Nie zdradzę, co kombinujemy
Rozmowa z Pavolem Stano, trenerem MFK Żylina, pucharowego przeciwnika GieKSy
Trener Pavol Stano bardzo mocno przeżywał mecz w Żylinie. Fot. Tomasz Błaszczyk / Press Focus
Gdyby miał pan porównać Żylinę, to ma pan zespół na środek tabeli polskiej ekstraklasy?
- Myślę, że tak. Nie mówię o pierwszej i drugiej pozycji, ale graliśmy sparingi wiosną z Górnikiem Zabrze czy latem z Lechem Poznań i powiem tak – być może do tego poziomu czegoś nam jeszcze brakuje, ale wszystko, co jest w polskiej lidze pod tymi drużynami, bylibyśmy w stanie ogarnąć.
Słowacka piłka też powoli idzie do przodu, jednak do „braci” Czechów wciąż wam trochę brakuje?
- Czeska piłka ma pieniądze, ma więcej mocnych drużyn, jest podobna poziomem do polskiej ekstraklasy. Słowacka piłka generalnie idzie krok po kroku do przodu, ale na przykładzie Żyliny widać, że jak się tylko ktoś wypromuje, to natychmiast wyfruwa z gniazda. Zresztą w Polsce macie podobnie. Gdybyśmy zostali w tym składzie, jak zaczynaliśmy poprzedni sezon, to myślę, że bylibyśmy w czubie słowackiej ekstraklasy. Na dziś ze słowackich drużyn tylko Slovan Bratysława jest na konkurencyjnym poziomie do czołowych czeskich zespołów.
- To teraz porozmawiajmy o Lidze Konferencji. GieKSa czymś zaskoczyła w pierwszym meczu, bo wydaje mi się, że mieliście bardzo dobrze rozpracowanych Katowiczan?
- Informacje, jakie pozbieraliśmy na temat GKS-u i potem ułożyliśmy sobie jedna po drugiej, były bardzo trafione. Dały nam pozytywny wynikowo efekt. Wiedzieliśmy, że GieKSa ma większą liczbę zawodników do dyspozycji, więc trener Rafał Górak ma szersze od nas możliwości rotowania składem. My tylu piłkarzy o europejskim poziomie w kadrze nie mamy. Mamy wielu młodych chłopców, których musimy jeszcze ogrywać. Z tego powodu nasz potencjał, nasze zdolności są okrojone. Jeszcze podstawową jedenastką jesteśmy w stanie konkurować, jak chociażby z GKS-em u siebie, natomiast bez szerokiej ławki trudno będzie o dobre wyniki na wyższym levelu w europejskich pucharach.
Przede wszystkim udało wam się wyłączyć z gry lidera Katowic, Bartosza Nowaka. Jak to zrobiliście?
- To bardzo dobry zawodnik „momentu”, potrafiący jednym niekonwencjonalnym zagraniem uruchomić „zabójczą” akcję. Daje mnóstwo jakości drużynie, więc byliśmy bardzo mocno na nim skoncentrowani. Zawodnika z takim potencjałem ciężko jest upilnować, więc nasza uwaga musiała być na nim maksymalnie skupiona przez całe spotkanie.
No i udało się, bo Nowak zagrał jeden ze słabszych meczów, odkąd jest w Katowicach...
- Wyszedł nasz pomysł na zneutralizowanie gwiazdy GKS-u, ale za nami jest dopiero pierwsza połowa dwumeczu. Nie możemy o tym zapomnieć, jednak wierzę, że w drugiej połowie, jeśli tak mogę nazwać aktualny stan rywalizacji, będziemy tak samo skuteczni, jak byliśmy od pewnego momentu w Żylinie.
Czyli obstawimy szanse słowacko-polskiej rywalizacji na 60 do 40 procent dla Żyliny?
- Nie podpuści mnie pan na taką zabawę (śmiech). Takie obliczanie szans nie ma większego sensu. Ważne jest to, co się będzie działo na boisku. W tym momencie szanse są równe - 50 na 50, ponieważ my mamy gola w zapasie, a GieKSa gra u siebie w domu, przy swoich fantastycznych kibicach. Natomiast prawda jest też taka, że nam ta bramka przewagi dała wiarę w to, co robimy. To ważny aspekt tej rywalizacji.
Mówi się, że Żylina jest mocniejsza u siebie, za to dużo słabiej wyglądacie na wyjazdach? Zgodzi się pan z taką opinią?
- Nie do końca. Graliśmy bardzo fajne wyjazdowe mecze przeciwko Spartakowi Trnawa, Slovanowi Bratysława, Dunajskiej Stredzie, więc w tym elemencie się mocno poprawiliśmy. Poza tym mecz meczowi nie jest równy. To był dopiero początek sezonu, nie byliśmy w pierwszym meczu z GieKSą jeszcze tak dobrze nastrojeni, jak powinniśmy, dlatego cieszę się, że tak dobrze zareagowaliśmy na prowadzenie GieKSy, odbijając wynik. Wierzę, że mamy duże szanse skutecznie powalczyć o awans na Bukowej i zrobimy wszystko, by tak się stało. Nie chcemy zmarnować szansy, tym bardziej, że pierwsze spotkanie zakończyło się bardzo pozytywnym wynikiem dla nas, choć długo się na to nie zanosiło.
Czym zaskoczy pan trenera Góraka?
- Tego naturalnie nie zdradzę. Wiadomo, każdy trener robi analizy rywali, kombinuje, jak zaskoczyć przeciwnika. My też coś przygotowujemy na rewanż. Ale o tym cisza przed meczem.
Jak wyglądają wasze przygotowania do rewanżowego meczu w Katowicach?
- Trochę są niestandardowe. GieKSa nie trenowała u nas. My chcemy potrenować na stadionie GKS-u, dlatego do Katowic przyjedziemy dzień wcześniej. Chcemy zagrać u was dobry mecz, wygrać i grać dalej w pucharach. Czy tak będzie? Zobaczymy. Wiadomo, jak cienka jest granica między sukcesem a porażką. Ale my patrzymy tylko do przodu.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
