Nie rozumiem decyzji władz Bytomia

Rozmowa z Damianem Bartylą, prezesem Polonii w latach 2004/11 i prezydentem Bytomia w latach 2012/18

Słynny "krzywy domek" na stadionie przy ul. Olimpijskiej. Tam mieściły się pomieszczenia klubowe, również szatnie piłkarzy. Budynek został zburzony, stadion jest rozgrzebany i nie wiadomo co z nim dalej. Zdjęcie z 2013 roku. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus.pl

Niedawno Sąd Apelacyjny w Katowicach wydał prawomocny wyrok, w którym nakazał spółce Bytomski Sport Polonia Bytom wypłatę 3,5 miliona złotych firmie S-Sport za prace rozbiórkowe przeprowadzone na stadionie przy ul. Olimpijskiej. Jak pan to skomentuje?

- Ten wyrok jest konsekwencją niezapłacenia przez miasto Bytom określonej kwoty przewidzianej za wykonanie prac rozbiórkowych. Dziwię się, że miasto przy rozwiązywaniu umowy o wykonanie całego obiektu piłkarskiego nie rozliczyło się z wykonawcą. Było do przewidzenia, że prędzej czy później za te prace trzeba będzie zapłacić. Zgadzam się z tym, że miasto nie zapłaciło za utracone korzyści, które wykonawca skarżył. Natomiast zwracam uwagę, że połowa tej zasądzonej kwoty to zasądzone odsetki. To wina miasta, że czekało na decyzję sądu nie starając się uregulować tych spraw szybciej,

Umowa została podpisana na początku 2018 roku. Firma rozpoczęła prace, ale potem odstąpiła od prac, a pod koniec tego samego roku umowa została rozwiązana z powodu braku realizacji płatności. Z czego to mogło wynikać?

- Nie byłem już prezydentem więc dokładnie nie wiem. Jestem poza urzędem, nie mam wglądu do dokumentacji. Pytanie powinno paść raczej w stronę wykonawcy, czy też władz miasta, zdanie obu stron będzie zapewne odmienne. Według moich informacji - firma odstąpiła od realizacji umowy, bo miasto zwyczajnie nie było zainteresowane kontynuacją inwestycji, kontynuacją budowy nowego obiektu w tym miejscu. 

Po decyzji sądu władze spółki rozważają wniesienie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego oraz  ewentualne dochodzenie roszczeń wobec poprzedniego zarządu spółki. Co pan na to?

- Myślę, że to kolejna bzdura opowiadana przez władze miasta, przez przedstawicieli spółki. Uważam występowanie wobec byłego zarządu klubu za całkowicie bezpodstawne. 

A czy pan jako były prezydent Bytomia w tej sprawie ma coś sobie do zarzucenia?

- Absolutnie nie! W miejscu gdzie nic się teraz nie dzieje, zakładałem budowę kompleksu sportowego, bo mówimy nie tylko o stadionie, ale również nowoczesnym kompleksie w ramach, którego miała być wybudowana również hala lodowa z trybunami o pojemności trzech tysięcy miejsc, hala lodowa treningowa, a także basen. Cały ten projekt był bardzo dobrze przygotowany. Mieliśmy na ten cel zapisane pieniądze w budżecie miasta - z tego co pamiętam 115 mln zł. Budowa trzech trybun miała być pierwszym etapem. Przetarg ogłosiliśmy bodajże w kwietniu 2017 roku. Przystąpiło do niego kilka dużych firm, jedna z nich wykonała wcześniej stadion Widzewa.  Firmy przedstawiły oferty, które mieściły się w podjętej przez nas wycenie i myślę, że gdyby Rada Miasta nie podjęła pewnych decyzji, to ten stadion powstałby tam, gdzie miał powstać, na miejscu starego obiektu. Dziś stałby już obiekt na 10 tysięcy...

Przypomnę, że w kwietniu 2017 roku utraciłem większość w Radzie Miasta. Popierający mnie radni przeszli do opozycji. Zaraz na pierwszej sesji rada wycofała pieniądze przeznaczone na budowę części stadionowej, jak i pozostałej części kompleksu, czyli hal lodowych i basenu. Na ostatniej prostej przed rozstrzygnięciem przetargu nie byliśmy w stanie podpisać umowy. Przez prawie rok bezskutecznie próbowałem namówić radnych żebyśmy wrócili do tego pomysłu i nie unieważniali przetargu. To się jednak nie udało.

Efekt jest taki, że stary stadion przy Olimpijskiej w chwili obecnej straszy, to obiekt-widmo. Tuż obok powstał za to nowy obiekt, na którym Polonia rozgrywa obecnie mecze w I lidze. To pana zdaniem dobre rozwiązanie?

- Fatalne rozwiązanie! Kiedy byłem prezesem Polonii wywalczyliśmy dwa awanse i dwukrotnie zdobyliśmy w ekstraklasie siódme miejsce. To sprawiło, że miasto zdecydowało się zainwestować w ten obiekt. Wybudowano światła, położono podgrzewaną płytę, zainwestowano ogółem ponad 20 mln zł. Naturalnym wydawało się, że kolejne inwestycje będą czynione właśnie na obiekcie przy ul. Olimpijskiej. Z mojej perspektywy zrobiliśmy wszystko żeby nowy obiekt powstał w tym miejscu. Naprawdę nie rozumiem decyzji władz miasta i rezygnacji z tej lokalizacji. Jako byłemu sportowcowi, wieloletniemu prezesowi Polonii - bardzo mi na tym projekcie zależało. Postanowiono inaczej... Chyba chodziło o to, żeby Bartyla nie wywiązał się z obietnic. Nie rozumiem także angażowania dużych pieniędzy w budowę obiektu obok, takiego ze sztuczną nawierzchnią, ze słabym oświetleniem. Obiektu, który de facto nie spełnia wcale standardów pierwszoligowych. Nie wiem czemu ma to służyć... Fakt, że Polonia dostaje ostatnio co roku licencję to jedynie duży ukłon PZPN-u w stronę bytomskiego klubu. Uważam, że to porażka tych ludzi. Najpierw wycofali pieniądze i nie pozwolili na realizację projektu tak istotnego dla rozwoju sportu w Bytomiu. Potem zainwestowali dużo większe pieniądze w obiekt, który trudno w ogóle nazwać kompleksem, bo dysponujący jedną murawą o sztucznej nawierzchni. Dla mnie decyzja absurdalna, pozbawiona racjonalnych przesłanek i podstaw merytorycznych..

Co może stać więc z tym starym stadionem? W tej chwili jest jak martwy wieloryb wyrzucony na brzeg morza...

- Mam nadzieję, że nowe władze Bytomia, te, które zostaną wybrane w najbliższych wyborach, podejdą właściwie do tematu i zrobią wszystko żeby jednak to obiekt przy Olimpijskiej został wreszcie przygotowany do warunków ekstraklasowych. Wiem, że nie będzie to łatwe, bo przecież Bytom nie jest w dobrej kondycji finansowej. Słyszymy, że sytuacja na wielu płaszczyznach jest bardzo trudna. 

A pan będzie chciał wrócić do polityki?

- Nie! Na pewno nie będę chciał wrócić. To już jest zamknięty etap mojego życia, choć niektórzy mówią, że nigdy nie można powiedzieć nigdy... Dziś jestem poza polityką i dobrze się z tym czuję. Jednocześnie gorąco kibicuję Polonii. Chciałbym żeby ten klub się rozwijał, zostawiłem tam przecież mnóstwo serca. 

Porozmawiajmy o tym chwilę. Jak to się stało, że pan - syn Lwowianki i Ślązaka, został prezesem Polonii?

- W Polonii przeszedłem wszystkie szczeble od zawodnika szkółki piłkarskiej począwszy. Sprawy zdrowotne spowodowały, że musiałem podjąć decyzję o wcześniejszym zakończeniu profesjonalnej przygody sportowej. Bawiłem się trochę na niższych szczeblach... Kariera działacza? Kiedy byłem prawnikiem w Urzędzie Miasta przyszło do mnie kilku zawodników Polonii, z którymi wcześniej grałem, m.in. Darek Okoń. "Damian, trzeba coś zrobić, zaraz startuje liga, a w klubie nie ma piłkarzy, nie ma nawet kompletów strojów, w których mogliby grać...". Wyglądało to tragicznie, same długi... Podjąłem jednak rękawicę. Udało się wystartować, to już był wielki sukces. Namówiłem pana Ryszarda Walickiego, właściciela dużej firmy pogrzebowej w Bytomiu żeby zainwestował w Polonię, żeby pomógł w tym krytycznym momencie klubowi i wyłożył prywatne pieniądze. 

Pamiętajmy, że wtedy, zupełnie inaczej niż dziś, kluby nie mogły liczyć na finansowanie miasta.

- Tak, wtedy nawet gdy miasto miałoby wolę wsparcia finansowego to i tak nie miało takiej możliwości prawnej, nie było ustawy o sporcie. Trzeba więc było sobie w tych czasach jakoś radzić. Rozwijaliśmy więc jako klub działalność gospodarczą.

Co na przykład robiliście?

- Wystartowaliśmy choćby w przetargu na obsługę strefy płatnego parkowania w Bytomiu i dochody z tego źródła przeznaczaliśmy na klub. Zarządzaliśmy parkingami i targowiskami w Bytomiu. Zawsze mieliśmy najniższy budżet - zarówno w drugiej, jak i pierwszej lidze, a po ostatnim awansie - także w ekstraklasie. Jednak dawaliśmy sobie radę. 

Fakt, że jako działacze znaliście się na piłce. Przykład? Namówiliście przecież trzech piłkarzy do trenerki, a potem byli oni selekcjonerami, przyszedł też jeszcze czwarty - obecny!

- Marcin Brosz był u nas zawodnikiem. Pewnego dnia zadzwoniłem do niego, zaprosiłem do urzędu i zaproponowałem, żeby objął posadę trenera pierwszej drużyny. Dałem mu krótki czas do namysłu, miał na drugi dzień się określić. Podjął się zadania, a potem awansowaliśmy na drugi szczebel po dramatycznych barażach ze Szczakowianką. Potem był trenerem wielu klubów ligowych oraz reprezentacji młodzieżowej. Kolejnym trenerem, który u nas zaczynał był Michał Probierz. Był wtedy jeszcze czynnym zawodnikiem Widzewa, leczył kontuzję. Zadzwoniłem do niego i zaproponowałem objęcie posady. Nie zastanawiał się ani chwili. Objął zespół, utrzymał drużynę, odszedł, wrócił i ratował ekstraklasę, piękne wspomnienia. Cieszę się, że został później selekcjonerem reprezentacji. Jerzy Brzęczek zaczynał u nas jako grający asystent trenera Jurija Szatałowa. 

No i Jan Urban...

- Po meczu z nami został zwolniony, prowadził Legię, która przegrała z Polonią. Akurat wytransferowaliśmy Jurija Szatałowa do Cracovii, był to bodaj pierwszy transfer gotówkowy trenera w polskiej lidze. Sami zostaliśmy bez szkoleniowca, a czekał nas akurat mecz z Cracovią. Zaproponowaliśmy pracę Janowi Urbanowi. Zgodził się, ale miał akurat uroczystość rodzinną i chciał objąć posadę po meczu z Cracovią. Bardzo go prosiłem, żeby może przyszedł wcześniej. Negocjował przez telefon z żoną, udało się... Mam z Polonią wiele pięknych wspomnień, to zawsze był, jest i będzie mój klub, któremu będę życzył jak najlepiej!

Rozmawiał Paweł Czado 

Damian Bartyla. Fot. Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się