Nikt nie mówi o jego zasługach
Rozmowa z Andrzejem Supronem, wicemistrzem olimpijskim i mistrzem świata w zapasach, obecnie wiceprezesem PKOl i byłym prezesem Polskiego Związku Zapaśniczego
Andrzej Supron w jakiekolwiek winy Radosława P. nie wierzy. Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
Radosław P. doprowadzony do prokuratury. Zaskoczony pan?
- Nie. Nawet jeśli ktoś robi coś dobrego dla sportu, a nie jest „poprawny politycznie”, to musi być gotów na takie sytuacje. Pan minister Nitras postanowił pana P. zdyskredytować, obwiniając go za słabe wyniki na igrzyskach w Paryżu, jakby to PKOl był temu winien. Dziś już wszyscy mówią o jakichś „winach” prezesa, a nikt nie mówi o zasługach.
Jedna z win związana ma być ze słynnym już zegarkiem za 40 tys. euro. Co pan na to?
- A ta wina polegała na czym? Że poprosił szefa Zondacrypto o pomóc z zakupie tego zegarka? To nie jest towar, który kupuje się z półki, wchodząc do sklepu. Trzeba go zamówić, prezes P. zrobił to za pośrednictwem pana Krala, ale sam za ten zegarek zapłacił. Ma na to potwierdzenie.
To już ustali prokuratura. Natomiast ja pana zapytam, jak widzi pan te zasługi, o których pan wspominał?
- No to zacznijmy od początku. Były za medale olimpijskie nagrody finansowe uzgodnione ze spółkami Skarbu Państwa? Były. I nagle spółki się z tego sponsoringu wycofały. Dlaczego? Można się domyślić, w każdym razie żenująca sprawa... Prezes P. szukał więc innych sponsorów. Wywiązał się z wcześniejszych zobowiązań PKOl, w tej chwili nagroda dla złotego medalisty, jest czymś godnym. Zresztą nie tylko dla złotego, bo przecież dostały je i srebrne medalistki z Paryża. I kolejna rzecz: po raz pierwszy – a jestem w zarządzie PKOl 26 lat – prezes wykorzystał ten potężny branding, jakim jest Polski Komitet Olimpijski, żeby wykorzystać go w celach dofinansowania „niszowych” dyscyplin. Choćby takich, jak moje – przecież utytułowane, ale często niedofinansowane właśnie – zapasy.
Podpisał jednak umowę z firmą, która ostatecznie naraziła na straty mnóstwo inwestorów.
- Kryptowaluty to nie jest jakaś nowość, wiele państw ma w nich swoje rezerwy finansowe. Ale kiedy rzucono na tę branżę, i na firmę, cień – ustalenie kto i dlaczego to już nie moje zadanie – ludzie zaczęli wycofywać pieniądze. Stąd bankructwo giełdy. Wcześniej – przypomnę – było pismo z PKOl, czy podejmować działania i kontakty z firmą Zonadcrypto. Żadnej odpowiedzi o przeciwwskazaniach nie otrzymaliśmy. No to umowa została podpisana. Firmę promowało wiele polskich gwiazd, na czele z Kasią Niewiadomą. Nie dopuszczam myśli, że prezes P. mógł podpisywać umowę w złej wierze, przewidując takie kłopoty.
Nie wiemy jeszcze, czy i jakie zarzuty zostaną postawione prezesowi. Jak pan widzi przyszłość jego prezesury?
- Jedno jest pewne; gdyby został aresztowany – w co nie wierzę, na pewno nie mógłby kierować komitetem. Tak czy siak trzeba jednak zwołać posiedzenie prezydium i pochylić się nad tą sytuacją.
I zmienić prezesa?
- Pamiętajmy, że istnieje domniemanie niewinności. Odwołanie go byłoby zaś rzeczą, której nie dałoby się cofnąć. Również ze szkodą dla PKOl, dla jego wizerunku.
Ot, słowo klucz. Ten wizerunek budowany był przez lata i dekady. Jak bardzo cała sytuacja nadszarpuje ten wizerunek i co można zrobić, żeby PKOl wrócił na należne miejsce w świadomości Polaków?
- Trudna sprawa. Wizerunek runął, choć nic z owych „win” prezesa nie zostało jeszcze usankcjonowane, choć zajmowały się nim trzy prokuratury. Najwyższa Izba Kontroli zrobiła kontrolę w PKOl, która nie wykazała nieprawidłowości. No, 150 tysięcy zadłużenia, ale jeszcze z czasów poprzednika. Prezes P. zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie jako człowiek. Miły, uśmiechnięty. Oczywiście ja za długo żyję na tym świecie, żebym dał się słówkami omamić. Dla mnie liczą się działania, a – jak mówiłem – dzięki prezesowi wiele związków dostało niesamowite wsparcie.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
