Nie ze mną te numery, Bruner

Rozmowa z Piotrem Czachowskim, byłym reprezentantem Polski i piłkarzem Serie A, dziś komentatorem telewizyjnych spotkań włoskiej ekstraklasy

W ostatnich kilku tygodniach Kamil Grabara znalazł się „w parterze” w szeregach Wolfsburga. Wypożyczenie do Juventusu w tej sytuacji to prawdziwy hit. Fot. IMAGO / Press Focus

Juventus kilka tygodni temu wypożyczył Guglielmo Vicario z Tottenhamu. No to po co Włochom jeszcze Kamil Grabara?

- Będzie rywalizować z Vicario. Swoją drogą wyglądało na to, że w meczu 1. kolejki z Frosinone złapał jakąś kontuzję. Okazało się jednak, że to tylko skurcze go złapały i wszystko jest już OK.

No dobra, ale w kadrze Juve wciąż jeszcze są Michele Di Gregorio i Mattia Perin. 

- Ale już niedługo. Perin jest przygotowywany do przeprowadzki do Palermo. Będzie tam mieć więcej możliwości gry, ma łapać większą liczę minut na murawie. A Di Gregorio będzie transferowany na Wyspy Brytyjskie (do Bournemouth – dop. aut.). Więc Juventus musiał szukać nowego drugiego bramkarza – i znalazł go w osobie Grabary właśnie. Kamil dobrze uzupełni tę linię obrony bramki Starej Damy, dając trenerowi solidne gwarancje jakości w obliczu napiętego kalendarza sezonu, obejmującego rozgrywki ligowe i pucharowe.

Drugiego bramkarza szukał Juventus” - powiedział. „Drugiego” w sensie liczbowym, czy również hierarchii w drużynie?

- Hierarchia jest jasno ustalona. Vicario jest bramkarzem numer jeden, Polak jest drugi. Natomiast dzięki temu strategicznemu ruchowi zarząd Juventusu zapewnia drużynie solidną strukturę, zgodną z wizją sztabu szkoleniowego. A Grabarze – możliwość zaprezentowania tego wszystkiego, co widywaliśmy w jego wykonaniu w Bundeslidze, w barwach Wolfsburga. A i dla nas, polskich kibiców, to też coś fajnego.

Ten miniony sezon Kamil – patrząc na samą liczbę puszczonych bramek – miał jednak bardzo gorzki...

- Ale też występował w drużynie, w której nie było obrony, nie było destrukcji. A on swoimi interwencjami pokazywał, że jest, powiedzmy, niezły. Prawie ich utrzymał w Bundeslidze. Ostatecznie w pojedynkę nie dał rady, ale co wybronił – to jego.

Dzięki temu coś musieli w nim zobaczyć w Turynie. Myśli pan, że stąd się wzięło owo wypożyczenie?

- Nie wiem, ile prawdy w tych pogłoskach, ale... chyba jakieś telefony do Wojtka Szczęsnego były z Turynu. Żeby ktoś taki, jak Kamil, mógł trafić do Juventusu, raczej potrzebne było jakieś „namaszczenie”; dobre słowo od kogoś, kto go polecił. Pozostając zaś w tej konwencji: wydaje mi się, że taki Juventus to – w tym momencie – dla Kamila szczyt marzeń, tak bym powiedział. Nie wiem, czy to nie za mały kaliber bramkarza na taki klub, jakim jest Juventus. Stąd właśnie – przynajmniej w tym momencie - jasno określona sytuacja, którą powtórzę: Vicario jest numerem jeden, Grabara - numerem dwa. Natomiast jestem pewien, że Vicario jest do złapania przez Polaka.

I tak wszystko rozstrzygać będzie Luciano Spalletti. Można zgadywać, co mu w głowie siedzi?

- W przypadku Vicario - on zna go dobrze. Wie, co to za bramkarz i jak świetnie bronił w Empoli, z którego – w nagrodę za kapitalną grę - trafił właśnie do Tottenhamu. Natomiast w przypadku Polaka, Spalletti może liczyć na – powiedziałbym - niezwykle niezawodnego, charyzmatycznego drugiego bramkarza. Bramkarza o międzynarodowym profilu, który jest przyzwyczajony do gry na najwyższym poziomie. Kontrakt podpisuje jako „drugi”, ale zobaczymy, jak to wszystko będzie się układało w tym najbliższym okresie. Ten manewr personalny prezesa Giovaniego Carnevaliego i nowego dyrektora, Frederica Massary pokazuje, że w klubie nie pozostawia się niczego przypadkowi. Szukali bramkarza, na którym w razie kłopotów będzie się można oprzeć. Dla Spallettiego to cenny zawodnik, pozwalający utrzymać bardzo wysoki poziom rywalizacji wewnętrznej podczas codziennych zajęć. Grabara tej rywalizacji się nie wystraszy, aczkolwiek wiemy, że to chłopak, którego nos uniesiony jest delikatnie ku górze. Wiemy też, jak bardzo był niezadowolony z tego, co się w ostatnich tygodniach wydarzyło w Wolfsburgu. Przecież on tam ma jeszcze ważny kontrakt, a musiał ustąpić miejsca komu innemu. 18-latkowi z Legii, bez doświadczenia, który jednak wszedł z marszu i zaczął fantastycznie bronić. Jestem pewien, że Wilkom jest po drodze z transferem Kamila. A dla niego to cenny ruch na kilka dni przed zamknięciem okienka transferowego

Bardzo mnie pańskie słowa o tym, że ma być numerem dwa, fascynują. Bo Kamil Grabara – taki przynajmniej obraz samego siebie świadomie tworzy – nie jest facetem, który chętnie uznaje kompromisy. Prawda?

- Fajnie, że pada takie pytanie, bo ja panu mówię, od razu odpowiadam. Z jednej strony – dla niego samego to zaszczyt. Z drugiej – gwarancja dla Juve, wciąż wielkiego klubu, że Kamil nie spocznie na laurach tylko dlatego, że sięgnął po niego gigant. Wcale nie musi tego sezonu przesiedzieć na ławie. Kontrakt Polaka daje Spallettiemu możliwość dokonywania roszady, bo przyszedł ktoś, kto zna swój bramkarski fach, nawet jeżeli – na razie – Kamil nie jest trafieniem lotką w dziesiątkę na tarczy.

Grabara na pewno będzie walczyć o swoje. Może „podskoczyć” trenerowi w inny sposób, niż tylko dobrą postawą na treningach?

- Nie! „Nie ze mną te numery, Bruner” - chciałoby się powiedzieć w tym przypadku. Ja uważam Spallettiego za jednego z trzech najlepszych szkoleniowców w Italii. Na żadne kontrowersje sobie nie pozwoli. U Gian Piero Gasperiniego na przykład możesz liczyć na drugą-trzecią szansę. U Spallettiego masz na pewno o jedną mniej. Co nie znaczy, że Kamil w ogóle jej nie dostanie. Tym bardziej że – moim zdaniem – on jest naprawdę niezły, zwłaszcza w grze na linii. Oczywiście, pamiętam Vicario z gry w Empoli. Był doskonały; uważam, że lepszy od Grabary w grze na przedpolu; nie mówiąc już o tym, że Polak na razie nie zna języka włoskiego, a bezpośrednia komunikacja z linią defensywy jest dla bramkarza arcyważna. Ale Vicario też nie jest kimś, kto bezwarunkowo rzuca na kolana – jak Gianluigi Buffon na przykład. Więc Kamil – jak mówiłem – będzie mieć szansę, by go wygryźć. Natomiast od niego zależy, czy z tego transferu uda mu się wyciągnąć maksa. Bo to jednak już nie jest Wolfsburg i dolne rejony tabeli Bundesligi. To jest Juventus, Serie A i Liga Europy. Swoją drogą – fajnie, bo być może będzie okazja, by go zobaczyć w Polsce, w meczu z którymś z polskich klubów w tych rozgrywkach.

Juventus ostatnie tytuły mistrzowskie zdobywał w końcówce minionej dekady, ze wspomnianym przez pana Wojtkiem Szczęsnym w bramce. Może znów Polak zostanie „talizmanem Starej Damy” i poprowadzi ją na tron?

- Oj, chyba nie ten moment. Proszę spojrzeć, jak długo Juve jest już bez takiego trofeum. W klubie wciąż jeszcze trzeba sporo posprzątać. Obronę mają solidną, z Brazylijczykiem Bremerem w jej środku. By jednak myśleć o zaszczytach, bezwarunkowo potrzebują bardzo dobrej „dziewiątki”, bo ona od dawna szwankuje. Kupili jakiś czas temu Vlahivicia, za absolutnie gigantyczne pieniądze. I co? Już go w Juve nie ma, bo po prostu nie podołał zadaniu. Trenerzy też się w tym czasie zmieniali... Z Frosinone w weekend Juve grał, jak grał... Z drugiej strony - Spalletti jest człowiekiem, który lubi budować wszystko stopniowo; układać tak, żeby miało ręce i nogi. Więc wszystko „je małą łyżeczką”, ale osiąga wynik na lata.

Czyli scudetto jeszcze nie tym razem?

- Trochę się zmienia cała Serie A. Pojawiają się nowi gracze w lidze. Kto by pomyślał, że w Champions League nie będzie Juventusu i Milanu, a będzie Como? Ale Spalletti jest tym, który tę turyńską rzeczywistość powoli sobie ukształtuje i ułoży drużynę na nowo. Na razie jednak – mam wrażenie – celem numer jeden będzie dla niego powrót Juventusu do Ligi Mistrzów. A scudetto? Powiem tak: dziś Inter jest w stanie wystawić dwie niemal równorzędne – a na pewno bardzo silne – jedenastki. A Juventus nie. Co nie znaczy, że nie powinniśmy za Grabarę i jego drużynę trzymać kciuków!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się