Nigdy nie jest za późno

Podczas The Open Championship 39-letni Ryan Fox sięgnął po pierwsze trofeum wielkoszlemowe. To historia niemal jak z bajki.

Ryan Fox wcześniej nie był nawet w TOP 10 turniejów wielkoszlemowych. Zdjęcia Facebook The Open

Niedziela 154. The Open Championship zapisała się w historii jako jeden z najbardziej chaotycznych i dramatycznych dni w golfie. Przy twardych, wysuszonych przez słońce fairwayach i wręcz wypieczonych greenach, seryjnie odpadali faworyci. Tracili panowanie nad grą, a piłki latały dosłownie wszędzie. Nowozelandczyk, prawie cały na czarno, zachował w upalnej pogodzie najchłodniejszą głowę, wytrzymał szaleńczy napór rywali i rzutem na taśmę wywalczył wymarzony Claret Jug. Wszyscy trzymali za niego kciuki – no może poza Cameronem Youngiem, który po przypuszczeniu frontalnego ataku w niedzielę przygotowywał się do potencjalnej dogrywki, w czasie kiedy grający w grupie finałowej Fox kończył rundę. Nic dziwnego, „Foxy” jest uwielbiany przez fanów golfa na całym świecie – za swoją szybką niczym błyskawica grę, za wielką skromność, niezwykłą osobowość oraz rzadko spotykaną drogę na sam szczyt.

Pogrom rywali i atak Younga

Niedziela była kulminacją naprawdę trudnych warunków na Royal Birkdale. Wysoka temperatura z minuty na minutę powodowała, że pole robiło się coraz trudniejsze. Piłki po uderzeniach czołówki turniejowej nie chciały zatrzymywać się na fairwayach i seryjnie przetaczały się przez greeny. Z czasem wzmagał się wiatr, co w połączeniu z twardym podłożem tworzyło warunki ekstremalne. Idealnie wstrzelił się w ten scenariusz Cameron Young, który rozpoczął niedzielną szarżę ponad dwie godziny przed ostatnią grupą. Wykorzystał nieco spokojniejsze warunki poranno-południowe, wystrzelił z genialną rundą -6 i objął prowadzenie z wynikiem -9. Przez kolejne prawie dwie godziny siedział w domu klubowym, a później trenował na strzelnicy, czekając na ewentualnego śmiałka, który zdoła go dogonić. Jego niesamowity wynik zepsuł jedynie bogey na ostatnim dołku, który – jak się później okazało – kosztował go bardzo wiele. Faworyci z późniejszych grup zaczęli pękać jeden po drugim. Sam Burns – lider po trzech rundach z dwoma uderzeniami przewagi, całkowicie stracił rytm na pierwszej dziewiątce, notując tam trzy bogeye z rzędu. Na ostatnich dwunastu dołkach zaliczył 12 parów i finiszował na trzecim miejscu. Koreańczyk Si Woo Kim przez moment wyszedł na prowadzenie na początku drugiej dziewiątki, ale zaliczył bolesne 40 uderzeń na drugiej i wypadł z walki o tytuł. Bryson DeChambeau – przeżył prawdziwy koszmar na jedenastce, gdzie zgubił piłkę, zanotował soczystego triple’a i definitywnie pożegnał się z marzeniami o tytule. Scottie Scheffler mimo „dość” kontrowersyjnej decyzji sędziego na siedemnastce, która w praktyce pozwoliła mu... wyczarować birdie ze zgubionej piłki, mimo klasycznej jak na niego pogoni, zakończył walkę na miejscu czwartym, dzielonym z lokalnym bohaterem – Tommym Fleetwoodem.

Odważna deklaracja

Fox tymczasem parł do przodu, grając w ostatniej grupie z Burnsem. Pierwszą dziewiątkę skończył na par. Prawdziwy rollercoaster zaczął się na ostatnich dołkach. Nowozelandczyk odpalił niesamowity finisz, zdobywając cztery birdie na ostatnich sześciu dołkach! Po drodze było też trochę pecha - na piętnastce i siedemnastce jego świetne uderzenia, przez wspominane już super twarde i suche warunki, minimalnie stoczyły się do głębokich, budzących prawdziwą grozę bunkrów, zmuszając go do niezwykle trudnych zagrań ratunkowych. Najpierw przypłacił to bogeyem, ale później zdołał uratować kluczowego para. Gdy rozpoczynał ostatni dołek, remisując z Youngiem z wynikiem -9, dobrze wiedział, jaka jest sytuacja. Potrzebował birdie na zwycięstwo, na uniknięcie dogrywki. Presja była niewyobrażalna – przecież grając agresywnie na tym najtrudniejszym dołku na polu, mógł w sekundę stracić szansę na dogrywkę. Co robi w tej sytuacji? Odwraca się do swojego caddiego, Deana Smitha i mówi do niego: „Idziemy na całość. Spróbuję wygrać ten turniej tutaj i teraz, a jeśli to schrzanię, po prostu pogodzę się z konsekwencjami”. Odważna deklaracja nawet nie zdążyła odpowiednio wybrzmieć, kiedy odpalił pocisk na środek fairwaya, po czym posłał wspaniałe uderzenie ironem z około 160 metrów na green – niecałe 4 metry od flagi. Znany z błyskawicznego tempa gry niczego nie celebrował. Podszedł do piłki i bez zbędnej zwłoki trafił piąte birdie dnia i przypieczętował miejsce w historii golfa. Young na strzelnicy usłyszał tylko ryk publiczności – w tym momencie wszystko stało się jasne również dla niego – po raz drugi był drugi podczas The Open. Zwycięstwo Foxa było piorunujące. Warto przypomnieć, że po czwartku był dopiero na 85. miejscu, dzień później awansując na pozycję 52 i przechodząc cut niemal o włos. To największy awans na pozycję lidera po 36 dołkach w historii wielkich szlemów. Dzień wcześniej wyrównał rekord męskich turniejów wielkoszlemowych, wykręcając kosmiczną rundę 62. Już po wszystkim nie mógł uwierzyć w to, co się stało: „To coś, o czym się marzy” – powiedział. „Kiedyś wstawałem w środku nocy, żeby obejrzeć ten turniej w domu. Zostać Champion Golfer of the Year to coś niewiarygodnego, surrealistycznego, szalonego. Brakuje mi słów, żeby to opisać”.

Geny sportowca

Sportowy sukces ma zapisany w genach. Jego ojciec - Grant Fox, to absolutna ikona nowozelandzkiego rugby – mistrz świata z reprezentacją All Blacks z 1987 roku. Z kolei dziadek ze strony matki - Merv Wallace, był kapitanem narodowej reprezentacji Nowej Zelandii w krykiecie. Ryan dorastał w cieniu tych wielkich postaci, uganiając się w młodości za jajowatą piłką i zaliczając solidne występy w krykiecie. „Zaraz po podpisaniu karty wyników dorwałem telefon i połączyłem się z rodziną. Moje córki krzyczały do słuchawki: »Prosiłaś, żebym przywiózł trofeum do domu, i właśnie to robię, prawda?« Rozmawiałem też z tatą. Przez całe życie w Nowej Zelandii i na świecie byłem znany przede wszystkim jako »syn Granta Foxa«. Za każdym razem, gdy robiłem coś w sporcie, pojawiało się jego nazwisko. Powiedziałem mu dzisiaj przez łzy, że w końcu role się odwróciły i to on od teraz jest tatą mistrza wielkoszlemowego. Słyszałem, jak łamał mu się głos ze wzruszenia” – składał po zwycięstwie hołd swojemu wielkiemu ojcu. Zamiast iść utartą ścieżką, dopiero jako nastolatek postawił na golfa. Wiek 17 lat to dla większości współczesnych mistrzów moment, w którym trenują już od dawna, jednak dla Foxa był to dopiero czas poważnego wejścia w ten sport. Nie spieszył się z karierą – studiował prawo na University of Auckland, by ostatecznie obronić dyplom z psychologii. Na przejście na zawodowstwo zdecydował się dopiero jako 25-latek, co w dzisiejszym sporcie jest raczej niespotykane.

Od załamania do euforii

Początki były na tyle bolesne, że zaledwie dwa lata później przeżył głęboki kryzys i był o krok od całkowitego porzucenia sportu. Determinacja przyniosła jednak efekty i jako 30-latek wywalczył upragniony awans na European Tour, a w wieku 37 lat zrealizował kolejne wielkie marzenie, zdobywając pełną kartę członkowską w amerykańskim cyklu PGA Tour. Ta niezwykła, pełna cierpliwości i zakrętów droga znalazła swój filmowy finał na polu Royal Birkdale. Wcześniej wygrywał czterokrotnie na DP World Tour i dwukrotnie na PGA Tour. Warto wspomnieć, że kiedy przenosił się na PGA Tour, rywalizację za Atlantykiem miał rozpocząć również Adrian Meronk, który był pierwszy w specjalnym rankingu ligi - Race to Dubai Rankings – PGA TOUR Eligibility, dającym przepustkę do występów za Atlantykiem. Fox był w tym rankingu drugi. Ich drogi po wielu wspólnych występach na DP World Tour bardzo się rozjechały. Adrian wybrał LIV Golf, Fox PGA Tour. Ryan tak podsumowywał swoją dość nietypową ścieżkę kariery: „Gdybym jako chłopak usłyszał, że w wieku trzydziestu dziewięciu lat będę stał tutaj z Claret Jug, uznałbym to za kiepski żart. Zacząłem grać turniejowo dopiero jako siedemnastolatek, podczas gdy dzisiejsze dzieciaki w tym wieku mają już za sobą dziesięć lat morderczych treningów. Moja droga była inna, pełna zakrętów, gry w rugby i nauki. Patrzę teraz na to trofeum z bliska po raz pierwszy w życiu i wciąż nie potrafię znaleźć w słowniku odpowiednich słów, by opisać to, co czuję. Mam nadzieję, że moja wygrana udowodni każdemu, kto późno zaczyna, że na spełnienie marzeń nigdy nie jest za późno”.

Kasia Nieciak


Meronk wraca do gry

Po gigantycznych emocjach związanych z triumfem Ryana Foxa na Royal Birkdale, uwaga polskich kibiców przenosi się z Southport do centralnej Anglii na pole JCB Golf and Country Club w Rocester w hrabstwie  Staffordshire. Już w czwartek do rywalizacji powraca tam Adrian Meronk, reprezentujący barwy Cleeks GC w LIV Golf United Kingdom. Transmisje być może jednego z kilku ostatnich turniejów LIV pokaże Golf Zone. Innym wydarzeniem, które obejrzymy w polskiej telewizji będzie turniej PGA Tour - 3M Open, transmitowany od czwartku do niedzieli w Eurosporcie 2.

Kibice byli zachwyceni.

Wymarzone trofeum.

Adrian Meronk przed kolejnym turniejem trenował we Wrocławiu. Fot. Facebook zawodnika

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się