Nikt nie ma prawa mieć pretensji
Rozmowa z Aleksandrem Matusińskim, trenerem Justyny Święty-Ersetic i żeńskiej sztafety 4x400 metrów
Trener naszej medalodajnej sztafety zmartwił się decyzją utytułowanej reprezentantki, ale szanuje ją. Fot. Adam Starszyński / Press Focus
Justyna Święty-Ersetic zasmuciła kibiców Królowej Sportu, informując w ostatnich dniach, że z powodów zdrowotnych przedwcześnie kończy sezon. Napisała, że „musi zadbać o siebie i odzyskać spokój”. Pan zapewne wiedział o tym nieco wcześniej, ale czy ta decyzja pana nie zaskoczyła?
- Oczywiście wiedziałem o niej wcześniej, ale nie rozpowiadamy dookoła takich rzeczy. To dojrzała decyzja Justyny, na którą wpłynęła jej sytuacja zdrowotna.
Czy chodzi o uraz?
- Nie będę się na ten temat wypowiadał, to są osobiste sprawy zawodniczki.
Rozumiem, ale może próbował pan przekonywać podopieczną, żeby jeszcze raz zagryzła zęby?
- Nie było z mojej strony żadnych nacisków ani nawet chęci przekonywania. Po prostu szanuję jej decyzję, przyjąłem ją z pełnym respektem. Justyna w przeszłości tyle zrobiła dla polskiego sportu, że mogłaby już dawno skończyć karierę i nikt nie miałby prawa mieć do niej o to żalu czy cienia pretensji.
Co dalej zatem? Umawialiście się, kiedy wróci do treningów?
- Na nic się nie umawialiśmy. Pewnie czeka nas rozmowa we wrześniu, czy wracamy do pracy od października-listopada. Na tę chwilę nie ma co dywagować, czas pokaże.
Trudno nie pomyśleć o tym, że Justyna w grudniu skończy 34 lata. Myśli pan, że po tej przerwie wyczynowy sportowiec w zaawansowanym wieku może jeszcze wrócić na poziom mistrzowski i międzynarodowy?
- Nie przekreślałbym jej, bo w całej swojej karierze - a nie była już wówczas młoda – wracała po wielu kontuzjach i przerwach. Raz miała nawet dłuższą przerwę niż będzie teraz– w 2023 roku z powodu kontuzji ścięgna Achillesa już w maju przerwała sezon, nie startowała w mistrzostwach świata w Budapeszcie, ale wróciła. I już po trzech miesiącach w hali zdobywała medale mistrzostw Polski. Sezon letni zaczęła słabiej, tak było jeszcze na mistrzostwach Europy w Rzymie, ale potem się rozkręcała i dobrze wystartowała na igrzyskach w Paryżu. Na docelowe imprezy kwalifikowała się zawsze, czy to z rankingu, czy wypełniając wskaźniki wynikowe. Poza tym są przypadki zawodniczek - choć akurat nie słyszałem o podobnych na 400 metrów - których kariera trwała bardzo długo, jak choćby Merlene Ottey, która światowe medale zdobywała w wieku 35 lat i później, a startowała nawet po czterdziestce. Justyna udowadniała nieraz, że ma wielki charakter do sportu. Jak postanowi, tak będzie.
Święty-Ersetic była jednak zawsze silnym punktem sztafet, czy to 4x400, czy mieszanej, w tym sezonie też miała takim być. Czy spadają nasze szanse na medal mistrzostw Europy w Birmingham?
- Brak Justyny to zdecydowanie duże osłabienie zespołu. Poza wspomnianym Budapesztem, zawsze biegała w sztafetach na każdej dużej imprezie, generalnie schodziła na zmianie poniżej 51 sekund. Co by nie powiedzieć, to druga siła w zespole po Natalii Bukowieckiej. Na igrzyskach w Paryżu zeszła na zmianie poniżej 50,5 sekundy, a w starcie indywidualnym poniżej 51. Bez Justyny najpierw wyzwaniem będzie zakwalifikować się do finału. Powtarzam od pewnego czasu, że eliminacje są trudniejsze niż sam finał. Bo program dużych imprez jest tak ułożony, że praktycznie niemożliwym jest połączyć ze sztafetą start indywidualny na 400 metrów. Natalia, jako nasza gwiazda, zawsze ma priorytet indywidualny, a w Birmingham w dniu eliminacji sztafet będzie miała dzień odpoczynku przed finałem na 400 m, w którym – mamy nadzieję – będzie przecież bronić tytułu z Rzymu.
Weekendowe mistrzostwa Polski w Białymstoku będą ostatnią kwalifikacją do sztafet na czempionat kontynentalny. Ile zawodniczek zabierze pan na Wyspy?
- Prawdopodobnie 5 lub 6 plus Natalia. Ale to nie jest moja deklaracja, o składzie zdecyduje związek.
Bukowiecka w tym sezonie na razie startuje bez błysku i nie zeszła jeszcze poniżej 50 sekund. Jej dyspozycja nie martwi w kontekście sztafety?
- Znając Natalię i trenera Marka Rożeja, nie przejmowałbym się tym w ogóle. Oni mają wypracowane swoje schematy i zawsze są najlepiej przygotowani w imprezie mistrzowskiej. Rok temu przed mistrzostwami świata w Tokio też nie było różowo, a ostatecznie była czwarta indywidualnie, najlepsza z Europejek. W tym roku w hali Henriette Jaeger też szalała, ale w MŚ w Toruniu to Natalia była druga, a Norweżka została bez medalu, tak więc zachowałbym spokój.
Co robicie po krajowych mistrzostwach przed wylotem do Anglii?
- Od 30 lipca mamy przedstartowe zgrupowanie w Spale. Zastanawiam się jeszcze, czy lecieć do Birmingham 8 sierpnia, czy nie zostać do końca na obozie i przyjechać dopiero na samą sztafetę. Decyzję zapewne podejmę w Białymstoku.
Rozmawiał Tomasz Mucha
SUKCESY ŚWIĘTY-ERSETIC
(na stadionie)
◼ 2017, Londyn – brąz mistrzostw świata (MŚ) w sztafecie 4x400 m kobiet◼ 2018, Berlin - złoto mistrzostw Europy (ME) indywidualnie na 400 m
◼ 2018, Berlin – złoto ME w sztafecie 4x400 m kobiet
◼ 2019, Doha – srebro MŚ w sztafecie 4x400 m kobiet
◼ 2021, Tokio - złoto olimpijskie w sztafecie mieszanej 4x400 m
◼ 2021, Tokio - srebro olimpijskie w sztafecie 4x400 m kobiet
◼ 2022, Monachium – srebro ME w sztafecie 4x400 m kobiet
* plus 9 medali halowych MŚ i ME w sztafetach 4x400 kobiet i mikst oraz 1 indywidualnie
