Nie można się dać zwariować

Cóż z tego, że ekipa z Piłkarskiej to najskuteczniejszy (obok mieleckiej Stali) zespół 1. ligi, skoro uciekają jej punkty? - Oby nie zabrakło ich na finiszu – mówią Niebiesko-czerwoni.

Mamy bardzo jakościowy przód – mówi Lucjan Zieliński (z lewej). Konrad Andrzejczak też się do tej kategorii łapie. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus

POLONIA BYTOM

Może i nie jest Lucjan Zieliński snajperem z urodzenia, ale jak już strzela i asystuje, to... seriami. Tak było w inaugurującym sezon meczu z Wartą (gol i dwie asysty), w spotkaniu z grodziską Pogonią ów dorobek „podkręcił” (bramka i ostatnie podanie). Już w tym momencie sezonu, po pięciu kolejkach, wynik ma lepszy niż w dwóch minionych cyklach rozgrywkowych. Po remisie 2:2 euforii jednak nie było. Ba; zaczął od tego, co mu się... nie udało w tym meczu.

Pretensje do samego siebie

- Mam sobie za złe, że przy bramce straconej przez nas na początku drugiej połowy trochę za daleko byłem od całej akcji – westchnął. Faktem jest, że to z sektora pola karnego, za który on jest współodpowiedzialny, Radosław Majewski uderzył piłkę bezkarnie. - Swoją drogą gol był bardzo pechowy, bo piłka przeszła między nogami „Wołka” (Krzysztofa Wołkowicza – dop. aut.).

Zieliński mógł jednak w samej końcówce przechylić szalę na korzyść Niebiesko-czerwonych. I to też miał do siebie pretensje. Duże. - Miałem na głowie meczową piłkę, świetnie zagraną przez Patryka Stefańskiego. Takie dogranie trzeba zamienić na bramkę – opowiadał o okazji z 87 minuty, po której – w razie jej skutecznej finalizacji - gościom trudno byłoby odpowiedzieć.

Cztery stracone boleć nie muszą!

Bolączką Polonii przede wszystkim jest duża liczba traconych goli. Lucjan Zieliński ma ten fakt jednak bardzo indywidualne spojrzenie. Wszyscy narzekamy na stracone bramki, i to jest naturalne – mówi. - Ale na piłkę przychodzi się też dla emocji. A my je dajemy! Jeżeli będziemy zespołem, który w kolejnych meczach strzelać będzie pięć goli, to nawet cztery stracone w ogóle mnie nie będą obchodzić! - tłumaczy cierpliwie. Nie po raz pierwszy, bo przypominamy sobie rozmowę z nim po meczu z Wartą. Mówił wtedy o przykładowym wyniku 6:5, który też przyjąłby z radością.

Przód do pielęgnacji

- Oczywiście cały czas malutki kroczek dokładamy do tego, by obrona z meczu na mecz wyglądała lepiej. I owszem, trener ostatnio przyłożył większą wagę na treningach do pracy w defensywie. Z drugiej strony - nie można się dać zwariować. Gramy miłą dla oka piłkę. Bardzo niewiele nam brakuje, by wykorzystywać liczne stwarzane sytuacje. Mamy bardzo jakościowy przód i to też trzeba pielęgnować, wszystkie akcje powtarzać, szlifować na treningach. Bo kiedy tego zabraknie, możemy stać się jednowymiarowym zespołem. A tego nikt nie chce! - Zieliński zaskakuje może i kontrowersyjnością tych tez, ale też ich dojrzałością. No i konsekwencją spojrzenia na piłkę!

A może baraże?

Na razie – mimo 11 zdobytych już goli – Polonia zajmuje pozycję tuż „nad kreską” wyznaczającą strefę spadkową. Pytamy więc naszego rozmówcę o nerwy towarzyszące spojrzeniu na tabelę. - Są – potwierdza. A potem tłumaczy klarownie: - Czuć z naszej gry, że możemy o duże rzeczy powalczyć. W mojej opinii ten sezon pierwszej ligi jest chyba nieco słabszy niż poprzedni, patrząc przez pryzmat zespołów, które chcą awansować. Można więc naprawdę próbować walczyć do końca. Tym bardziej szkoda, że nam te punkty uciekają; oby nam ich nie zabrakło na finiszu, w walce o baraże, a może i bezpośredni awans.

Ulotna pewność siebie

Przy takiej deklaracji trudno nie oczekiwać od wahadłowego i jego polonijnych kolegów przywiezienia dobrego wyniku z Gdyni. Tym bardziej, że „mecz przyjaźni” to hasło ze środowiska kibiców, a nie graczy na murawie. Czy jednak zwycięstwo na stadionie, na którym Arka na razie tylko wygrywa, i to wysoko (3:0 i 4:0), jest w zasięgu Bytomian? - Pewnie, że każda strata punktów dobija. Że na pewno jest trochę mniej pewności siebie; ona przychodzi dopiero ze zwycięskim meczem. Jak się wygrywa, na boisku po prostu wychodzi wszystko. Atmosfera sama się nakręca, nie trzeba żadnych dodatkowych sztuczek: zespół wybiega na murawę i gra. I do tego trzeba dążyć. Już od niedzieli! - podkreśla Lucjan Zieliński.

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się