzyść, jeśli chodzi o proces kształtowania się zespołu. Duża niewiadomą dla naszych zawodników było to, jak ten stadion będzie wyglądał i jak będzie funkcjonował. Ogromne podziękowania za to, że wszyscy idziemy jedną drogą. Chciałbym, aby kibic, który zasiada na trybunach miał poczucie, że to jest jego drużyna. Zwycięstwa są oczywiście bardzo ważne, ale jeśli drużyna odda swój charakter i poświęcenie na boisku, to też dostanie oklaski. Wiemy, jakich mamy kibiców. Są oni spragnieni nie tylko wyniku, ale także charakteru. I taką drużynę z charakterem chcemy budować, która będzie oddawała tym barwom to, co jest najważniejsze w sporcie, czyli determinację, zaangażowanie i nieustępliwość. Wiadomo, że na dzisiaj poziomu rozgrywkowego nie zmienimy, ale wszyscy musimy iść jedną ścieżką - kibice za drużyną, a drużyna za kibicami – podkreśla Tomasz Łuczywek, trener Zagłębia.
Siła z ławki
Po bezbramkowym remisie z Karkonoszami Jelenia Góra jego ekipa pokonała KS Panattoni Goczałkowice 2:0. W międzyczasie z niezłej strony pokazała się w meczu rundy wstępnej Pucharu Polski. Choć przegrała 0:1, to obiektywnie rzecz biorąc pozostawiło po sobie lepsze wrażenie niż spadkowicz z 1. ligi. - W tamtych meczach zabrakło nieco szczęścia, ale przede wszystkim skuteczności. Niedzielna wygrana cieszy, ale trzeba pamiętać, że liczba stworzonych sytuacji nie odzwierciedla wyniku. Inna sprawa, że przy stanie 1:0 Goczałkowice postawiły nam trudne warunki i trzeba się było do nich dostosować. Udało nam się umiejętnie wybronić i w konsekwencji wygrać. W przerwie pewnie rzeczy pozmienialiśmy, wyjaśniliśmy piłkarzom kilka kwestii. Gdybyśmy szybciej strzelili drugą bramkę, byłoby nam trochę łatwiej. Potem ta nerwowość i obawa przed stratą bramki trochę zmusiła nas do cofnięcia się. Wynikało to z poczucia bezpieczeństwa i zarządzania wynikiem. Trzy zmiany w jednym momencie diametralnie odmieniły sytuację, bo weszła nowa energia. Zmiennicy podołali i dali radę. Liderem ma być drużyna i zawodnicy, którzy w danym czasie tworzą określone role w zespole. To, że weszli z ławki nie zmienia niczego, bo w kolejnym meczu mogą wyjść w pierwszym składzie. Wchodzący odmienili i uspokoili grę, dzięki czemu zdobyliśmy drugiego gola, bo Mateusz Chmarek był faulowany, a Michał Barć wykorzystał rzut karny. Można sobie życzyć, aby w każdym meczu tak było i będziemy dążyli do tego, aby wchodzący zawodnicy byli ważnymi postaciami tego zespołu - podsumował trener Łuczywek.
Długie kolejki
Kibice zaskoczyli in plus swoją obecnością, a piłkarze zgarnęli upragnione trzy punkty. Nie popisała się tylko firma przygotowująca catering, którą frekwencja na trybunach wyraźnie przerosła. Punktów gastronomicznych otwarto zaledwie kilka, przez co w kolejce było spędzić kilkadziesiąt minut...
Krzysztof Polaczkiewicz
